Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

niedziela, 3 listopada 2013

106.O CZYM GRAJĄ NALEŚNIKI CZYLI „ŚWIĘTO ZMARŁYCH” MNIEJ TYPOWO

PAWEŁ SZAWEŁ PŁÓCIENNIK
„NALEŚNIKI Z JAGODAMI”
PUBLIKACJE KREATYWNE, WARSZAWA 2013

Dla wszystkich Babć, których już nie ma

Ta książka jest niesamowita z wielu powodów.
Zacznę od tego najważniejszego. Zatem było sobie kilka osób, które wierzyło w to, że wyobraźnię można nakarmić naleśnikami z jagodami. I ta wyobraźnia będzie od tych naleśników rosła. I świat od nich będzie piękniejszy – bo na fioletowo zawsze jest piękniej, niż na szaro. I że dając komuś naleśniki z jagodami, bezinteresownie, zupełnie za darmo, niczego się nie traci, a zyskuje się uśmiech i gilgocze swoje wewnętrzne dziecko w stopy. Że naleśniki z jagodami mogą przenieść jakąś zapłakaną małą istotę w świat, gdzie widać koniec łez.
Paweł Płóciennik wraz z Ligą Kobiet Polskich powołali do życia akcję „Komiks – amuletem dziecięcej fantazji”. Nasmażyli tych naleśników i poszli z nimi do domów dziecka i szpitali. I zanieśli tę książkę, żeby te kilkadziesiąt stron niosło nadzieję. I żeby jakiś chłopiec, który ten komiks dostanie, wierzył, że on też ma prawo do szczęścia. Żeby nigdy nie zamykał swojego umysłu, żeby szeroko otworzył jego bramy. Żeby jakaś dziewczynka, która zajrzy do tej książki, uwierzyła, że jej słowa, jej myśli też mogą pachnieć jagodami.
Myślę, że dlatego, iż komiks miał trafić w ręce dzieci, nie ma nim liter. Bo pewnie te dzieci, które muszą instytucje nazywać domem są różne – są takie, które jeszcze liter nie znają, a chcą się naleśnikiem poczęstować. I są takie, które, gdy litery tylko zobaczą, uciekają gdzie pieprz rośnie. A tam ciężko za nimi trafić, nadążyć i naleśnika zanieść. I myślę, że liter brak też z tego powodu, że wyobraźnia nie zawsze ich potrzebuje. Rysunki, ilustracje do tego komiksu mają być bowiem tylko impulsem, a dziecko, czy dorosły, niech poszybuje sam w inną przestrzeń. I jeszcze dlatego, żeby rodzice, opiekunowie, mogli swobodniej rozmawiać z dzieckiem. Nie czytać, ale opowiadać własnymi słowami. Na przykład o tym, jak ich babcia smażyła naleśniki. Albo o pierwszej dziewczynie, albo o tym, jak się gra w kapsle. To ma być komiks, który tworzy się wraz z dzieckiem, mimo że ma okładkę, kilkadziesiąt stron i wydawałoby się, że już nic nie da się dodać do niego.
Ja piszę o nim w kontekście listopadowego święta, bo to komiks szczególny, bardzo nostalgiczny.
To jeden dzień, parę godzin, wyrwane z letniego, beztroskiego dnia. A ten dzień, to dzień wakacji u babci.
Mojej już nie ma.
Pewnie wielu nie ma.
Moja nie robiła naleśników, a najlepsze ruskie pierogi na świecie.
Pewnie wiele robiło.
We mnie ten komiks obudził tyle wspomnień i tyle uczuć, że nie dowierzałam, iż to tylko parę kresek, parę plam koloru.
A historia jest taka prosta, taka zwyczajna...
Trzech przyjaciół, oderwanych od zabawy, przychodzi do kuchni, do babci. Ta obiecuje im naleśniki z jagodami. Tylko, że skończyły się jajka. Wysyła więc chłopców do sklepu. Daje siatkę, daje kilka złotych i nawet nie wie, że otwiera przed nimi drzwi przygody. A oni potrafią znaleźć w każdym miejscu coś niezwykłego. W żołędziu granat i zabawę w wojnę, w drwalu potwora, przed którym trzeba się chować, w dżdżownicy wąsy, a w kapslu na butelce „orężady” - wiadomo, pionek do gry.
Gdy do butelki wskoczy świerszcz, to jest to najpiękniej grające radio. A gdy znajdzie się gałązkę z kilkoma listkami, warto powróżyć „kocha-niekocha”.
Niby nie dzieje się tu nic, bo przecież grupa chłopców idzie po jajka do sklepu.
A dzieje się cały świat, tysiąc żyć i tysiąc lat. Dzieją się historie z każdego życiorysu. Dzieją się moje dziecięce lata. Wspomnienia ożywają i wybuchają. Ci, których już nie ma, nagle są obok i smażą naleśniki.
A to wszystko bez jednego słowa, bez jednej linijki...
No tylko napis „oranżada”, bo nie mogło go zabraknąć i „spożywczy”, bo przecież to ważne, że nie było marketów, ani mini, ani super, ani hiper...
I jest przepis na naleśniki – w obrazkach!
I dużo wiary, że świat może być piękny, nawet jeśli jest zwyczajny...














[Nasz egzemplarz dostałyśmy od autora – DZIĘKI WIELKIE PANIE SZAWEŁ :-) - ale dostałyśmy też informację, że kilka sztuk jest do kupienia w PictureBook.pl]

1 komentarz:

  1. Słyszałam o tym komiksie, narobiłaś mi apetytu (nie tylko na naleśniki) :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...