Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

piątek, 1 września 2017

437. ROBAL TEŻ CZŁOWIEK CZYLI DOBRY PR DLA ROBALA

YUVAL ZOMMER
„WIELKA KSIĘGA ROBALI”
SPECJALISTKA OD ROBALI BARBARA TAYLOR
(TŁ. MICHAŁ BRODACKI)
GRUPA WYDAWNICZA FOKSAL
WYDAWNICTWO WILGA, WARSZAWA 2017

A fuj! Bleeeee! Ohyda! Weź to! Wynieś to! Zabij to! Boję się!!!
To nie są teksty z kiepskiego horroru. To są słowa, które słychać w każdym, powtarzam, w każdym polskim domu, sklepie, nad morzem, nad rzeką, na łące, w parku i w autobusie.
Bo one są wszędzie.
Są inne. Mają więcej nóg, więcej oczu. Umieją chodzić po ścianach i po suficie. Niektóre mają skrzydła. Niektóre owszem, gryzą.
Znów się powtórzę – to nie horror! To codzienność.
A te stwory, o których mówię, boją się pewnie milion razy bardziej, niż my. Bo są pewnie milion razy mniejsze od nas…
Robale…
A co to w ogóle są te robale?
Zazwyczaj nazywamy robalami wszystko co malutkie, biega i nie ma kręgów. Tymczasem „robale” to tak naprawdę bezkręgowce, a wśród nich są i owady, i ślimaki, i pająki, i wije, i dżdżownice.
A jak podejść do nich cichutko, na paluszkach i obejrzeć je przez lupę okaże się, że...są prześliczne!
Nagle można dostrzec, że każdy „robal” jest inny – zupełnie jak wśród ludzi i zwierząt, że każdy ma indywidualne cechy charakteru, że każdy lubi co innego i co innego robi w ciągu dnia.
A jaka jest ich mnogość! Jaka niesamowita chęć życia, skoro opanowały, zupełnie tak jak człowiek, całą ziemię, wszystkie środowiska – lądy, morza, powietrze… Są fascynujące! I do tego mają świetne nazwy – modliszka, nartnik, straszyk…
To całe maleńkie towarzystwo znalazło się w „Wielkiej księdze robali”. Dlaczego wielkiej? Chyba dlatego właśnie, że jest ich taka ilość! Wszystkie sprawy, które mają do załatwienia, nie zmieściłyby się w małej książeczce. No bo jak Yuval Zommer miałby upchnąć w czymś niewielkich rozmiarów i to, że biedronka jest czerwona w kropki, bo tym właśnie sposobem mówi wrogowi „jestem trująca!”, i to, że motyl węszy czułkami, i to, że mrówki z kolei za pomocą czułek rozmawiają, i to, że mucha zmiękcza pokarm swoją śliną, i to, że wije żyły na ziemi jeszcze zanim pojawiły się dinozaury, i to, że ślimak błotniarka gromadzi powietrze pod muszlą, żeby móc oddychać pod wodą i jeszcze kilkadziesiąt innych zadziwiających faktów. A na dodatek drzewo rodowe robali! No w formacie A5 na pewno by się nie udało.
Ale nie warto oceniać książki po okładce/wielkości. A w środku - cuda, cudeńka! Bardzo podoba mi się pomysł, żeby przyczaić się w naturalnym środowisku danego „robala”, poobserwować, a potem wszystko narysować dokładnie tak, jak było. To zaproszenie w trzcinę nad rzekę, skąd najlepiej widać ważki, w głąb ziemi w ogródku, gdzie rosną marchewki i pietruszki, żeby przyjrzeć się dżdżownicom, a żeby zajrzeć w oczy ślimakowi – no też najlepiej do ogródka!
Lubię takie książki, pełne… wszystkiego, wypełnione po brzegi, spęczniałe. Lubię zwracać uwagę na coraz to nowe szczegóły, coraz więcej odkrywać, z każdym kolejnym oglądaniem. A w te śliczne obrazki, pełne szczegółów, ruchu, bzyczenia i małych-wielkich spraw, wkomponowane są krótkie, hasłowe teksty – sama kwintesencja, to, co najważniejsze, ciekawostki, które, jak wiadomo, najlepiej się zapamiętuje. Na przykład, że skoczki, gdyby były wzrostu człowieka, to z łatwością przeskoczyłyby dom, albo że larwy ważek żyją w wodzie, a jak wykształcą im się skrzydła, wzlatują w powietrze, albo, że bąki latają szybciej od samochodu jadącego autostradą. No i najważniejsze – jaka jest różnica między konikiem polnym a pasikonikiem? Koniki polne cykają, pocierając tylnymi nogami o skrzydła, a pasikonik pociera skrzydłem o skrzydło!
A dlaczego robale lubią nasze domy? No cóż.. „Z tego samego powodu, co my! W domu jest ciepło, sucho i pełno jedzenia. Życie w nim jest łatwiejsze niż na dworze.” Proste, prawda?
Mam wrażenie, że Yuval Zommer napisał „Wielką księgę robali” po to właśnie, żeby ocieplić wizerunek „robala”, żeby uświadomić ludziom, że „robale” były, są i będą, że owszem, żyją obok nas, ale wcale nie chcą nam wchodzić w drogę. Że warto dziesięć razy zastanawiać się, czy na pewno chcemy utopić w toalecie tego pająka, który uwił sobie pajęczynę w lewym rogu naszego pokoju. Bo nie dość, że zazwyczaj „siedzi spokojnie w swej pajęczynie”, nikomu nie wadząc i nie czyhając na ludzkie życie, to jeszcze „chwyta i zjada muchy, które uprzykrzają ci życie”. A że wygląda trochę inaczej, niż my? Cóż z tego?! Kolejnym razem po prostu „przybij piątkę” z pająkiem...















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...