Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 20 czerwca 2017

423. KSIĄŻKA, KTÓREJ BYĆ NIE POWINNO

MICHAEL ROCHER
„WĘDROWNE PTAKI”
(TŁ. KRYSTYNA BRATKOWSKA)
PRÓSZYŃSKI I S-KA, WARSZAWA 2017
ILUSTROWAŁ AUTOR

Jest połowa kwietnia. W lesie lądują wędrowne ptaki. Łukasz już na nie czeka. Mówi „Witajcie”, chociaż wędrowne ptaki nie rozumieją jego języka. To nie szkodzi – mówią do siebie, każdy po swojemu, trochę się śmieją, bo pewnie te same wyrazy znaczą u jednych i drugich co innego. Ale chleb jedzą wspólnie. Łukasz nie ma dzioba – wędrownym ptakom dzioby wyrosły. To nie są części ich prawdziwego ciała – to efekt przystosowania do wędrownego życia. Trochę pewnie się przydają, a trochę są po to, żeby odróżniać, żeby nikt się nie pomylił. Te ptaki są węd-rown-ne, są tu na chwilę, w gościnie, absolutnie nie na zawsze. One nigdzie nie mają „na zawsze” - teraz są w mieście Łukasza – uczą się tego miejsca, by pobyć tu chwilkę. Łukasz wśród wędrownych ptaków dostrzega Paulinkę – to dziewczynka w jego wieku, z którą uwielbia oglądać gwiazdy. Łukasz jest otwarty – nie przeszkadzają mu dzioby, skrzydła, pióra i szybko uczy się języka ptaków, a to dlatego, żeby mogli wymieniać z Paulinką słowa, nie tylko myśli. Zaprzyjaźnią się z wędrownymi ptakami, nie myśląc o tym, że za kilka chwil będą musiały odlecieć i że znów zostanie sam. Jesień nadchodzi i wędrowne ptaki zbierają się do lotu „NIE WOLNO nam zostać” - słyszy Łukasz. Nie potrafi pogodzić się ze stratą! Musi wymyślić coś, co pozwoli zatrzymać mu nowych przyjaciół w miejscu. Tylko jak, skoro skrzydła już łapią wiatr i pióra furkoczą niecierpliwie…?
Nie powinnam czytać tej książki mojemu Dziecku. Nie powinnam musieć odpowiadać na pytania. To nie powinno dotyczyć dzieci, nie powinno dotyczyć nikogo. Nie powinniśmy musieć ubierać w symbole czegoś, co jest nie do pojęcia – dzielenie się chlebem, doklejane dzioby, mowa ptaków, której nikt nie rozumie, lato, które się kończy… To piękna historia, ale nie powinnam musieć mieć jej na półce z książkami. Michael Rocher nie powinien się silić na przedstawianie dzieciom problemu uchodźców w formie baśni. Owszem, zrobił to po mistrzowsku, owszem, zaczarował mnie tą historią, owszem, jeśli już trzeba mówić z Dziećmi o uchodźcach, problemie braku domu, swojego miejsca, problemie bycia wszędzie obcym i niezrozumianym – to tylko tak…

Ale tej książki w ogóle nie powinno być! Nie powinnam teraz nad nią siedzieć, kartkować jej, rozdarta między zachwytem nad ilustracjami, subtelnością wzruszającej historii, doborem słów, a przerażeniem, że to czyjaś opowieść, że pod przebraniami ptaków kryje się ktoś prawdziwy, że musi uciekać, że wciąż leci, że nieustannie poszukuje ciepłych krajów i nigdy nie wraca w to samo miejsce… I tak, jestem podwójna, trzymając w ręku tę książkę, bo jest piękna, ale oddałabym te przecudne obrazy, tę niesamowitą mądrość małego chłopca z książki, to szczęśliwe przecież zakończenie, w zamian za to, by „Wędrowne ptaki” nigdy nie musiały powstawać. Zaklinam cię - znikaj książko!








wtorek, 13 czerwca 2017

422. NA SZÓSTE PIĘTRO, PROSZĘ!

ANDREA DE LA BARRE DE NANTEUIL
„HISTORIA MADEMOISELLE OISEAU”
(TŁ. MARIA JASZCZUROWSKA)
WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2017
ILUSTROWAŁA LOVISA BURFITT

Isabella jest szara, nijaka, zwykła, niewidoczna, przezroczysta.
Mademoiselle Oiseau jest kolorowa, szalona, piękna, głośna, odważna, teatralna, rozchichotana, charyzmatyczna, tajemnicza, fascynująca, szumna i nietuzinkowa.
Isabella ma dziewięć lat.
Mademoiselle Oiseau to dorosła kobieta, niektórzy nawet twierdzą, że ma ponad sto lat.
Isabella nosi dżinsy i szorty.
Mademoiselle Oiseau wieczorowe suknie, tiule, woalki, boa, pióra, kapelusze, buty na wysokich obcasach, cekiny, perły, koronki i wypchanego gronostaja.
Isabella mieszka z mamą.
Mademoiselle Oiseau mieszka chyba z setką kotów, ptaków, jeleni, a jej dom nieustannie się zmienia, dobudowuje, przekształca i przeistacza.
Nie powinno ich łączyć absolutnie nic.
Tymczasem, pewnego dnia, Isabella przez przypadek (czy na pewno przez przypadek?), naciska w windzie nie ten guzik, co trzeba. Wjeżdża na ostatnie piętro i staje przed drzwiami Mademoiselle. Jeszcze się nie zorientowała, że to nie jej dom, jeszcze próbuje wsunąć klucz do zamka, ale w końcu spostrzega, że to drzwi dziwnej sąsiadki, która nigdy, przenigdy nie wychodzi z domu. Na zakupy wysyła tylko swoją kotkę Senioritę Czaczacza. Isabella nie zdążyła się wycofać, nie zdążyła zrobić nic, bo Mademoiselle wciąga ją do środka.
„- Bardzo się cieszę, że przyszłaś – powiedziała Mademoiselle Oiseau, jakby znały się z Isabellą przez całe życie.” [s.26]
I tak to się zaczęło! Niezwykła przyjaźń dwóch istot pozornie różnych od siebie, a w głębi duszy zupełnie takich samych – samotnych. Zaczyna się magiczna przygoda zwana przyjaźnią – przygoda, która zmienia człowieka, która pozwala dostrzec mu magię w ścianach zwykłego domu, pływać w basenie, w którym nie można się zamoczyć, pić czekoladę z pianką, a gdy jest smutno, dotknąć guzika z panterą i przypomnieć sobie, że po drugiej stronie miasta jest ktoś, dla kogo jesteśmy ważni!
Wydawać by się mogło, że to Isabella czerpie z Mademoiselle, że wysysa z niej kolory i że nie widać tego tylko dlatego, że Mademoiselle ma ich tak dużo. Że dzięki tej niezwykłej kobiecie jej szare, nijakie, zwykłe, niewidoczne, przezroczyste życie, staje się tym, czym powinno być – przygodą!
To dla mnie książka o magii, ale nie tylko o magii czarodziejskich guzików, rozszerzających się domów i suchych basenów. To dla mnie książka o magii przyjaźni. O tym, że z tej prawdziwej na równi czerpią dwie osoby i że jest bez dna, bez końca, bez pojemności. To piękne, jak Isabella czerpie od Mademoiselle siłę, pewność siebie, jak odrzuca lęk i nijakość. To piękne, jak Medemoiselle ożywa, jak czerpie od Isabelli swoją pewność siebie i siłę. Wydawałoby się, że ma jej tyle, że już więcej nie potrzebuje. Ale moim zdaniem to nieprawda… gdy zamykają się drzwi Oiseau jest po prostu samotna. Stąd stado kotów, dobrych do głaskania, przynoszenia zamówień z piekarni i rozweselania na chwilę, ale żaden z nich nie jest człowiekiem, nie patrzy na Mademoiselle tak, jak patrzy Isabella, nie jest głodny jej słów, nie słucha opowieści, nie jest na tyle ciekawski, by każdego kolejnego dnia wbiegać na szóste piętro i wchodzić bez pukania… Mademaoiselle czekała na Isabelle, czekała od zawsze, to dla niej, dla prawdziwej przyjaciółki, szykowała czarodziejski dom, strych z dziwnymi manekinami, suknie, perfumy, buty na wysokich obcasach, flamingi nad basenem, boa z piór i ciastka z kremem. Isabella i Oiseau oddały sobie nawzajem to, co miały najcenniejszego i dzięki temu obydwie stały się szczęśliwe – podarowały sobie siebie, swój czas, swoje zaangażowanie i zainteresowanie, troskę i tęsknotę.
Niezwykła historia, pełna szelestu długich sukienek, szczebiotu Mademoiselle, zapachu bagietek i smaku szampana na języku, taka, po czytaniu której masz wrażenie, że we włosach masz brokat, a na policzkach na pewno ze trzy lub cztery przyklejone cekiny...

Nawet, gdybym nie dała się porwać tej historii (choć chyba to niemożliwe), to dałabym się pokroić za ilustracje. Są spektakularne! Rzekłabym nawet, że bez nich nie byłoby Mademoiselle Oiseau! Ale na szczęście taka ewentualność już się nie zdarzy! Oiseau jest i można do niej zajrzeć zawsze wtedy, gdy przez przypadek (czy to na pewno przypadek?), naciśnie się nieprawidłowy guzik w windzie...






poniedziałek, 12 czerwca 2017

421. BYŁO NAS TRZECH…

„Było nas trzech, w każdym z nas inna krew” - śpiewam sobie cichutko, pod nosem, fragment znanego przeboju. To chyba piosenka o czytelnikach. Bo przecież każdy z nas jest inny, lubi różne gatunki, jeden literaturę faktu, inny fantasy, jeden woli zgłębiać historię starożytną, inny bada Biblię, a jeszcze inny traktuje czytanie książek wyłącznie jako dobrą zabawę i z tego powodu przenosi się tylko do światów wyobrażonych.
Trzy najnowsze części serii Poczytaj ze mną to epos, przypowieść i fantasy.

ZOFIA STANECKA
„GDY PADA DESZCZ. W JASKINI GOBLINÓW”
SERIA: POCZYTAJ ZE MNĄ, GATUNEK: FANTASY
LITERACKI EGMONT, WARSZAWA 2017
ILUSTROWAŁA ALEKSANDRA KRZANOWSKA

Z fantasy jest najłatwiej. Trzeba po prostu zamknąć oczy i dać się ponieść historii. Tym bardziej, że bohaterów tej już znamy. Pamiętacie Gaję z „Gdy pada deszcz. Przejście”? To dziewczynka, która przez przypadek zaprzyjaźniła się z Roweną, najprawdziwszą elfką! W świecie Gai, Rowena była zwykłą, niepozorną staruszką z sąsiedztwa, o zwykłym, niepozornym nazwisku – pani Smith. Ale zawsze wtedy, gdy pada deszcz, za sprawą magicznego kamienia, udaje jej się przechodzić do Elfiej Doliny, gdzie spotyka się ze swoim bratem elfem. Któregoś dnia Gaja poszła za panią Smith i trafiła do magicznego, wspaniałego świata. Teraz, też przez zupełny przypadek, do tego samego świata trafia brat Gai, Feliks. Do tej pory nie chciał wierzyć w fantastyczne historie siostry, przesiąknięte deszczem. Ale tej nocy, gdy deszcz pluska o szyby i nie pozwala mu zasnąć, okazuje się, że wszystkie słowa Gai były prawdą. Feliks nie zamierza pozostawać po tej stronie drzwi do krainy elfów. Ostatni moment na skok, trzask rozdzieranego materiału – kawałek piżamy utknął między światami – i już jest po drugiej stronie. Tylko, że ani Rowena ani Gaja nie wiedzą, że Feliks podąża za nimi. Za to gobliny, owszem, zwęszyły zapach ludzkiego dziecka. Na twarzy chłopca zaciska się szorstka dłoń…
Trochę niepokoju, trochę strachu, trochę napięcia, trochę walki, trochę magii, trochę przygody, trochę siostrzano-braterskiej przyjaźni plus człowiek, goblin, elf, zaczarowany pies i magiczne przejście do równoległej rzeczywistości - jest tu wszystko, co można uznać za najważniejsze w dobrej powieści fantasy!



JUSTYNA BEDNAREK
„O SREBRNEJ ŁYŻYCE”
SERIA: POCZYTAJ ZE MNĄ, GATUNEK: PRZYPOWIEŚĆ
LITERACKI EGMONT, WARSZAWA 2017
ILUSTROWAŁ DANIEL DE LATOUR

Przypowieść to „bardzo stary gatunek literacki, znany ludziom od tysięcy lat.” Tylko Justyna Bednarek mogła pokusić się o napisanie przypowieści dla dzieci. Zaczyna się od Boga i od tego, jak stwarza świat – za pomocą małego, wirującego bączka – to właśnie jego wirowanie wprawiło w ruch pustkę i nagle wyszły z niej niebo, słońce, rośliny, kolory, a potem zwierzęta, owady, ptaki. Na koniec bezradny wobec chaosu Bóg, stworzył kobietę i mężczyznę, żeby zapanowali nad ziemią. A żeby nie byli głodni, podarował im srebrną łyżkę. „Od momentu, gdy łyżka zamieszkała w domu Lahmanów, świat rzeczywiście zaczął się zmieniać w przyjazne i poukładane miejsce”. A potem pojawia się Dawid, który się z łyżką zaprzyjaźnia. Niby na śmierć i życie i niby mają pozostać na zawsze razem, jednak w życiu tych dwojga zdarza się coś, co sprawia, że Dawid pójdzie swoją drogą, a łyżka swoją...
Ta przypowieść nie jest najłatwiejsza do zrozumienia, z pewnością skierowana jest do ciut starszego czytelnika. Już samo tło historii jest ważne – wszystko dzieje się w rodzinie żydowskiej. A kto to jest Żyd? Kto to jest Bóg? Co to jest synagoga? Dlaczego Magid ma takie dziwne imię? Co to znaczy świątobliwy? Jak smakuje chałka z cynamonem? Warto się przygotować do czytania tej historii – to nie jest łatwe „poczytaj ze mną”, to jest historia z drugim dnem, obudowana obcymi słowami, zwrotami, zapachami, postaciami, smakami. Dużo tu może paść pytań, dużo wątpliwości i nierozstrzygniętych zagadek – co jest prawdą, a co zmyśleniem.
PS Podobno łyżka istnieje – autorka pokazała ją nawet na zdjęciu!





JAROSŁAW GÓRSKI
„PIEŚŃ O SOWIE”
SERIA: POCZYTAJ ZE MNĄ, GATUNEK: EPOS
LITERACKI EGMONT, WARSZAWA 2017
ILUSTROWAŁA JOANNA RUSINEK

I last, but not least – epos! Epos, dla dzieci? Toż to niewykonalne! Toż to z motyką na słońce porywanie! Toż to walka z wiatrakami! I po co? I na co? Ano po to, na to, żeby dowiedzieć się, że bardzo, ale to bardzo dawno temu, w Grecji, żyli sobie wędrowni śpiewacy. I że użyczali oni swego głosu bogom, a bogowie ich ustami, śpiewali wyjątkowe pieśni-historie, pieśni o bohaterach, ich bohaterskich czynach, bohaterskich postawach i bohaterskich charakterach. I nie dość, że jest ciekawie, bo superbohaterowie to zawsze temat na czasie, to jeszcze będzie można zabłysnąć na historii w szkole, gdzie cały semestr klasy IV, poświęcony jest starożytności… Same plusy! Zero minusów!
A jak z eposem w wydaniu dla dzieci poradził sobie Jarosław Górski? Ja się zatraciłam w tej historii po sam czubek głowy! Świetnie napisana, szeleszcząca skrzydłami, śpiewająca ptasimi trelami. Bo o ptakach jest! O drozdach, wilgach, bogatkach, pliszkach, dudkach, ale też o jednej Sroce-zdrajczyni i o jednej mądrej Sowie (która to będzie tym bohaterem, wychwalanym pod niebiosa w owej pieśni, na co tytuł już wskazywać może…). Otóż kraina ta ptasia jest jak ptasi raj, gdzie wszystkie skrzydlate stworzenia żyją sobie po swojemu – ten, kto śpiewa nocą, śpiewa nocą, a ten, kto za dnia, czeka promieni słonecznych. Zgoda panuje i idealny rozkład lotów w korytarzach powietrznych. Do czasu, aż Niedźwiedź, prezes całej krainy, nie wprowadza nowego prawa – ptaki mają zakaz spania (bo sen jest nieefektywny) i rozkaz przynoszenia dwukrotnej ilości jaj, puchu i piór w daninie… Co teraz? Jak żyć bez snu? Jak znosić jaj tyle? Sowo, Sowo bohaterko, tylko Ty możesz zaradzić straszliwej biedzie, w końcu to właśnie o Tobie jest ta pieśń… A skoro to epos, to coś poradzisz, prawda? Tylko co? Otóż jest tego eposu pytanie!
Ale ten epos powstał też chyba trochę po to, żeby Joanna Rusinek mogła namalować te piękne ptaki! Zachwyt! Te pióra, te czubki, te dzioby, te liście (na okładce) i ten, właściwy jej ilustracjom, humor. Kocham (choć wciąż bardziej, najbardziej!, mamuta z „Po co komu mamut?” - to nasza przeulubiona książka z tej serii).






Na koniec ważna rzecz, o której nie wspomniałam, piejąc z zachwytu nad serią Czytam sobie i Poczytaj ze mną. CENA! Wyświechtane to stwierdzenie, że „książka na każdą kieszeń”, ale muszę go użyć, bo pasuje, jak ulał ;-) To są książki na każdą kieszeń! Seria Poczytaj ze mną to koszt 14,99 (cena okładkowa) za egzemplarz! Czytam sobie od 9,99 do 14,99. Dobre ceny! Aż niemożliwe, że za takie dobre i mądre książki!  

niedziela, 11 czerwca 2017

420. DO-GÓRY-BRZUSZENIE

URSZULA PALUSIŃSKA
„BRZUCHEM DO GÓRY”
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2017

Lato lubię najbardziej za to, że można zamknąć oczy.

Nie chodzi tylko o fizyczne nakrycie źrenic powiekami. Chodzi o spokój. O wewnętrzną harmonię. Latem nagle przypominam sobie, jak się odpoczywa. Mniej się spieszę. Wygrzewam twarz w słońcu, nie myśląc o obiedzie, rachunkach do zapłacenia, o tym, że gdzieś muszę zdążyć, o brudnych oknach, czy zakupach, które czekają wciąż jeszcze w sklepie. Z powietrza łapię chwilę oddechu. Ciepłą, przesyconą światłem. Zamykam oczy i przestaję się spieszyć. Po prostu jestem, istnieję, chłonę chwilę…
Latem da się żyć ze sobą w zgodzie. Latem można położyć się na trawie lub pobujać się w hamaku. Latem przesuwają się granice. Można długo w noc śpiewać nad ogniskiem i nikt nie zwraca uwagi, że dzieci jeszcze nie śpią. Latem jest się wolnym, nawet, gdy wciąż są obowiązki. Latem można patrzeć z zupełnie innych perspektyw na świat. Stopą słońce głaskać, plecami masować trawę. Brzuch wystawić do nieba – niech patrzy – brzuch na niebo, a niebo na brzuch. Niech się sobą nacieszą, bo trzy czwarte roku się nie widują. Ale teraz można. Lato jest, oczy zamknięte. Błogość. Cisza. Spokój. Bzyczenie owadów. Sok ze świeżej trawy między zębami. Konik polny skaczący po ręce. Źdźbło łaskoczące w łydkę…
O tym jest ta książka. O leżeniu. O zamkniętych oczach. O dzikiej potrzebie wymknięcia się na chwilę z czasu, z ziemi obracania. O chwilce, podebranej dniowi. O w-byciu-niebycie.
Fenomenalny pomysł na książkę! Pokazać świat z perspektywy leniwego brzucha, wystawionego do góry. Nie na wprost, jak zwykle, na co dzień, gdy się biegnie załatwiać mnóstwo spraw. Ale wtedy, gdy brzuch leży, wygodnie ułożony na plecach. Co widzi? Brzuch cioci, która na leżaku czeka na to, aż ziemniaczki się ugotują, widzi korony drzew. Wujek, który odpoczywa na kocu, przykryty gazetą, widzi słońce przez drobny, smolisty druk. Słońce Emilii jest całe podziurawione, bo dzieli ją od niej siateczkowy kapelusz. Sąsiad, który leniwie buja się w wielkim dmuchanym kole na środku jeziora, pokazuje swojemu brzuchowi samolot na niebie i ważkę, która z tej perspektywy jest większa od samolotu. A stolarz ułożył się do odpoczynku pod dziurawym dachem, który ma naprawić i łapie światło poszatkowane deskami. A co się widzi, gdy leży się przy ognisku? Co gdy żegluje się późnym wieczorem i położy na dnie łódki? Co, gdy jest się kotem i podnosi łeb spomiędzy łanu zbóż?
To wszystko bada dziewczynka, która przyjechała do wujka i cioci na wieś, na wakacje. Dotyka słońca w swój własny sposób, musi nauczyć się tej przedziwnej sztuki do-góry-patrzenia, do-góry-brzuszenia. Na razie jest zbyt ciekawska, zbyt wiele ma spraw do załatwienia, pojawia się to tu, to tam… Ale w końcu i ona kładzie się, przykrywa cienkim kocem. I ona w końcu pokazuje swojemu brzuchowi to, co wysoko. Odpoczywa. Jak na małą dziewczynkę przystało – tylko nocą.

Zachwycam się tą książką, kartkuję wciąż w jedną i drugą stronę, czuję już pod palcami lato, tęsknię do brzuchem-do góry. Jest piękna, jest pomysłowa, jest klimatyczna, nastrojowa, ślicznie narysowana. To od niedawna jeden z moich absolutnie ukochanych picturebooków! Jak przepustka do lata.. . Chwytam… Przenoszę się…  








sobota, 10 czerwca 2017

419. PRACA U PODSTAW

Polacy nie czytają. Co tu robić, co tu robić? Jak ratować inteligencję, zasób słownictwa, elokwencję i ciekawość w narodzie? Trzeba zacząć od podstaw. A podstawą naszego świata są Dzieci. Więc to tu należy podrążyć, miłość zaszczepić, glebę użyźnić i obsiać pole. A potem czekać na plony… Co włożysz, to wyjmiesz – inaczej się nie da… Ale jak? Jak zmusić do czytania? Nie zmuszać! Ale próbować. Egmont daje nam do tego doskonałe narzędzie!

PO SZCZEBLACH KARIERY
W polskim alfabecie są 32 litery. Jedne łatwiejsze, inne trudniejsze (te wszystkie ogonki, daszki, kreseczki… i jeszcze litery „zwykłe” i „niezwykłe”…). Najłatwiejsze jest 23 z nich. Bez udziwnień, bez makijażu, naturalne w swym pięknie. I z tych 23 liter trzeba stworzyć tekst – sensowny, krótki i ciekawy. Taki, żeby zainteresował czytające Dziecko na tyle, że będzie chciało dotrzeć do końca. A na końcu jest dyplom! Specjalny, z miejscem na wpisanie imienia. I naklejki. Z motywującymi hasłami. Można na nie patrzeć jak na próbę przekupstwa, ale dla czytania – zrobię wszystko! Gdy Dziecko już połyka 150-wyrazowe historie, można iść dalej, do poziomu drugiego, gdzie historie są już znacznie dłuższe, mają elementy dialogu i do 23 głosek dochodzi „h” (zaczynają się schody… schody przez ce-ha…). Na końcu czeka poziom trzy – to już rozbudowane historie, wszystkie litery i nawet słownik trudnych wyrazów. Jest moc!



KTO ZA TYM STOI
Ale, nie może takich wyjątkowych i specjalnych książek robić byle kto! Dlatego Egmont zaprosił najlepszych pisarzy, żeby stworzyć serię Czytam sobie. Wśród nich są: Wojciech Widłak, Zofia Stanecka, Anna Czerwińska-Rydel, Agnieszka Frączek. A żeby było pięknie, żeby książki aż się chciało wziąć do ręki, to do pary są znani i cenieni ilustratorzy – na przykład Emilia Dziubak, Daniel de Latour, Marianna Oklejak, Joanna Rusinek, Joanna Olech, Agnieszka Żelewska, Jona Jung, Jola Richter-Magnuszewska, a nawet… Szarlota Pawel!












DLA KAŻDEGO COŚ MIŁEGO
Najpierw to były zwykłe, choć niezwykłe historie. O Trollu Alojzym, o Psotnym Franku, o Marcie, która spotkała ufoludka, o Robocie Robercie czy o Gabrysi, która dostała pod opiekę małego wilczka.
Ale przecież nie każdy lubi czytać zmyślone historie! Dlatego powstały dodatkowe gatunki książek z serii Czytam sobie: FAKTY – a tam na przykład historia Titanica, opowieść o pierwszych mieszkańcach Polski czyli Polanach, albo informacje o tym, jak w rzeczywistości wygląda zawód piłkarza. Są też LEGENDY (o smoku Wawelskim) i MITY (o Troi). Są też książki specjalne – STAR WARS, BASIA, a nawet KOMIKS, w którym twórcy przypominają legendarnego Kleksa, Jonka i Jonkę! Do najnowszych należy NAUKA („Cuda z mleka”, czyli historia tego, jak powstaje jogurt).
Każdy wybierze coś dla siebie, każdy! A od tego już tylko jeden mały kroczek do dalszych poszukiwań, do kolejnych tekstów, do półek w bibliotekach i księgarniach, do własnego księgozbioru. To jak rozwijająca się wciąż nitka, chcesz znaleźć koniec i idziesz, napotykając po drodze tyle innych rzeczy… Wystarczy rozglądnąć się i chwytać!

TEMATA: GATUNEK LITERACKI
W księgarniach jest zazwyczaj półeczka, czasem dwie lub trzy na Literaturę dziecięcą/dla dzieci. I tak właśnie jest podpisana. A przecież w tym worze można znaleźć i bajki, i baśnie, i opowiadania, i wiersze, i kryminały, i komedie, i komiksy nawet… Warto o tym mówić, warto wskazywać, że można pójść różnymi czytelniczymi drogami. Warto nazywać: „to jest bajka”, „to jest baśń” - i wskazywać różnice. Nie mówię, żeby częstować sześciolatki definicjami ze Słownika gatunków i pojęć literackich, ale dawać wybór, otwierać drzwi, nie ograniczać. Dlatego seria Egmontu nazywa się „Poczytaj ze mną” - podkreśla rolę dorosłego. To nie jest tak (a przynajmniej nie tak być powinno), że jak Dziecko nauczy się składać literki i będzie potrafiło poradzić sobie z przeczytaniem krótkiej historii, to my się wycofujemy, kładziemy nogi na stół i nalewamy sobie drinka z palemką. Dalej jesteśmy! Dalej czytamy! Dalej wskazujemy! Czasem słuchamy, jak Dziecko czyta nam. Jesteśmy obok, bo gdy sięga po kryminał, może nie zrozumieć, co to jest „alibi”, a gdy po bajkę, to jeszcze pewnie nie wie, kim był Ignacy Krasicki. Egmont pomaga – daje gotowe historie, które klasyfikuje – kryminał, bajka, fantasy, reportaż, humor, baśń, przygoda. Na wstępie umieszcza charakterystykę danego gatunku – kilka słów, żeby można było później stwierdzić, czy woli się literaturę faktu, czy zmyślenia.
















CZYM SKORUPKA ZA MŁODU…

Jestem zakochana w tych seriach. Gromadzę skrupulatnie dla Majki wszystkie części Czytam sobie (ach, to moje zbieractwo, ten mój strach, że zabraknie, że nie będzie…), a Poczytaj ze mną już czytamy namiętnie. Plusem jest, że te książki łatwo zabrać ze sobą. Zawsze można chwycić z półki choć jedną, żeby nie dłużyła się podróż tramwajem. To serie dopracowana – pod względem założeń, języka, zrozumiałej i ciekawej dla Dzieci tematyki, pod względem ilustracji i edytorsko. Egmont ułatwił, napracował się, namęczył, napocił, zrobił wszystko, co mógł, dał narzędzia z najwyższej półki! Teraz nasza, rodziców, w tym głowa, żeby nauczyć Dzieci się nimi posługiwać!