Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 25 lutego 2015

256. NIBY NIC, A... POLSKI DESIGN

Pomysł jest prosty. Trochę papieru, posklejanego w grubą tekturę. Trochę kolorów, ale raczej tych zaczerpniętych z ziemi, nieba, powietrza, gdzieniegdzie nacięcie. I już są niesamowite klocki, puzzle, kukiełki. Można bawić się w teatr, można bawić się w las. Albo postawić na parapecie, żeby wyglądało ładnie. Można stworzyć swój własny mały świat – z niedźwiedziem, lisem, zającem i sową, siedzącą na drzewie. A drzewo może być wysokie lub niskie – tylko od nas zależy, ile liśćmi i szyszkami obrodzi. To zabawka kompletna, bo można jej używać na wiele sposobów, bo angażuje wyobraźnię, bo jest solidna, choć „tylko” z papieru. A do tego piękna.
Zabawka „Zwierzęta polskich lasów” od Echa Leśne.



W całości wymyślona i wyprodukowana w Polsce.
Echa to Kazia i Kuba - dwójka ludzi, zapaleńców, którzy swoje pasje - Dzieci i polski design - postanowili połączyć w zabawkach. „Echa Leśne to dopiero początek – mamy wiele pomysłów, myślimy zarówno o nowych tematach, jak i formach.” - zapewniają, a ja czekam na każdą nową rzecz i biorę z zamkniętymi oczami, bo Majkę i mnie urzekła niewielka teczuszka, w której kryje się cały las... A kim są Echa Leśne? Oddaję głos im samym:


Kto stoi za projektem Echa Leśne?

W naszej pracy wykorzystujemy wieloletnie doświadczenie, jakie zdobywaliśmy w branżach poligraficznej i wnętrzarskiej. Polski design to nasza pasja i dlatego nasze zabawki chcemy tworzyć we współpracy ze zdolnymi, młodymi polskimi artystami. Nasza pierwsza układanka – „Zwierzęta polskich lasów” zawdzięcza swój wygląd Malwinie Konopackiej.

A po co Waszym zdaniem potrzebna Dzieciom sztuka i design?

Wierzymy, że obcowanie ze sztuką od najmłodszych lat przyczyni się do tego, że w przyszłości nasze dzieci będą wyrobionymi odbiorcami sztuki. Zależy nam, żeby nasze zabawki pokazały Dzieciom polską szkołę designu.

Dlaczego Dzieci? Dlaczego karton? Dlaczego zwierzaki/las/echo?

Jesteśmy rodzicami dwóch dziewczynek, 4 –letniej Heleny i 13 -letniej Weroniki – obserwujemy je i uczestniczymy w ich zabawach. Pomysł kiełkował w nas od dawna, ale temat narodził się spontanicznie - odwołaliśmy się do naszych wspomnień, do wierszy i piosenek naszego dzieciństwa, do obserwowanej przyrody. Chcemy tworzyć innowacyjne zabawki w oparciu o tradycyjne materiały.


Kto jest Waszym pierwszym testerem? Przedstawcie Wasze dzieciaki, od których zaczęła się cała historia. Jak spędzacie razem czas?

Z naszymi dwoma córkami, Helenką i Werą, robimy bardzo wiele rzeczy. Wszyscy jeździmy na nartach. Dziewczynki kochają taniec i muzykę , a my staramy się te ich pasje wspierać. Często siadamy razem przy stole i tworzymy kolaże ze zdjęć, zabawki świąteczne czy prezenty dla licznych członków naszej rodziny. Okazuje się, że zabawki naszej starszej córki Wery są lubiane przez Helenkę, a nowe, modne o często zaburzonych proporcjach i celowo zdeformowane, przegrywają z papierem, kredkami i nożyczkami.

A Wy czym bawiliście się kiedy byliście Dziećmi?

Kazia bawiła się w meblowanie, dekorowanie, przebieranie, dzierganie, nawlekanie koralików :-)

Kuba dużo czasu spędzał na świeżym powietrzu. Rower, las, piłka, koledzy, książki, podpalanie kreatywne :-)

Chodzicie do lasu? Przyroda jest dla Was ważna?

Oczywiście! Uwielbiamy spędzać czas na powietrzu. Czasami są to wspólne wypady do lasu a czasami po prostu wystarcza nam nasz ogród w którym pojawiają się lisy, bażanty, a ostatnio nawet jelonki.

Dlaczego stawiacie na polskie?

To chyba oczywiste. W czasach globalizacji i zalewającej nas masy produktów kiepskiej jakości produkowanych na Dalekim Wschodzie przy wykorzystaniu taniej siły roboczej i niskiej jakości materiałów, których estetyka pozostawia wiele do życzenia, chcemy żeby nasze dzieci i ich rówieśnicy miały kontakt z przedmiotami ładnymi i bezpiecznymi.


Gdzie szukać echa? Którędy trafić do Waszego lasu?

Nasze zabawki można znaleźć w internecie (lamala.pl, mamabu.pl, pakamera.pl), zapraszamy też do wybranych sklepów w Warszawie. Wkrótce jawimy się też w innych miastach. Aktualną listę znajdziecie na facebook.com/echolesne, a wkrótce na echalesne.com. Tam również dowiecie się o naszych kolejnych projektach.























niedziela, 8 lutego 2015

255. LIST DO A.

Jakiś czas temu miałam z A. bardzo burzliwą dyskusję na temat komiksów. Ona przekonywała, że komiks to gorsza forma powieści i że woli poczytać z synem „Bracia lwie serce”, bo czuje, ze wtedy coś mu daje, coś ważnego i mądrego. I jeszcze że komiks kradnie wielką część wyobraźni, dając gotowe rozwiązania w postaci konkretnych rysunków. I jeszcze, że komiksy są ubogie językowo.
Na pytanie, czy czytała ostatnio jakiś komiks, czy choćby przejrzała jakieś współczesne komiksy będąc na przykład w księgarni lu bibliotece, pokręciła głową, mocno trzymając się swojej tezy i nie dopuszczając moich argumentów.
A były mniej więcej takie: komiks to odrębna forma, nie można go porównywać z trylogią Sienkiewicza, bo to inny gatunek. I jeszcze, że obraz ma ogromne znaczenie, że oprócz walorów estetycznych, może przedstawiać doskonałość techniczną, na której ja (ani ona) się nie znamy. I że to obraz jest kluczowy i trzeba go oglądać uważnie i nie pomijać. I że to nieprawda, że nie pozostawia pola fantazji – to, aby z niebieskiego misia w śmiesznej żółtej czapce wyłuskać jego indywidualne cechy wymaga zaprzyjaźnienia się z bohaterem, poznania go i dodania mu cech, których nie widać, a które na przykład słychać w dialogach. Rysunek i lakoniczny tekst, który jest także cechą komiksów, to dwie płaszczyzny, które się uzupełniają. To tekst jest skrótowy i chyba jednak podrzędny wobec obrazu, ale tak ma być – to jest siła komiksu i cechy, które różnią go od powieści.
Oczywiście, jak zawsze w takich dyskusjach, zeszło na dzieci i dziecięce komikso-czytanie.
Gdy rozmawiam o tym z rodzicami w wieku 30+ okazuje się, że odnoszą komiksową rzeczywistość do tej z własnego dzieciństwa – tych nieszczęsnych Kaczorów Donaldów o wątpliwej jakości estetyczno-poznawczej. Nie zanotowali, że świat się zmienia, że komiksy się zmieniają, że powstają wartościowe, piękne pozycje, także dla Dzieci.
Pomijając to. Pamiętam mojego Brata, który stronił od książek i doprowadzał tym do łez zaczytaną Mamę, zaczytanego Tatę, a nawet zaczytaną starszą siostrę. Ale pożerał komiksy. Od nich już tylko krok do hitchcockowkiej serii o małych detektywach. A teraz pożera książki z takim samym smakiem, co cała rodzina.
Od komiksów się zaczęło.

SCENARIUSZ MACIEJ JASIŃSKI
DETEKTYW MIŚ ZBYŚ NA TROPIE. ZŁOTY SOKÓŁ TEKSAŃSKI”
KULTURA GNIEWU, WARSZAWA 2014
RYSUNKI PIOTR NOWACKI/ KOLORY NORBERT RYBARCZYK
KOMIKS WYDANY W SERII KRÓTKIE GATKI

Zacząć można od Misia Zbysia – to doskonały komiks na rozpoczęcie przygody z powieściami graficznymi*. Misia Zbysia poznałyśmy już przy okazji afery z miodem. Razem ze swoją prawą ręką Borsukiem Mrukiem, spisali się na medal i rozwiązali zagadkę znikających z ula plastrów. Teraz jadą na zasłużony urlop. Chcą odpocząć i w pociągu wiozącym ich na weekendową wycieczkę na Dziki Zachód, odmawiają pomocy pewnej miłej Pani Krowie, której znajoma zgubiła kolczyk i...
Nie mogą jednak odmówić szeryfowi. Znów zakasują rękawy i przyrzekają, że odnajdą złotą figurę sokoła teksańskiego, która podstępnie została ukradziona! Uzbrajają się w rewolwery na wodę, buty z ostrogami i kowbojskie kapelusze i wyruszają na ulice Dzikiego Zachodu. Szalone pościgi w kopalni złota, walka o życie na pustyni i zaskakujące rozwiązanie zagadki – czy można chcieć czegoś więcej, by dziecko słuchało z otwartymi ustami o Misiu Zbysiu i Borsuku Mruku? Nie można...





SCENARIUSZ TOMASZ SAMOJLIK
RYJÓWKA PRZEZNACZENIA”
KULTURA GNIEWU, WARSZAWA 2014
RYSUNKI TOMASZ SAMOJLIK
KOMIKS WYDANY W SERII KRÓTKIE GATKI

Dla trochę starszych czytelników Kultura Gniewu wznowiła właśnie „Ryjówkę przeznaczenia”. Tomasz Samojlik jest naukowcem – badaczem przyrody Puszczy Białowieskiej i jej historii. Jest uważny i dokładny, bo oprócz żubrów, które zazwyczaj są dość pokaźnych rozmiarów, wypatruje w trawie ryjówkę malutką, najmniejszego ssaka żyjącego w Polsce i postanawia powierzyć mu misję ocalenia lasu. Bo małe też jest ważne w łańcuchu przyrody, bez tego najmniejszego ekosystem się nie obejdzie.
Dobrzyk jest raczej nieporadną ryjówką – ma miękkie serce – zawsze daruje życie pająkowi, który jest bardzo rzadki, nie wyssie żółtka z jajka, które zatroskani ptasi rodzice bardzo kochają i zazwyczaj wraca do domu z pustym brzuszkiem. Ma jednak fantastyczną przyjaciółkę Śmiłkę, która zawsze dzieli się z nim ostatnim kawałkiem larwy. Razem z nią właśnie kończy naukę u Sorka, starej, mądrej ryjówki. Dobrzyk i Śmiłka są już jedną łapą w dorosłości, ale wciąż są jeszcze młodzieńczo roztrzepani i młodzieńczo niedoświadczeni. Z dorosłością kojarzą po prostu wielki luz, a nie wielkie czyny. Dlatego, gdy okazuje się, że las zaatakował Czarny Nieprzyjaciel – wróg wszelkiego istnienia i że to Dobrzyk ma uratować polanę, są – delikatnie mówiąc -zaskoczeni. Nie oczekiwali, że wszelkie nauki, które dostali od Sroka, tak naprawdę się przydadzą. Otrzepują z kurzu zapomnianą wiedzę i ruszają – bo wiadomo, że najlepsza przyjaciółka nie opuści bezradnego Dobrzyka w potrzebie. Tylko gdzie jest ryjówka przeznaczenia, która jako jedyna jest w stanie wykonać tak trudną misję?
Po raz kolejny Samojlik przełożył na komiks ekologię i swoją ogromną miłość do przyrody, a także wiedzę na jej temat i strach o to, że człowiek może zniszczyć naturę, że już wyrządził jej nieodwracalne szkody. Po raz kolejny pomiędzy komiksowe okienka włożył zgryźliwe żarty, które śmieszą także dorosłych (a może przede wszystkim dorosłych?). Brawurowe akcje, które zmieniają bieg historii, zapierające dech w piersiach momenty, niepewność, co do powodzenia akcji i porcja wiedzy, którą przyswaja się zupełnie mimochodem.
Czy to nie wystarczy, żeby przyciągnąć młodego czytelnika?
Wystarczy.






Moja droga A. - to dla Ciebie ten tekst, bo wciąż żywa jest we mnie Nasza dyskusja i już teraz mogę zapowiedzieć, że się nie poddam i będę inwigilować!

[Dziękujemy Kulturze Gniewu za złotą figurkę i królewskie znamię na brzuszku]


*omijam tutaj temat „Komiks a powieść graficzna”...

254. NIBY KILKA KARTEK TYLKO...

KATARZYNA BAJEROWICZ
ŻABAWNY BLOK RYSUNKOWY DO SMAROWANIA, GRYZMOLENIA I ŁAMANIA GŁOWY”
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2015

Bloków do rysowania Majka ma sto i jeszcze kilka. Są kolorowe, techniczne, zwykłe białe, małe, duże i nietypowe. Jedne kupowane, bo zabrakło kartek do rysowania, inne, bo akurat nad morzem przypomniały się piaskowe rysunki do zrobienia, a jeszcze inne, bo na okładce jest Peppa. Ale żaden z bloków, jakie miałyśmy do tej pory na półce nie jest tak wyjątkowy, jak ten.
O tym, że jesteśmy żabami zauroczone już BYŁO. Że jesteśmy zauroczone kreską Katarzyny Bajerowicz, nie trzeba chyba dodawać. To nie jest zwykłe parę kartek, sklejone na górze mocnym klejem. To cała przemyślana konstrukcja, dzięki której bloko-użytkownik nie tylko może malować, ale też smarować, gryzmolić, łamać głowę, bazgrać i ćwiczyć motorykę małą. To nie tylko zwykłe (oj, niezwykłe!) rysuneczki do pokolorowania. Bo owszem, są zadania na pozór pospolite – pokoloruj obrazek. Ale i na takim obrazku wielka ropucha, jakiś grzyb czy nogi czapli. Czasem jest trochę trudniej, bo żaby przed ta czaplą się chowają i najpierw trzeba wynaleźć je wśród liści i sitowia, zaznaczyć wybranym z opakowania kredek kolorem, a potem dopiero można pokolorować całą resztę. Są też zadania, które w dzieciństwie lubiłam – połącz kropki! Jest dorysowywanie wzorków rybie, liczenie kijanek, jest rysowanie szlaczków, ale sprytnie ukryte w brzuszku skaczącej żaby – bo jeśli ktoś pisze „narysuj jakie skoki wykonują żaby”, to przecież nikt się temu nie oprze. Z tych bardziej kreatywnych jest rysowanie w nadętym brzuchu żaby tego, co właśnie zjadła, albo projektowanie dla niej tkaniny na sukienkę.
A teraz podium – moje trzy ukochane zadania z żabawnego bloku rysunkowego –
MIEJSCE 3:
stworzenie własnego memo! Po części jest już przygotowane, bo Bajerowicz narysowała po parze takich samych kartoników, zamknęła je w małych kwadratach. Ale jest zadanie – pokolorować, wyciąć i bawić się!
MIEJSCE 2:
umoczyć palec w farbie i na całej stronie zrobić nim pieczątki. Co to ma wspólnego z żabami? Ano taka pieczątka będzie doskonałym dla żaby brzuszkiem! Jak z odcisku palca zrobić żabę – spokojnie, Bajerowicz pokieruje....
MIEJSCE 1:
Mój absolutny hit! Na kartce przysiadły sobie świetliki. Trzeba pomalować ich odwłoki kawałkiem świecy, a potem resztę kartki zamalować czarną albo granatową farbą – co się stanie? Nie będę zdradzać...
Blok ma jeszcze jedną pozornie błahą rzecz – na samym końcu ma kawał sztywnej, grubej, porządnej tektury. I co z tego? Ano to, że można blok umieścić na kolanach, gdy się siedzi w aucie jadącym w długą podróż na drugi koniec Polski. Na przykład na ferie. Albo na kolanach schowanych pod kołdrą, gdy ciało choruje, a głowa jednak chciałaby czymś ciekawym się zająć...
A gdy wszystkie zadania już wykonane, to można z okładki wyciąć medal „JESTEM ŻABOZNAWCĄ” i powiesić go sobie na szyi. Albo tam, gdzie wszystkie inne medale...








Tak jak bloki są różne – techniczne, rysunkowe, białe, kolorowe, a nawet czarne, tak żabawny blok rysunkowy nie jest jedyny.
Można także wypełnić zadania dotyczące:

[Dziękujemy Naszej Księgarni za nasz własny egzemplarz Żabawnego bloku]


środa, 4 lutego 2015

250.BĘDZIE INTYMNE WYZNANIE...

MIKOŁAJ GOLACHOWSKI
PUPY, OGONKI I KUPERKI”
BABARYBA, WARSZAWA 2014
ILUSTROWAŁA MROUX

Każdy to ma. Ale niewiele się o tym mówi. Jakoś „tajemnicą owiane jest to”. I omija się ten temat we wszelkich dyskusjach. Choć przecież jedna z najbardziej ludzkich to rzeczy. Może chodzi o to, że nie wszyscy mają takie piękne?
A Babaryba ma naprawdę zjawiskowe.
Pupy. No i też ogonki i kuperki. Bo niektórzy mają po prostu pupę. A niektórym dodatkowo sterczy ogon. Z futra. Albo z piór – zależy czy jest się ptakiem (przykład najszybciej nasuwający się to paw, którego rozłożony ogon ma awers – piękny, spektakularny i zachwycający nie tylko samiczki pawia i rewers, który ewidentnie wskazuje pewien mały pawi otwór), czy może na przykład kotem, który pupę myje często, nawet wtedy, gdy jest zakłopotany, ale kłopot w tym, że językiem... A jak się jest świetlikiem, to się świeci pupą zamiast oczami. A jak tasiemcem, to się po prostu pupy nie ma. I nie ma na czym usiąść. Bo od wydalania to on ma ludzi, więc do tego pupa mu niepotrzebna.
I niech te pupy nie przesłonią istoty rzeczy – to jedna z najgenialniejszych książek przyrodniczych jakie znam! Jest dowcipna*, pomysłowa i oryginalna. Do tej pory nie zastanawiałam się nad tylną częścią ciała zwierząt i nad tym, kto ma najtwardszą pupę na świecie (wombat) albo kto i po co ma w pupie pazurki (wąż, dla przytrzymywania partnerki). Autorzy w poszukiwaniu pup najciekawszych zanurkowali w wodne odmęty (śledź), pojechali na Antarktydę (niedźwiedź polarny), zwiedzili mikrokosmos (osa), a czasem narażali swe zmysły na nieprzyjemności (skunks). Są odwłoki świecące, odrastające, czerwone, talerze, drżące i zrównoważone (to kangur). A do pup i ogonów jest jeszcze porcyjka dla ciekawskich, gdzie od tematu pup odchodzi się na rzecz krótkiej charakterystyki, terenów występowania pup i całej reszty zwierzęcia, wymiarów i rozmiarów czy sposobów wychowywania dzieci. Czy wiedzieliście, że ten robal, co ma szczypce w tyłku, nie nazywa się szczypawka (i nie wchodzi ludziom do uszu!!!) tylko skorek? I że jako jeden z nielicznych owadów opiekuje się swoimi dziećmi – myjąc je, nawilżając, karmiąc rozdrobnionym pokarmem, broniąc przed wrogiem i udostępniając co noc do pełnoletności miejsce w swoim własnym łóżku (czy kogoś Wam to przypomina?)?
To żadne tam oswajanie tematu pup – to po prostu rzetelna, poparta faktami naukowymi monografia pup w przyrodzie.
I te genialne Mrouxowe grafiki pomiędzy Golachowsko-tekstami!
Jestem „Pupami” absolutnie zafascynowana, w „Pupach” zaczytana i wyznaję szczerze – Kocham „Pupy”!






*uwielbiam: „Zadek owada nazywa się odwłok, ale nie każdy owad się na tym kończy” [s.47], albo „Pupa śledzia to nic nadzwyczajnego. Ot, zwykła dziurka pod koniec ryby.” [s.15] albo „Jeżeli ogon jest wysoko podniesiony, reszta psa czuje się dobrze (...)” [s.33]

[W „Pupach” się kocham dzięki Babarybie]