Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

niedziela, 17 września 2017

441.O WYJĄTKOWEJ ZWYKŁOŚCI



ANNE CRAUSAZ
„REMEK MARZYCIEL”
(TŁ. ANNA NOWACKA-DEVILLARD)
WIDNOKRĄG, PIASECZNO 2017
ILUSTROWAŁA AUTORKA

MAŁGORZATA FALKOWSKA
„PO CO KOMU BIAŁA KREDKA?”
TADAM, WARSZAWA 2017
ILUSTROWAŁA ANIA JAMRÓZ

„Ach, jakbym chciała mieć czarne włosy! Takie aż granatowe! Długie, zupełnie proste.” - myślę. Czy gdybym miała czarne włosy, to miałabym to samo w głowie? Czy gdybym miała czarne włosy, to lubiłabym czytać książki dla dzieci? Czy z czarnymi włosami byłabym kimś zupełnie innym? Czy chciałabym być kimś zupełnie innym? Czasem tak… Bo wydaje mi się, że zawodowe tancerki mają ciekawszą pracę niż ja. Bo wydaje mi się, że mieszkańcy Australii są bardziej naładowani słońcem, więc szczęśliwsi. A zaraz potem wydaje mi się, że w Norwegii są spokojniejsi. Bo wydaje mi się, że znajoma znajomej lepiej wygląda w sukienkach. Że mama Marysi jest lepszą mamą, a mama Igi nie jest taką bałaganiarą, jak ja. Że ktoś ma więcej pieniędzy, więc ma lepiej, a ktoś inny ma większy dom, więc łatwiej mu upychać kolejne książki na regałach.
Zapominam czasem o tu i teraz. Zapominam czasem, że ja też mam dobrze. Że mam najlepiej, jak tylko mogę mieć...
Remek też zapomniał. Remkowi też się wydawało, marzyło, śniło… Remek jest ślimakiem. Ni mniej ni więcej. Powolnym. W skorupce mieszkającym. Ze ślimaczycy Lucynki i ślimaka Wirgiliusza zrodzonym. Z wielkiej miłości dodam. Ślimakiem zdrowym, kochanym, najstarszym z rodzeństwa, łąkowym… Zwykłym. A że zwykłym, to od razu mu się wyobraża jakaś niezwykłość. A to że nie ma muszli, a to, że jest stonogą, a to, że wilkiem, żyrafą, gumą do żucia, truskawką, czy rosnącym ziarenkiem. No wszystkim, tylko nie ślimakiem. A po co? A na co? A dokąd tak gna? Dlaczego życie gumy do żucia miałoby być lepsze od życia ślimaka? Albo muchomora? Albo jabłka zamieszkanego przez robaczka? „Przecież nic w tym złego, że się jest ślimakiem.” Na ślimaka też czekają w życiu przygody. Ślimak też może bardzo wiele, może najwięcej, może wszystko, może najpiękniejsze. Nie musi być kimś innym, żeby być szczęśliwym! To urocza, prześliczna (ach te ilustracje!!!) książeczka o tym, jak odnaleźć w sobie ślimaka. Ślimaka zadowolonego z życia, zwykłego. Ślimaka po prostu. Ślimaka, który nie traci czasu na niespełnialne. Gdy się traci na to czas, łatwo zapomnieć, że dookoła jest wszystko to, co może nas uczynić szczęśliwymi. Jeśli tylko pozwolimy. Jeśli tylko damy sobie szansę. Albo innym…







Bo taka na przykład biała kredka. Po co w ogóle jest? Jest w każdym kredek komplecie, a nawet jak się złamie, to nikt nie temperuje jej od razu. Nie wyrysowuje się właściwie nigdy. Można stworzyć sobie kolekcję białych kredek, bukiet z nienarysowanego.
Tak właśnie myśli Zuzia, która odrzuciła wszystkie białe kredki. „One są niepotrzebne.” - mówi do swojej cioci. „Po co dzieciom białe kredki, skoro ich nie widać na kartce?” - pyta retorycznie i w ogóle się białymi kredkami nie zajmuje. W ogóle na nie nie patrzy. Nie daje szansy. Och, jak bardzo biała kredka chciałaby być kimś innym! Taką różową, jeśli znajduje się w zestawie czterolatki. Albo czarną, gdy w piórniku pierwszoklasisty. I może brązową, gdy jej właścicielką jest miłośniczka koni. Albo złotą czy srebrną, bo zawsze najwięcej śmieją się do nich oczy dzieci. Każdą, każdą inną, tylko nie białą… Ale ciocia jest mądra… Być może marzyła kiedyś potajemnie o czarnych, długich, prostych włosach, a ma krótkie, kręcone i rude? Być może nawet pofarbowała raz czy dwa włosy na czarno-granatowy, ale wcale jej nie pasowały? Być może doskonale wie, jak czuje się biała kredka, która chce być kimś innym tylko dlatego, że nikt nie odnalazł w niej sensu? Pomaga białej kredce wyrazić siebie – przynosi kolorowe kartki… I pomaga też Zuzi zrozumieć, że każdy, absolutnie każdy ma w sobie COŚ. Że po to jesteśmy różni, kolorowi, żeby każdy dawał światu to, co ma w sobie najlepszego. Że gdyby wszyscy byli tacy sami, to nie byłoby tęczy. Że gdyby wszyscy tańczyli, to nie byłoby komu oglądać tancerzy. Że na różowej kartce to różowej kredki przecież nie będzie widać… A biała będzie brylować! Zwykła biała kredka – niezwykła biała kredka...
Owszem, trzeba znać swoje ograniczenia. Białe na białym jest niewidoczne. Ale trzeba też sięgać po to, co pozwoli nam się zrealizować. Po kolorowe kartki, na których będzie nas widać.




Przeczesuję grzebieniem moje dość krótkie, brązowe włosy. Schną szybko, nie muszę używać suszarki ani układać ich kilka godzin przed lustrem. Wskakuję w ulubione trampki i biegnę. A po drodze słyszę „Jaki masz fantastyczny kolor włosów! Takie normalne! Świetnie się układają. Pasują do Ciebie!” i już ciszej, już za moimi plecami „Chciałabym mieć takie...”. Uśmiecham się w środku siebie. Jestem zwykła. A to najlepsze, co mogło mi się w życiu trafić.   

sobota, 16 września 2017

440.UWAGA! TEKST NIECO DEMOKRATYCZNY!

SCENARIUSZ SZTYBOR
RYSUNKI PIOTR NOWACKI
KOLOR I SKŁAD ŁUKASZ MAZUR
„W KORONIE 1.NIE MA MIEJSCA JAK DĄB”
TADAM, WARSZAWA 2017


W Gdańsku trwa właśnie 2. Gdański Tydzień Demokracji. W kalendarzu imprez są uwzględnione Dzieci. Marszczę brwi, a potem jedną unoszę do góry… Czy w ogóle jest sens rozmawiać z Dziećmi o demokracji? Kiedy zacząć? No i… właściwie JAK rozmawiać?
Sens oczywiście jest! Po co? Bo to ustrój naszego kraju. Chociażby dlatego.
A JAK? Istnieje do tego świetne narzędzie. Proste, genialne w obsłudze, kolorowe, na miarę XXI wieku. Albo nawet trochę wyprzedzające swoją epokę. Komiks.
Komiks o demokracji? Nuda! Dziwactwo! Bzdura wręcz!
Odpieram wszystkie sceptyczne uwagi, niedowierzanie i sprzeciw jednym zdaniem – Maja, lat (prawie) 5: „Mamo, a poczytamy znowu o Tudo?”
Tudo to żółw. Ale żółw specyficzny. Żółw na luzaku. Żółw, co chce być sobą w każdych warunkach, czasie i przestrzeni. Żółw, który nie boi się wyróżniać na tle innych (ach ta jego skorupa! „Spersonalizował ją, czyli nadał jej osobisty charakter.” Przykleił tam znaczek, który symbolizuje umiłowanie podróży, nakleił naklejkę z ulubionym zespołem i narysował pacyfkę, bo „przekaz jest najważniejszy”). Żółw-pacyfista! Wydawałoby się, że bycie sobą, bycie innym, bycie pacyfistą to nic trudnego. Jakaż wielka pomyłka! W żółwiokrainie nadszedł czas nowego – pierwszego! - prezydenta! I nowy – pierwszy! - prezydent skazuje Tudo na banicję. Dlaczego? Bo jest inny! (swoją drogą choć to smutna i przerażająca scena, to jednak majstersztyk!).
Co robi Tudo? Odchodzi. Jest pacyfistą, jest indywidualistą, jest WOLNY! Nie chce walczyć, nie chce dochodzić swoich słusznych praw, nie chce tłumaczyć. Zaczyna szukać dla siebie miejsca na ziemi. Okazuje się, że nie jest to takie proste, że czasem świat chce ci po prostu przywalić wielką owłosioną łapą niedźwiedzia po pyszczku, że samotność może nieraz mocno uwierać w grzbiet niechroniony skorupą… Dlatego dobrze jest spotkać na swojej drodze kreta, a nawet małpę, z którymi można stworzyć nowy kraj, nowy świat, nową rzeczywistość.
Oczywiście nie trzeba wprowadzać nowych pojęć do słownika dziecka, nie trzeba czytać „W koronie” z Konstytucją w drugiej ręce, nie trzeba rozszerzać pola widzenia. Można przeczytać ten komiks zupełnie „po prostu” i cieszyć się opowieścią o nietypowym żółwiu, podziwiać nietypowe wypełnienie kolorem, doceniać dobry skład (Dzieci nie mają problemu z podążaniem za akcją, nie gubią się w „kwadracikach”), przybijać piątkę Nowackiemu, że po raz kolejny rozpoznaliśmy jego charakterystyczną kreskę, można też „po prostu” czekać z niecierpliwością na drugą część serii o żółwiu, co zamieszkał na drzewie.
Ale drugie oczywiście - ja nie mogę przestać analizować tej książki także „dorosłym okiem”, szukać odniesień do bieżączki (te porozrzucane po tekście maleńkie aluzyjki, te „nie zapomnij o mnie, gdy będziesz na szczycie”, te przemówienia, agitacje, pseudodemokracje...), martwić się diagnozą, zawartą na ostatnich stronach, mieć nadzieję, bo to dopiero pierwszy tom i może w drugim coś zmieni się w żółwiokrainie na lepsze… (chociaż Tudo już tam nie mieszka). Dlatego to także świetny komiks dla Rodziców. Żeby pomyśleć, zastanowić się, przeanalizować słowo „demokracja”, sprawdzić źródłosłów, pomyśleć nad sobą w tym kontekście. To ważne, bo po lekturze tego komiksu, Dziecko może zacząć zadawać trudne pytania: „Kto to jest Prezydent?”, „Co to jest demokracja?”, „Czy w Polsce mamy demokrację?”.

No właśnie - pozostaje jedno pytanie: kiedy zacząć rozmawiać z Dziećmi o demokracji? Już! Jak najszybciej! Kiedy za temat biorą się Sztybor, Nowacki i Mazur – nie ma po prostu sensu dłużej zwlekać!







piątek, 8 września 2017

439.YES, YOU CAN!

CLARA LINDSTRÖM I ANNAKARIN NYBERG
ZRÓB TO KROK PO KROKU”
(TŁ.KATARZYNA SKALSKA)
ZAKAMARKI, POZNAŃ 2017
ILUSTROWAŁY KATY KIMBELL I LI SÖDERBERG

Są takie dni, gdy nuda ogarnia po końcówki włosów. Takie, gdy zaczyna się kolejno bawić w dom, w piratów, we wspinaczkę wysokogórską, w urodziny, ale nic z tego nie wychodzi. Takie, w które chce skakać przez skakankę, ale ona się ciągle zawija. Takie, w których chodzi za mną krok w krok i woła „Mamo, bajkę!”, a ja się wzbraniam przed włączaniem bajki. I muszę wtedy szybko coś wymyślić. Coś, co zaskoczy. Co zaintryguje. Co zaciekawi. Co się będzie chciało.
Coś prostego, acz spektakularnego.
Sięgam na półkę z moimi zbiorami, które nazywam „zamiast urządzeń elektronicznych” i biorę tę najnowszą „Zrób to krok po kroku”. Jest tłumaczona ze szwedzkiego (jak to u Zakamarków) i to widać. Tę przejrzystość, tę oszczędność, tę estetykę, ten wyjątkowy, niepowtarzalny styl - nie do podrobienia. Ładne to! Nie muszę nawet robić, mogę tylko oglądać i zachwycać się, że ktoś ma tyle talentu, żeby wymyślić, zaprojektować, stworzyć, a później wyciąć prosto, przykleić bez plam i pomalować bez zacieków. Ja, choć uwielbiam wszelkie zabawy plastyczne, nie mam do nich talentu, cierpliwości i umiejętności. Zawsze na moich malunkach zostaje włos z pędzla.
Ale tu? Och i ach! Wszystko umiem! Ba, że ja umiem, to pestka! Majka umie! Krok po kroku! Wystarczy trzymać się instrukcji i już jest – torba ze starej koszulki (a przy okazji sznurówki pod kolor torby, a u nas nawet komin), memo z reklamówek z hipermarketów, szczudła z puszek po cieciorce, skrzynka na listy z kartonu po płatkach śniadaniowych (albo po zamówieniach książkowych). Proste! Bardzo proste!
Idee tej książki są dwie i obie zupełnie słuszne. Jedna to eko-idea. Rozejrzyj się dookoła siebie, sprawdź, jak możesz zmniejszyć ilość swoich śmieci. Może tego pudełka wcale nie trzeba wyrzucać, może jednak ten stary zegar się przyda, może puszka, słoik czy kolorowe papiery, pozostałe po przyjęciu urodzinowym, nadadzą się do ponownego użycia?
Idea numer dwa jest taka: zrób to! Potrafisz! Kieruj się tymi wskazówkami, a poradzisz sobie sam! BEZ DOROSŁYCH! „'Zrób to krok po kroku' jest tylko dla dzieci! Dorośli powinni trzymać się z daleka, chyba, że poprosisz ich o pomoc.” Oczywiście ja, dorosła i ona, pięciolatka, musiałyśmy działać w duecie. Ale moje zadanie polegało głównie na przeczytaniu wskazówek i zapewnianiu „Świetnie Ci idzie!”. Pokochałam tę książkę za to „yes, you can!”. A jak mi Dziecko w oczach urosło!!! A jak w swoich własnych w górę wystrzeliło!
Bo ta książka jest fantastyczna także z jednego bardzo prostego, ale bardzo ważnego powodu – na efekt nie trzeba czekać długo, efekt jest od razu! Tu, teraz, namacalny! Od razu można ocenić efekty swojej pracy, upewnić się, że się opłacało ciąć, kleić, rysować, malować, odmierzać czy zaplątywać supły. Od razu można wziąć swoją torbę ze starej koszulki i wyjść z nią po zakupy, a w piekarni dumnie odwracać się torbą w stronę ekspedientki, żeby zauważyła. I od razu można też nowiutką zakładką zaznaczyć to, co będzie się robić z tej książki jutro…













[Czy to wielkie zboczenie, gdy oglądają stronę z zakładkami, sprawdzam, jaka książka jest zakładką założona? A czy to wielkie zboczenie, gdy tekst jest po szwedzku, a ja zauważam „Olle” i „Lasse” wśród wszystkich wyrazów nie-do-przeczytania i cieszę się jak dziecko, że to „Dzieci z Bullerbyn”? „Jak dziecko” nie jest tu frazesem – wiem, sprawdziłam, bo powiedziałam to Majce, a ona ucieszyła się dokładnie tak, jak ja. Tańczyłyśmy razem po pokoju, przybijając sobie piątki...] 

czwartek, 7 września 2017

438….ALE CODZIENNOŚĆ JEST TEŻ Z MARZEŃ

JUSTYNA BEDANREK
„NOWE PRZYGODY SKARPETEK (JESZCZE BARDZIEJ NIESAMOWITE)”
PORADNIA K, WARSZAWA 2017
ILUSTROWAŁ DANIEL DE LATOUR

Codziennie. Otwierasz oczy, wstajesz, a zaraz potem ubierasz na nogi skarpetki. Skarpetki są takie oczywiste, takie nieskomplikowane, takie proste i monotonne. Skarpetki to byty zupełnie nie docenione. Nikt nie myśli o tym, że ta szara w kropki jest z natury wesoła, a ta czarna trochę ponura, że każda ma styl, osobowość, unikalne cechy. No, może raz na jakiś czas zwracamy uwagę, że ta czerwona jest złośliwa, bo strasznie gryzie. Mają pasować do butów i spodni. Skarpetki to skarpetki.
Łatwo nam, ludziom, ferować wyroki: skarpetka i marzenia? Toż to tylko anilana! Toż to tylko bawełna!
Okazuje się jednak, że marzenia to ziarenka, które wysiewają się wszędzie, że pragnienia to pierwiastki zawarte także w materiale, że tęsknoty, to czary, które dzieją się nawet w codzienności. Prawo do marzeń ma każdy – nawet skarpetka, także skarpetka!
Więc kolejny raz zaglądamy do domu Małej Be. Tata, Mama i Be wiedzą już, gdzie znikają skarpetki. Znikają? No przecież zna to każdy – do pralki wkłada się dwie a wyjmuje tylko jedną. I nie ma pary. I nie ma co nałożyć rano na nogi. Tata Małej Be jest bardzo niepocieszony, bo zniknęła jego ULUBIONA malinowa skarpetka. I zły, smutny, stęskniony, zdeterminowany… bierze kit, gips, klej i łata dziurę pod pralką. Mała Be patrzy na to z niepokojem. Bo gdzieś w jej podświadomości tliła się myśl, że te skarpetki znikają nie bez powodu…
A co może być powodem? No na przykład to, że jakiejś skarpetce może się nudzić (tak, jak wspomnianej już malinowej), albo jakaś skarpetka może ulec lękom egzystencjalnym (tak, jak żółta skarpetka w gwiazdki), albo któraś może nie wytrzymać w ciemnym koszu z brudną bielizną (tak, jak szmaragdowa w żółte palmy, stworzona przecież do życia tam, gdzie jest jasno).
A co z tego powodu wynika?
Ach, wynikają rzeczy zupełnie nieprawdopodobne, wzruszające, dziwne, szalone, a każda nadzwyczaj ciekawa! Każda ze skarpetek odnajduje swoje przeznaczenie, każda, robiąc jeden maleńki krok, zmienia swoje życie.
To książka z przesłaniem, książka mądra, właściwie taki poradnik z cyklu „Jak żyć”. A jak żyć? Szczęśliwie! A jak to osiągnąć? Podążając za własnymi marzeniami, pragnieniami, w zgodzie z własną naturą. Wiadomo, że czasem człowiek (albo skarpetka) tak wrósł w swoje dotychczasowe życie, że jego zmiana wydaje się zupełnie niemożliwa! Ale zamiast wciąż obracać się w wielkim bębnie, dawać się wyżymać i cierpieć wisząc na sznurku na balkonie i oglądając tylko wycinek świata, mieszczący się w ramie okiennej, trzeba zebrać w sobie cała odwagę – tę z małego palca u stopy, z końcówek włosów, z paznokcia, z czubka nosa i… trzeba skoczyć w dziurę pod pralką i zobaczyć, co jest po drugiej stornie tunelu.
Poraz kolejny jestem oczarowana tekstem o skarpetkach! - jego sensem, przesłaniem, treścią, ilustracjami, bohaterami, fabułą (Justyno Bednarek! Garuki i ptakoryby? Skarpetka serowar? Miś z trzema uszami? Wynalazca Marek? Skarpetka duch? Mówię im wszystkim głośne „tak!” i przygarniam w otwarte ramiona! Jakże lubię te skarpetki z Twojej głowy, tylko pozornie przedmioty, a tak naprawdę mocno skomplikowane byty!) Oczarowana jestem ilustracjami (Danielu de Latour! Wynalazca Marek jest mi taaaaaki bliski! Pies, cieszący się skarpetką – czuję jego radość i psią sierść na ręku! A jak to zrobiłeś, że na planszy z zaćmieniem słońca użyłeś kolorów, ale jest dokładnie taki półmrok jak wtedy, gdy słońce jest zaćmione?).
Autorka doprowadziła nie tylko do tego, że „Skarpetki” (tomów dwa), jeżdżą wszędzie tam, gdzie aktualnie jeździ Majka, ale też do tego, że co rano mówię moim skarpetkom „dzień dobry”! I mam trochę więcej odwagi do skakania w dziury pod pralkami!
















piątek, 1 września 2017

437. ROBAL TEŻ CZŁOWIEK CZYLI DOBRY PR DLA ROBALA

YUVAL ZOMMER
„WIELKA KSIĘGA ROBALI”
SPECJALISTKA OD ROBALI BARBARA TAYLOR
(TŁ. MICHAŁ BRODACKI)
GRUPA WYDAWNICZA FOKSAL
WYDAWNICTWO WILGA, WARSZAWA 2017

A fuj! Bleeeee! Ohyda! Weź to! Wynieś to! Zabij to! Boję się!!!
To nie są teksty z kiepskiego horroru. To są słowa, które słychać w każdym, powtarzam, w każdym polskim domu, sklepie, nad morzem, nad rzeką, na łące, w parku i w autobusie.
Bo one są wszędzie.
Są inne. Mają więcej nóg, więcej oczu. Umieją chodzić po ścianach i po suficie. Niektóre mają skrzydła. Niektóre owszem, gryzą.
Znów się powtórzę – to nie horror! To codzienność.
A te stwory, o których mówię, boją się pewnie milion razy bardziej, niż my. Bo są pewnie milion razy mniejsze od nas…
Robale…
A co to w ogóle są te robale?
Zazwyczaj nazywamy robalami wszystko co malutkie, biega i nie ma kręgów. Tymczasem „robale” to tak naprawdę bezkręgowce, a wśród nich są i owady, i ślimaki, i pająki, i wije, i dżdżownice.
A jak podejść do nich cichutko, na paluszkach i obejrzeć je przez lupę okaże się, że...są prześliczne!
Nagle można dostrzec, że każdy „robal” jest inny – zupełnie jak wśród ludzi i zwierząt, że każdy ma indywidualne cechy charakteru, że każdy lubi co innego i co innego robi w ciągu dnia.
A jaka jest ich mnogość! Jaka niesamowita chęć życia, skoro opanowały, zupełnie tak jak człowiek, całą ziemię, wszystkie środowiska – lądy, morza, powietrze… Są fascynujące! I do tego mają świetne nazwy – modliszka, nartnik, straszyk…
To całe maleńkie towarzystwo znalazło się w „Wielkiej księdze robali”. Dlaczego wielkiej? Chyba dlatego właśnie, że jest ich taka ilość! Wszystkie sprawy, które mają do załatwienia, nie zmieściłyby się w małej książeczce. No bo jak Yuval Zommer miałby upchnąć w czymś niewielkich rozmiarów i to, że biedronka jest czerwona w kropki, bo tym właśnie sposobem mówi wrogowi „jestem trująca!”, i to, że motyl węszy czułkami, i to, że mrówki z kolei za pomocą czułek rozmawiają, i to, że mucha zmiękcza pokarm swoją śliną, i to, że wije żyły na ziemi jeszcze zanim pojawiły się dinozaury, i to, że ślimak błotniarka gromadzi powietrze pod muszlą, żeby móc oddychać pod wodą i jeszcze kilkadziesiąt innych zadziwiających faktów. A na dodatek drzewo rodowe robali! No w formacie A5 na pewno by się nie udało.
Ale nie warto oceniać książki po okładce/wielkości. A w środku - cuda, cudeńka! Bardzo podoba mi się pomysł, żeby przyczaić się w naturalnym środowisku danego „robala”, poobserwować, a potem wszystko narysować dokładnie tak, jak było. To zaproszenie w trzcinę nad rzekę, skąd najlepiej widać ważki, w głąb ziemi w ogródku, gdzie rosną marchewki i pietruszki, żeby przyjrzeć się dżdżownicom, a żeby zajrzeć w oczy ślimakowi – no też najlepiej do ogródka!
Lubię takie książki, pełne… wszystkiego, wypełnione po brzegi, spęczniałe. Lubię zwracać uwagę na coraz to nowe szczegóły, coraz więcej odkrywać, z każdym kolejnym oglądaniem. A w te śliczne obrazki, pełne szczegółów, ruchu, bzyczenia i małych-wielkich spraw, wkomponowane są krótkie, hasłowe teksty – sama kwintesencja, to, co najważniejsze, ciekawostki, które, jak wiadomo, najlepiej się zapamiętuje. Na przykład, że skoczki, gdyby były wzrostu człowieka, to z łatwością przeskoczyłyby dom, albo że larwy ważek żyją w wodzie, a jak wykształcą im się skrzydła, wzlatują w powietrze, albo, że bąki latają szybciej od samochodu jadącego autostradą. No i najważniejsze – jaka jest różnica między konikiem polnym a pasikonikiem? Koniki polne cykają, pocierając tylnymi nogami o skrzydła, a pasikonik pociera skrzydłem o skrzydło!
A dlaczego robale lubią nasze domy? No cóż.. „Z tego samego powodu, co my! W domu jest ciepło, sucho i pełno jedzenia. Życie w nim jest łatwiejsze niż na dworze.” Proste, prawda?
Mam wrażenie, że Yuval Zommer napisał „Wielką księgę robali” po to właśnie, żeby ocieplić wizerunek „robala”, żeby uświadomić ludziom, że „robale” były, są i będą, że owszem, żyją obok nas, ale wcale nie chcą nam wchodzić w drogę. Że warto dziesięć razy zastanawiać się, czy na pewno chcemy utopić w toalecie tego pająka, który uwił sobie pajęczynę w lewym rogu naszego pokoju. Bo nie dość, że zazwyczaj „siedzi spokojnie w swej pajęczynie”, nikomu nie wadząc i nie czyhając na ludzkie życie, to jeszcze „chwyta i zjada muchy, które uprzykrzają ci życie”. A że wygląda trochę inaczej, niż my? Cóż z tego?! Kolejnym razem po prostu „przybij piątkę” z pająkiem...