Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

sobota, 23 września 2017

442.KARTONOWE PUDŁO

Zawsze wydaje mi się, że to już. Że kończymy, zaklejamy karton taśmą, odstawiamy do piwnicy… Że na twarde stronice patrzymy już trochę z góry, bo ubrania kupujemy na metr dwadzieścia dwa. Że przecież już nie drzemy kartek przy przewracaniu i nie wkładamy książek do buzi, więc po co? na co? Powiedzmy wprost – że kartony* są dla maluchów!
Ale wtedy w nasze ręce wpada coś, co dosłownie – zapiera dech! I nagle zapominamy o wzroście, poziomie zaawansowania w nauce czytania (choć często kartony są idealne do pierwszych literowań!) i okazuje się, że wciąż jeszcze możemy zmoczyć książkę – ślinką cieknącą z zachwytu. A poza tym – umówmy się – kartony to najidealniejsze książki do zapakowania do małego pzredszkolnego plecaka i zabrania na siedmiominutową podróż tramwajem do przedszkola.

Co prawda zwykle podium (pudło) ma tylko trzy miejsca, ale w tym konkursie jest klęska urodzaju i do tego wszyscy muszą stanąć na jedynce.

MARIANNA OKLEJAK
„KOLORY”
„PRZECIWIEŃSTWA”
ART EGMONT, WARSZAWA 2017
PROJEKT GRAFICZNY JOANNA STRĘKOWSKA

Jakiś czas temu Art Egmont robił mini-sondę. Czy z „Cuda wianków” Marianny Oklejak warto zrobić kartonowe książeczki dla najmłodszych. Ach, jakaż to była kokieteria! Oczywiście, że warto! A dlaczego? Z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że ludzie się ujednolicają. Gdy spojrzeć na młodego człowieka Stąd i Stamtąd, to właściwie nie można odróżnić Skąd jest. Że mieszkania mamy urządzone podobnie. Że architektura się unifikuje. Że chcemy być obywatelami świata, zapominając często o swoim dziedzictwie. Stałam ostatnio przed witryną Cepelii w Słupsku. I patrzyłam na wielkie litery „Wyprzedaż”. „Zamykają się!” - usłyszałam. I zrobiło mi się jakoś miękko w nogach. Bo ta Cepelia istniała od zawsze. A teraz jej tam nie będzie. Tracimy to, wypuszczamy z rąk, pozwalamy przemijać. A przecież na widok łowickich wzorów, kurpiowskich wycinanek, kierpców i czerwonych korali nasze serca wciąż drgają. Warto więc ten folklor zaszczepiać dzieciom. Niech się potem zastanawiają skąd w nich takie upodobanie do bursztynu, dźwięku kobzy, kolorowych pasów poukładanych jeden przy drugim na materiale spódnicy i do wysokich czerwonych butów, które stukają podczas tańca…
Drugi powód jest taki, że te książki są po prostu śliczne! Jak to u Oklejak… Nihil novi… Trzyma poziom… Zachwyca… A właściwie w tym wypadku zachwyca Joanna Strękowska czyli osoba odpowiedzialna za projekt graficzny. Bo Oklejak to już to kiedyś narysowała/namalowała do „Cuda wianków” i już za to pochwały zebrała. A teraz Strękowska to wyłowiła, poskładała, porozmieszczała i nadała temu nowe znaczenie. I teraz to jej należą się pochwały i zachwyty i te wszystkie „ochy” i „achy”. Więc Joanno Strękowska: chwalę! och!, ach!, cudnie jest!
My akurat mamy „Kolory” i „Przeciwieństwa”, ale są jeszcze „Liczby”.







Tashka od zawsze zachwycała. Przede wszystkim wizualnie. Zawsze w ich książkach są przepiękne ilustracje! Zawsze książki są dopracowane edytorsko. Zawsze na pięknym papierze. Ich książki są w całości „produkowane” w Polce, wydawnictwo czuwa nad nimi od momentu gdy w głowie rodzi się pomysł do momentu, gdy trafiają do czytelnika. Wtedy już niech się dzieje co chce, ale z mojego doświadczenia – zawsze dzieje się dobrze… Tashka zachwyca mnie też pomysłami na książki dla Dzieci. Gryzieniem tematu od strony, o której ja bym nawet nie pomyślała. Nie inaczej jest i tym razem. Dwie nowe serie są zupełnie niesamowite! Temat: geografia. Temat: świat. Temat: kontynenty. Temat: miasta Polski.

SERIA KONTYNENTY
1.AFRYKA
2.AMERYKA POŁUDNIOWA
3.AMERYKA PÓŁNOCNA
4.AUSTRALIA
5.AZJA
6.EUROPA
ILUSTRACJE PIOTR NOWACKI
TASHKA, WARSZAWA 2017

Pierwsza seria to Kontynenty. Ale jak przekonać młodego, najmłodszego człowieka do zgłębienia pojęcia „kontynenty”, „różne części świata”? Jest na to sposób wręcz idealny – zwierzęta! Każdy lubi zwierzęta! Nie takie, to inne. Nie węża, to psa. Nie konia, to krowę. Zawsze coś się znajdzie. I tu wkracza Tashka ze swoimi Kontynentami, na których żyją rozmaite zwierzęta. W Europie na przykład żubry i bociany, w Ameryce Południowej drzewołazy i oceloty, a w Azji pandy i nosacze. Nie ma tu miejsca na spory, bo wsparcia merytorycznego udzielił Warszawski Ogród Zoologiczny. Cała seria, jak to seria, jest bardzo spójna. Z mapą świata na końcu i zaznaczonym danym kontynentem, ze wszystkimi zwierzakami, występującymi w danej części, na okładce, z jednolitym projektem graficznym każdej ze stron, z fantastycznymi, wesołymi rysunkami Piotra Nowackiego (oj, znamy i kochamy tego Pana!). A w środku? Jedna informacja na temat każdego zwierzaka. Najważniejsze. Istota sprawy. Clue. Sedno. Pointa. I bonus. Bonus wręcz fantastyczny – wszystko w trzech językach: polskim, angielskim, niemieckim. To też swoisty znak rozpoznawszy Tashki – multijęzkowość. Do tego nazwa zwierzęcia jest napisana pogrubioną czcionką, więc łatwiej zapamiętać, że gepard to cheetah lub Gepard, a ryś to lynx lub Luchs. Idealnie, by zobrazować hasło: nauka przez zabawę.






SERIA PRZEWODNIKI
ZAKOPANE
KRAKÓW
WARSZAWA
WROCŁAW
KAZIMIERZ DOLNY
ILUSTROWAŁ ROBERT ROMANOWICZ
TASHKA, WARSZAWA 2017

Teraz przenosimy się w głąb Europy. Do Polski. Konkretnie chcemy zwiedzić Kazimierz Dolny, Zakopane, Warszawę, Kraków i Wrocław. Teraz chcemy jeszcze mocniej, bo są niezwykłe, wyjątkowe, niecodzienne przewodniki po tych miastach! Właściwie to trochę brak mi mądrych słów na to, by opisać, jak jestem nimi oczarowana. Nie dość, że Robert Romanowicz, nie dość, że znów multijęzykowość (polski, angielski, niemiecki, hiszpański), nie dość, że Polska, to jeszcze przewodniki dla Dzieci! OB-RAZ-KO-WE! Nie da się? Da się! I to jest właśnie w tym projekcie tak zachwycające! Po każdym mieście oprowadza nas Królik (Zając?), odwiedzając najważniejsze, najbardziej charakterystyczne miejsca. W Warszawie Syrenkę i Pałac Kultury i Nauki, w Krakowie Kopiec Kościuszki i Smoka Wawelskiego, a w Kazimierzu Dąb Króla Kazimierza. Oczywiście nie brakuje elementów współczesnych, bo w Warszawie mamy Centrum Nauki Kopernik i Lotnisko Chopina, a we Wrocławiu Sky Tower i Stadion. To dobrze – takie są właśnie miasta dzisiejsze, miasta, które zwiedzają współczesne Dzieci, miasta, które mogą je zainteresować, zafascynować, zafrapować. To, co mnie ujęło szczególnie, to miejsca nieoczywiste, także w kontekście układania wycieczek krajoznawczych pod Dzieci – Wrocławski Teatr Lalek, Pomnik Małego Powstańca i Teatr Wielki w Warszawie czy Muzeum Kornela Makuszyńskiego i Teatr im. Stanisława I. Witkiewicza w Zakopanem.
A okładki? Majstersztyk! Czekam na rozbudowanie serii (choćby o nasz Gdańsk, Gdynię i Sopot). I już widzę oczyma wyobraźni, jak Majka, wielbicielka prowadzenia nas zgodnie z mapą (he, he, he), przy kolejnym wypadzie do Krakowa czy Wrocławia trzyma w dłoni przewodnik i „odhacza” kolejne punkty na liście. Doskonały sposób, żeby pokazać Dzieciom miasta Polski. Najlepszy, bo na ich poziomie, bo można zaangażować je w cudowny sposób (szukanie, porównywanie, sprawdzanie, jakie są elementy wspólne rzeczywistości i ilustracji), bo są prześliczne! Nie wyobrażam sobie, żeby któreś nie polubiło Królika (Zająca?).





Przy okazji naszła mnie myśl, że jeśli kiedykolwiek miałabym kupować prezenty zagranicznym Dzieciakom, to tylko serie Tashki – idealne są do tego!


ODILE BAILLŒUL
SERIA MAŁE MYSZKI
„FRANISZEK STRACHLIWY MYSZEK”
(TŁ. AGATA BUZEK)
WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2017
FOTOGRAFIE CLAIRE CURT

To książka-definicja. Gdybym miała wskazać coś, co zobrazuje słowo „uroczy” (a nawet przeuroczy) to zdecydowanie byłaby ta kartonówka. Były już książeczki z fotografiami, były nawet takie, gdzie to myszki były głównymi bohaterkami. Ale to zupełnie co innego. Przede wszystkim ze względu na treść. We „Franciszku”, w tej książce z twardymi stronicami, zmieściły się wszystkie strachy, straszki, przerażenia i lęki małego dziecka spoza książki. Mrówki (robale!), zgaszone światło w nocy, piwnica, drewniany mostek po którym trzeba przejść samemu, a nawet to, że „Mama kocha moją mała siostrzyczkę bardziej niż mnie”. Jest tu wszystko. Bez silenia się na piękny język, wiersze i poezję. Po prostu – tak, jak widzi, słyszy, czuje, mówi małe Dziecko. Wprost. To takie strachy, do których czasami ciężko (wstyd) się przyznać, ale są. Takie strachy, które czasem przeżywa się w samotności i wtedy są dwa razy większe. I to wszystko tu jest, naprawdę! Na tych kilkunastu stronach. To zupełnie niesamowite! Jak prosta ale ważna to książka! Dziecko czyta o Franciszku i dostaje przekaz – nie jesteś sam! Jest jeszcze Franciszek. To nic dziwnego, że się boisz. Wszyscy się czegoś boją! A już najpiękniejsze, najwspanialsze jest zakończenie tej książeczki. Oczywiście nie zdradzę, jak się kończy. Powiem tylko, że zaraz obok całego dziecięcego strachu, który jest w tej książeczce, jest również cała dziecięca odwaga! Dzieci mają moc, siłę, umieją pokonywać wszelkie przeszkody, mają w sobie magię i determinację, której mógłby pozazdrościć niejeden dorosły. A mówiłam już, że jest przeurocza?




EWA KOZYRA-PAWLAK I PAWEŁ PAWLAK
”MAŁY ATLAS PTAKÓW”
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2017
TEKST I ZDJĘCIA EWA KOZYRA-PAWLAK
ILUSTRACJE EWA KOZYRA-PAWLAK I PAWEŁ PAWLAK
RYSUNKI HANIA CISŁO

I last, but absolutely not least – PTAKI od PAWLAKÓW! To taka książka, której nie da się pokazać. No bo jak pokazać czyste piękno na zdjęciach? Nawet jeśli ma się najlepszy aparat? Jak pokazać ten ogrom detali, smaczków, rysuneczków, igłę wbitą w materiał, zostawioną tam tyleż przez przypadek, co celowo? Jak pokazać ptaki w wersji duetu idealnego?
To opowieść bardzo prywatna. O ptakach Pawlaków, tych, które urządziły sobie mieszkania w dachu ich domu, o tych, które mieszkają tuż obok. A zaczęło się od kopciuszka. Bo to on pierwszy mieszkał w domu Pawlaków. Ale kłaniał się nisko, zapraszał i po dziś dzień są przyjaciółmi, nie tylko współlokatorami. Tekst w tej książce to pamiętnik. To kilka gawęd o tym, co się kocha. Ornitolodzy-amatorzy obserwują „swoje” ptaki, potem szukają ich w atlasie, sprawdzają imiona, notują, co je odróżnia od innych, uśmiechają się, kolekcjonują pióra i w końcu zamykają to wszystko w książkę dla Dzieci. Na przykład o tym, że sójka to rozrabiaka, bo często wdaje się w bójki; o tym, że dzięcioł zielony wyjada pawlakowe mrówki o tym, że gdy słowiki śpiewają, to dzieci najczęściej już śpią...a szkoda! Czy ja będę wychwalać tę książkę pod niebiosa (tam, gdzie mieszkają zazwyczaj ptaki)? Nie, bo zwyczajnie nie umiem. Wolę posłuchać Pawlaków, pooglądać Pawlaków, poobserwować te ich ptaki ze zdjęć, farb, materiałów i akwareli… Zostawię tu tylko dwa słowa: książka perfekcyjna. I może jeszcze jedno, bo choć nadużywane, to w tym wypadku jest idealne: polecam!







*nasze książeczki z twardymi stronami, idealne dla małych rączek

niedziela, 17 września 2017

441.O WYJĄTKOWEJ ZWYKŁOŚCI



ANNE CRAUSAZ
„REMEK MARZYCIEL”
(TŁ. ANNA NOWACKA-DEVILLARD)
WIDNOKRĄG, PIASECZNO 2017
ILUSTROWAŁA AUTORKA

MAŁGORZATA FALKOWSKA
„PO CO KOMU BIAŁA KREDKA?”
TADAM, WARSZAWA 2017
ILUSTROWAŁA ANIA JAMRÓZ

„Ach, jakbym chciała mieć czarne włosy! Takie aż granatowe! Długie, zupełnie proste.” - myślę. Czy gdybym miała czarne włosy, to miałabym to samo w głowie? Czy gdybym miała czarne włosy, to lubiłabym czytać książki dla dzieci? Czy z czarnymi włosami byłabym kimś zupełnie innym? Czy chciałabym być kimś zupełnie innym? Czasem tak… Bo wydaje mi się, że zawodowe tancerki mają ciekawszą pracę niż ja. Bo wydaje mi się, że mieszkańcy Australii są bardziej naładowani słońcem, więc szczęśliwsi. A zaraz potem wydaje mi się, że w Norwegii są spokojniejsi. Bo wydaje mi się, że znajoma znajomej lepiej wygląda w sukienkach. Że mama Marysi jest lepszą mamą, a mama Igi nie jest taką bałaganiarą, jak ja. Że ktoś ma więcej pieniędzy, więc ma lepiej, a ktoś inny ma większy dom, więc łatwiej mu upychać kolejne książki na regałach.
Zapominam czasem o tu i teraz. Zapominam czasem, że ja też mam dobrze. Że mam najlepiej, jak tylko mogę mieć...
Remek też zapomniał. Remkowi też się wydawało, marzyło, śniło… Remek jest ślimakiem. Ni mniej ni więcej. Powolnym. W skorupce mieszkającym. Ze ślimaczycy Lucynki i ślimaka Wirgiliusza zrodzonym. Z wielkiej miłości dodam. Ślimakiem zdrowym, kochanym, najstarszym z rodzeństwa, łąkowym… Zwykłym. A że zwykłym, to od razu mu się wyobraża jakaś niezwykłość. A to że nie ma muszli, a to, że jest stonogą, a to, że wilkiem, żyrafą, gumą do żucia, truskawką, czy rosnącym ziarenkiem. No wszystkim, tylko nie ślimakiem. A po co? A na co? A dokąd tak gna? Dlaczego życie gumy do żucia miałoby być lepsze od życia ślimaka? Albo muchomora? Albo jabłka zamieszkanego przez robaczka? „Przecież nic w tym złego, że się jest ślimakiem.” Na ślimaka też czekają w życiu przygody. Ślimak też może bardzo wiele, może najwięcej, może wszystko, może najpiękniejsze. Nie musi być kimś innym, żeby być szczęśliwym! To urocza, prześliczna (ach te ilustracje!!!) książeczka o tym, jak odnaleźć w sobie ślimaka. Ślimaka zadowolonego z życia, zwykłego. Ślimaka po prostu. Ślimaka, który nie traci czasu na niespełnialne. Gdy się traci na to czas, łatwo zapomnieć, że dookoła jest wszystko to, co może nas uczynić szczęśliwymi. Jeśli tylko pozwolimy. Jeśli tylko damy sobie szansę. Albo innym…







Bo taka na przykład biała kredka. Po co w ogóle jest? Jest w każdym kredek komplecie, a nawet jak się złamie, to nikt nie temperuje jej od razu. Nie wyrysowuje się właściwie nigdy. Można stworzyć sobie kolekcję białych kredek, bukiet z nienarysowanego.
Tak właśnie myśli Zuzia, która odrzuciła wszystkie białe kredki. „One są niepotrzebne.” - mówi do swojej cioci. „Po co dzieciom białe kredki, skoro ich nie widać na kartce?” - pyta retorycznie i w ogóle się białymi kredkami nie zajmuje. W ogóle na nie nie patrzy. Nie daje szansy. Och, jak bardzo biała kredka chciałaby być kimś innym! Taką różową, jeśli znajduje się w zestawie czterolatki. Albo czarną, gdy w piórniku pierwszoklasisty. I może brązową, gdy jej właścicielką jest miłośniczka koni. Albo złotą czy srebrną, bo zawsze najwięcej śmieją się do nich oczy dzieci. Każdą, każdą inną, tylko nie białą… Ale ciocia jest mądra… Być może marzyła kiedyś potajemnie o czarnych, długich, prostych włosach, a ma krótkie, kręcone i rude? Być może nawet pofarbowała raz czy dwa włosy na czarno-granatowy, ale wcale jej nie pasowały? Być może doskonale wie, jak czuje się biała kredka, która chce być kimś innym tylko dlatego, że nikt nie odnalazł w niej sensu? Pomaga białej kredce wyrazić siebie – przynosi kolorowe kartki… I pomaga też Zuzi zrozumieć, że każdy, absolutnie każdy ma w sobie COŚ. Że po to jesteśmy różni, kolorowi, żeby każdy dawał światu to, co ma w sobie najlepszego. Że gdyby wszyscy byli tacy sami, to nie byłoby tęczy. Że gdyby wszyscy tańczyli, to nie byłoby komu oglądać tancerzy. Że na różowej kartce to różowej kredki przecież nie będzie widać… A biała będzie brylować! Zwykła biała kredka – niezwykła biała kredka...
Owszem, trzeba znać swoje ograniczenia. Białe na białym jest niewidoczne. Ale trzeba też sięgać po to, co pozwoli nam się zrealizować. Po kolorowe kartki, na których będzie nas widać.




Przeczesuję grzebieniem moje dość krótkie, brązowe włosy. Schną szybko, nie muszę używać suszarki ani układać ich kilka godzin przed lustrem. Wskakuję w ulubione trampki i biegnę. A po drodze słyszę „Jaki masz fantastyczny kolor włosów! Takie normalne! Świetnie się układają. Pasują do Ciebie!” i już ciszej, już za moimi plecami „Chciałabym mieć takie...”. Uśmiecham się w środku siebie. Jestem zwykła. A to najlepsze, co mogło mi się w życiu trafić.   

sobota, 16 września 2017

440.UWAGA! TEKST NIECO DEMOKRATYCZNY!

SCENARIUSZ SZTYBOR
RYSUNKI PIOTR NOWACKI
KOLOR I SKŁAD ŁUKASZ MAZUR
„W KORONIE 1.NIE MA MIEJSCA JAK DĄB”
TADAM, WARSZAWA 2017


W Gdańsku trwa właśnie 2. Gdański Tydzień Demokracji. W kalendarzu imprez są uwzględnione Dzieci. Marszczę brwi, a potem jedną unoszę do góry… Czy w ogóle jest sens rozmawiać z Dziećmi o demokracji? Kiedy zacząć? No i… właściwie JAK rozmawiać?
Sens oczywiście jest! Po co? Bo to ustrój naszego kraju. Chociażby dlatego.
A JAK? Istnieje do tego świetne narzędzie. Proste, genialne w obsłudze, kolorowe, na miarę XXI wieku. Albo nawet trochę wyprzedzające swoją epokę. Komiks.
Komiks o demokracji? Nuda! Dziwactwo! Bzdura wręcz!
Odpieram wszystkie sceptyczne uwagi, niedowierzanie i sprzeciw jednym zdaniem – Maja, lat (prawie) 5: „Mamo, a poczytamy znowu o Tudo?”
Tudo to żółw. Ale żółw specyficzny. Żółw na luzaku. Żółw, co chce być sobą w każdych warunkach, czasie i przestrzeni. Żółw, który nie boi się wyróżniać na tle innych (ach ta jego skorupa! „Spersonalizował ją, czyli nadał jej osobisty charakter.” Przykleił tam znaczek, który symbolizuje umiłowanie podróży, nakleił naklejkę z ulubionym zespołem i narysował pacyfkę, bo „przekaz jest najważniejszy”). Żółw-pacyfista! Wydawałoby się, że bycie sobą, bycie innym, bycie pacyfistą to nic trudnego. Jakaż wielka pomyłka! W żółwiokrainie nadszedł czas nowego – pierwszego! - prezydenta! I nowy – pierwszy! - prezydent skazuje Tudo na banicję. Dlaczego? Bo jest inny! (swoją drogą choć to smutna i przerażająca scena, to jednak majstersztyk!).
Co robi Tudo? Odchodzi. Jest pacyfistą, jest indywidualistą, jest WOLNY! Nie chce walczyć, nie chce dochodzić swoich słusznych praw, nie chce tłumaczyć. Zaczyna szukać dla siebie miejsca na ziemi. Okazuje się, że nie jest to takie proste, że czasem świat chce ci po prostu przywalić wielką owłosioną łapą niedźwiedzia po pyszczku, że samotność może nieraz mocno uwierać w grzbiet niechroniony skorupą… Dlatego dobrze jest spotkać na swojej drodze kreta, a nawet małpę, z którymi można stworzyć nowy kraj, nowy świat, nową rzeczywistość.
Oczywiście nie trzeba wprowadzać nowych pojęć do słownika dziecka, nie trzeba czytać „W koronie” z Konstytucją w drugiej ręce, nie trzeba rozszerzać pola widzenia. Można przeczytać ten komiks zupełnie „po prostu” i cieszyć się opowieścią o nietypowym żółwiu, podziwiać nietypowe wypełnienie kolorem, doceniać dobry skład (Dzieci nie mają problemu z podążaniem za akcją, nie gubią się w „kwadracikach”), przybijać piątkę Nowackiemu, że po raz kolejny rozpoznaliśmy jego charakterystyczną kreskę, można też „po prostu” czekać z niecierpliwością na drugą część serii o żółwiu, co zamieszkał na drzewie.
Ale drugie oczywiście - ja nie mogę przestać analizować tej książki także „dorosłym okiem”, szukać odniesień do bieżączki (te porozrzucane po tekście maleńkie aluzyjki, te „nie zapomnij o mnie, gdy będziesz na szczycie”, te przemówienia, agitacje, pseudodemokracje...), martwić się diagnozą, zawartą na ostatnich stronach, mieć nadzieję, bo to dopiero pierwszy tom i może w drugim coś zmieni się w żółwiokrainie na lepsze… (chociaż Tudo już tam nie mieszka). Dlatego to także świetny komiks dla Rodziców. Żeby pomyśleć, zastanowić się, przeanalizować słowo „demokracja”, sprawdzić źródłosłów, pomyśleć nad sobą w tym kontekście. To ważne, bo po lekturze tego komiksu, Dziecko może zacząć zadawać trudne pytania: „Kto to jest Prezydent?”, „Co to jest demokracja?”, „Czy w Polsce mamy demokrację?”.

No właśnie - pozostaje jedno pytanie: kiedy zacząć rozmawiać z Dziećmi o demokracji? Już! Jak najszybciej! Kiedy za temat biorą się Sztybor, Nowacki i Mazur – nie ma po prostu sensu dłużej zwlekać!