Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

piątek, 8 maja 2015

271.TO, CO MOGĘ POWIEDZIEĆ NA PEWNO

GRZEGORZ KASDEPKE
„A JA NIE CHCĘ BYĆ KSIĘŻNICZKĄ”
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2015
ILUSTROWAŁA EMILIA DZIUBAK

To, czego na pewno nie można powiedzieć o Dzieciach, to że są stereotypowe. Na pytania, jakie zadają im dorośli zawsze znajdują najmniej oczekiwaną odpowiedź. Dlatego, gdy kupujemy im klocki, one wolą bawić się klamerkami, gdy smarujemy chleb dżemem, one chcą miód, a gdy chcemy, żeby bawiły się w księżniczkę, one nie chcą być księżniczką. A najciekawsze jest to, że zawsze mają ku temu doskonałe przesłanki!
Jest taka jedna dziewczynka – ma na imię Marysia i jest smokiem. Ni mniej, ni więcej. Nie interesuje ją rolą księżniczki – to nudne! Woli zjadać rycerzy w zbrojach (choć tata martwi się, że może pokaleczyć sobie język) i wypluwać ich kości na dywan („tylko nie na dywan! - przeraża się mama). Żaden z dorosłych nie może w to uwierzyć, no bo jak to – smok? Nie piękna, delikatna, eteryczna i zwiewna księżniczka, która wzdycha, uśmiecha się, rumieni i nosi różowe sukienki, tylko zły, brzydki, straszliwy smok, który zieje ogniem? Przecież jest najpiękniejsza, najlepiej nadaje się do roli białogłowy. To niemożliwe, żeby naprawdę nie chciała jej grać, żeby tak łatwo oddała ją mamie!

Cudowna książka, z pięknym przesłaniem, z zaskakującym zakończeniem, ciepła, dowcipna, fantastycznie narysowana (Emila Dziubak wciąż rządzi i jest na pewno księżniczką polskiej ilustracji dla Dzieci!), a do tego na faktach! Grzegorz Kasdepke zaczerpnął anegdotę od znajomej mamy i rozbudował ją do rozmiarów dziecięcej książeczki – to tylko dowód na to, że najlepszymi bajarzami są Dzieci. To one układają swój świat po swojemu, mają własne pomysły na życie i najważniejszą rolą rodzica jest nie przeszkadzać im w tym, nie wciskać w różowe sukienki, które uwierają, nie kazać im tkwić na wieży w nadziei rychłego ratunku, bo to nudne, tylko położyć się na dywanie i udawać kościotrupy, gdy smok „dawno nas zjadł i wypluł kosteczki” - o tym jest dla mnie ta książka. To, co mogę na pewno powiedzieć o Dzieciach to że są nieprzewidywalne i to jest w nich najpiękniejsze.  








270. KTO MIESZKA W POMIDORZE

AGNIESZKA SOWIŃSKA
„PRZEKROJE. OWOCE I WARZYWA”
Z WIERSZOWANYM WSTĘPEM AGNIESZKI FRĄCZEK
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2015

Ostatnio moja koleżanka zadała Majce pytanie: „Co najbardziej lubisz jeść?”. „Kapustę” - odpowiedziała Majka, czym wprawiła koleżankę w osłupienie. Do listy mogłabym dodać jeszcze ogórki w postaci wszelkiej, najlepiej kiszonej.
O dobroczynności kapusty, ogórków, a także pomidorów, malin, jabłek i wszelkich innych owoców i warzyw można długo opowiadać, pisać elaboraty i rysować skomplikowane wykresy. Ale tak naprawdę nie trzeba. Agnieszka Sowińska znalazła sposób dużo lepszy – zrobiła przekroje dyni, ziemniaka, marchewki, borówki amerykańskiej czy brokuła i pokazała, co w nich siedzi tak naprawdę.
A siedzi na przykład witamina A, która „świetnie wygląda i często dostrzega to, czego nie widzą inni” (bo poprawia wzrok i urodę). Siedzi błonnik, który „trochę się wstydzi, że pęcznieje pod wpływem wody”. Albo garbnik - „na pierwszy rzut oka ciągle skwaszony, ale w rzeczywistości do rany przyłóż” (przecież zapobiega krwawieniu). A w naszej ulubionej kapuście? Oczywiście mnóstwo witaminy C („złota rączka, każdemu pomoże”), dużo wapnia (jest ważny, gdy rośniemy – chyba w tym tkwi sekret!), trochę witaminy B, która pomaga się skoncentrować i trochę „urodzonego optymisty”, jakim jest magnez – działa antystresowo...
Mieszkańcy warzyw i owoców nie potrzebują gadania, nie potrzebują słów – no może jakiś wierszyk na początek (pokusiła się o niego Agnieszka Frączek), żeby jednak zachowana była forma książki nad wyraz edukacyjnej. No i wizytówki tych wszystkich witamin, białek i cukrów – parę kresek zaledwie, imię, nazwisko i funkcja, dowcipnie, podtekstowo, z oka przymrużeniem. Potem już tylko obraz.
Białko roślinne w dyni, które daje dużo siły i czasem lubi leniuchować, albo śpi albo bawi się w najlepsze z witaminą A – układają klocki, nosi witaminę na barana. A w jabłku całe stado pektyn sprząta, pucuje, robi przetwory, gotuje – nic dziwnego, pektyna usuwa z ludzkiego organizmu toksyny i ułatwia trawienie! W pomidorze zaś trwa zabawa – wszak mieszkają w nich stada witaminy E, którą rozpiera energia i potasu, który uwielbia pływać.
Zawsze lubiłam kolorowe plansze w książkach, które obrazowały nudną, szarą, statystyczną wiedzę – podana w ten sposób nie tylko zachwyca, ale uczy. Banalne – nauka przez zabawę, ale prawdziwe – zapamiętam teraz co tak naprawdę zjadam wraz z ulubionymi pomidorami,a co Majkę może pociągać w kapuście.

Jeden z lepszych, sensowniejszych picturebooków, które ostatnio zgłębiamy!










wtorek, 5 maja 2015

269.MUMINKI W PODRÓŻY CZYLI ZAGRAJMY NA RIWIERZE


Lato. Albo bardzo późna wiosna. Słońce w koronach drzew. Oddech pełną piersią i ucieczka na łono natury – nieskażone, pełne zieleni, najlepiej do takiej Doliny Muminków. A Muminki? One wręcz przeciwnie, w odwrotnym kierunku, bo trawy mają już dość, bo chcą spędzić wakacje w eleganckim hotelu z widokiem na morze. Muminki jadą na Francuską Riwierę. Będą pić szampana, przed nazwiskiem dodadzą „von” i w kurtuazyjnych rozmowach śmietanki towarzyskiej będą podkreślać europejskie położenie Doliny Muminków.
Choć Riwiera nie kojarzy mi się z Muminkami, to pozwalam im mieć dość dobrze znanego krajobrazu i wyjechać. Zmienić klimat i poszukać skarbów. Bo za hotel i wytrawne drinki z palemką, będzie trzeba kiedyś zapłacić? A czym, jeśli jest się Muminkiem?
Mama, Tata, Muminek i Panna Migotka muszą krętymi uliczkami, pomiędzy palmami i egzotycznymi kwiatami o odurzającym zapachu, trafić do skarbu. Czasem to leżak, czasem parasolka - nie liczy się wartość, liczy się ilość. Trzy wachlarze będą znaczyć w ostatecznym rozrachunku więcej, niż jedno krzesło, nawet jeśli to antyk, a cztery butelki wody sodowej przyniosą zdecydowanie wyższą punktację od dwóch naszyjników.
Uliczki możemy skomponować według własnego uznania – plansza składa się z dwunastu wielkich puzzli – zasada jest jedna – musimy utorować drogę od startu do mety. W zbieraniu skarbów skutecznie będzie przeszkadzał Clark. Jeśli graczowi zabraknie szczęścia w rzucie kostką, zabierze mu to, co zdążył zgromadzić. Ale prawda, kostka też nie jest zwykła! To rodzaj ruletki, w którym kręcimy strzałką, żeby wskazać dalszą drogę – jaki kwiat ją wyznaczy? Zasady tylko pozornie są proste. Jeśli idąc do najbliższego skarbu, nie miniesz kwiatka, jaki wylosowałeś, skarb należy do Ciebie. Trzeba planować i kombinować. Oczywiście, potrzebne jest szczęście, ale potrzebne jest też myślenie.
Majka od razu wyeliminowała z gdy Clarka, mówiąc że go nie lubi i wcale nie chce go wylosować na kostce. Nie planowała, nie kombinowała. Ale świetnie bawiła się odszukując na planszy wylosowany kwiat i ochoczo zbierając wszystkie skarby, które znajdowały się w jego pobliżu. Szła przy tym niezbyt przepisowo. Wniosek – na prawdziwą rozgrywkę w „Muminki na Riwierze” jest za mała. Na pudełku 5+ i uważam, że to niezawyżona prognoza. Ale przy pomysłowej modyfikacji zasad da się grać – tym bardziej, że to kolejna gra od Tactica, w której bohaterami są niezrównane Muminki. A dla Majki nic więcej nie ma znaczenia!
Oprawa wizualna – dość mroczna, o przygaszonych kolorach, przywodzi na myśl ciepły letni wieczór, gdy słońca nie ma już na niebie, ale jeszcze nie jest całkiem ciemno i można siedzieć na balkonie jakiegoś ekskluzywnego hotelu, patrząc na plażę na Lazurowym Wybrzeżu. I grając w „Muminki na Riwierze” - obowiązkowo.

5+
2-4
15 +