Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 20 listopada 2013

124.NA NIEBIESKO


 
SERIA ANIELSCY Z NIEBIESKIEGO

IWONA CZARKOWSKA
„BALBINKA PECHOWA ANIELINKA”
MUZA SA, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁA KASIA KOŁODZIEJ

IWONA CZARKOWSKA
„TYMEK MAGIK CZY ANIELINEK?”
MUZA SA, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁA KASIA KOŁODZIEJ

[MUZA SA otwiera ramiona i chce zagarniać Dzieci, czytając im dobre książki]

Niebieskie to takie miejsce, w którym wszystkie domy pomalowane są na błękitny kolor. Niebieskie to takie miejsce, gdzie nie jeżdżą tramwaje, nigdy nie pada śnieg, a deszcz pojawia się bardzo rzadko. Niebieskie to takie miejsce, do którego przychodzą wszystkie listy adresowane „Do szanownego anioła”, albo „Do jakiegoś anioła”, albo zwyczajnie „Do anioła”. Zazwyczaj ludzie piszą obok Niebo, ale na poczcie zawsze odruchowo wkładają do Niebieskiego worka. Bo Niebieskie to takie miejsce, gdzie mieszkają anioły. Jest też kilku ludzi – na przykład pani Analiza, co z połamanego parasola potrafi zrobić poidło dla ptaków, albo Żurawiusz Mrówka, który nieustannie chodzi z zeszytem i wszystko zapisuje – bada zwyczaje aniołów, żeby potem wszystko przekazać swojemu profesorowi na dowód, że istnieją. A ich zwyczaje są całkiem podobne do tych ludzkich – śniadanie, na które jedzą chleb z dżemem, chodzenie do szkoły i tabliczka mnożenia, co ucieka z głowy i wychodzenie z psem na spacer. Jedna mama jest specjalistką od zdrowej diety, a ktoś inny strażakiem. Od ludzi różnią je skrzydła – ale takie małe, które nie furkoczą na wietrze. I dziury w swetrach, żeby można było przez nie wystawić pióra. No i jeszcze to, że gdy człowiek wzywa anioła na pomoc, to jakiś anioł zawsze leci – obojętnie, czy chodzi o dziury w zębach, smutną córkę czy ułamaną rączkę szczotki do kominów.
W Niebieskim mieszka Balbinka – mała anielinka, która ma pecha – towarzyszy jej wszędzie – w domu, gdzie wpada na płot, na ulicy, gdzie potrąca pewną panią i łamie jej parasol, w autobusie, gdzie upada i uderza się w głowę, w szkole, gdzie zawsze się spóźnia i dostaje uwagi. W wyniku pechowego (a może właśnie wcale nie?) zbiegu okoliczności, Balbi zostaje adresatką listu niejakiej Krewetki, która prosi „przyjedź i powiedz mojemu tacie, żeby się nie wyprowadzał i nie przestawał mnie kochać”.
Balbinka powinna być pocieszna, powinna być zabawna, powinna na swoich skrzydełkach lecieć i wznosić za sobą cały tekst, nadawać mu lekkości i wdzięku. A dla mnie jest taka trochę sztuczna, jakby jej piórka w skrzydłach nie były do końca pierzaste. Wciąż rozprawia o tym, że ma pecha i liczy ilość schodów, po której ma zejść, czy aby nie trzynaście. I wszystko, co wie, czytała w internecie. I jej akcja ratunkowa właściwie kończy się, nim się na dobre zaczęła... Nie przepadam za aniołami, jeśli mają na imię Balbina.
Zdecydowanie bardziej zaprzyjaźniłam się z Tymkiem. Ta część serii jest właśnie zwiewno-anielska. Ale też ciepła, jakby jakiś anioł otoczył cię skrzydłami. Tymek chce koniecznie zostać magikiem, ciekawią go czarodziejskie sztuczki, to jak króliki wchodzą do kapelusza i którędy z niego wychodzą. Wierzy, że można się nauczyć czarować, a potrzebne mu to jest w bardzo ważnej sprawie – chce, żeby tata wrócił do domu... Nie ma go już długo, bo pojechał leczyć zęby ludożercom. I w Tymku rozrosła się obawa, że po leczeniu kanałowym, któryś z ludożerców na pewno tatę zje...Trzeba więc szybko nająć się na staż do Jogurtusa Karambola z Opola, póki ten nie wyjedzie w tournée i nie zabierze ze sobą swojej czarodziejskiej księgi. Ale jakimś sposobem, ta księga znajduje się w szkolnym plecaku Tymka. Teraz trzeba tylko odnaleźć odpowiednie zaklęcie...
Po tej historii króliki z ciemną plamką pod okiem, skaczą tam i z powrotem, dzieje się dużo, szybko i zabawnie. Tymek jest równie nieporadny co Balbinka, bo jak można sobie złamać skrzydło?, ale jest pełen wdzięku i autentyczności.
Jest dokładnie taki, jak go maluje Kasia Kołodziej – niski, okrąglutki, z wielkimi okularami na nosie i kręconą czupryną na czubku głowy. Dokładnie taki, jaki powinien być mały anioł, który kiedyś będzie pomagać małym i dużym ludziom.







[Dziękujemy wydawnictwu MUZA SA, że zaprosiło nas do gry i rozdaje instrumenty]

3 komentarze:

  1. Zainteresowałam się ostatnio tymi książkami i właśnie Tymek bardziej by mi dla synów odpowiadał. Tylko się zastanawiałam: czy jako część II do zrozumienia potrzebujemy Balbinki? Z tego co znalazłam w sieci chyba niekoniecznie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tymek jest absolutnie samodzielny ;-) Nawet parę rzeczy, które w Balbince się pojawia, w Tymku sa powtórzone - dla tych, co Bablbinki nie znają, albo dla przypomnienia, także spokojnie - brać :-)

      Usuń
    2. O to super - dzięki za informację :)

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...