Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 4 listopada 2013

107. HISTORIA W BARTNIKA ZAKLĘTA

TOMASZ SAMOJLIK
„BARTNIK IGNAT I SKARB PUSZCZY”
CENTRALA -MĄDRE KOMIKSY, POZNAŃ 2013
WYDANE W SERII CENTRALKA - KOMIKSY DLA DZIECI I MĄDRYCH RODZICÓW

[Centrala – bo komiksy nie muszą być głupie!]

Gdy byłam mała czytałam książki na metry, płakałam rzewnie nad zagiętym rogiem, a każda nową witałam pokłonami dziękczynnymi (zostało mi to do dziś). Mój Brat długo bronił się przed literkami, uciekał, chował się, kluczył. Jedyną literaturą jaką pożerał, były komiksy*. To było coś, co kształtowało jego kulturę czytelniczą, co pozwalało oswajać alfabet.
A piszę o tym w kontekście genialnego komiksu Tomasza Samojlika „Bartnik Ignat i skarb puszczy”. A piszę dlatego, że to komiks przygodowy. Ale w kieszeniach przygody mieszka historia. I prawda. I mądrość – ta ludowa i ta książkowa, naukowa. I jeszcze ogromny szacunek do przyrody, do natury, do każdego zwierzęcia i każdego liścia na drzewie.
A historia jest taka, że rosyjska imperatorowa daje generałowi Sobakiewiczowi królewską puszczę. To dar za skuteczną walkę na polskich ziemiach. Sobakiewicz drzew nie znosi, Sobakiewicz nie umie oddychać świeżym powietrzem. Sobakiewicz doskonale wie, że puszcza nie da mu tak dobrych pieniędzy, jak puszcza ogołocona z drzew. I postanawia wykarczować ten piękny kawał ziemi.
A w puszczy mieszka Ignat – to bartnik, który zbiera miód sposobami swoich dziadów. To człowiek, który śpi pod gołym niebem, bo niebo zawsze mu przychylne. Który rozmawia z roślinami, bo rośliny rozumieją jego głos. Który żywi się puszczą, ale tylko na tyle, na ile gnębi go głód.
To prawdziwy człowiek natury, jej obrońca i wielki czciciel.
I do bartnika dochodzą słuchy, że puszcza ma zostać zniszczona.
A do Sobakiewicza w tym czasie w odwrotną stronę, słuchy idą, że w puszczy ukryty jest skarb. I tylko bartnik Ignat może wiedzieć, w którym miejscu rośnie złote drzewo.
A wszystkie słowa, chodzące w obydwie strony, łapie w swoje uszy mała dziewczynka - Łucja, która nie ma mamy i taty i którą przygarnął prawuj. Jej krewny wychowuje ją w duchu Rousseau – Łucja oddycha świeżym powietrzem puszczy, biega po drzewach lepiej niż sam bartnik i na pewno zna nazwy wszystkich roślin, które może po drodze spotkać.
I z nią razem, za jej oczami wielkimi chodzimy po tej historii, biegniemy, gdy goni nas Sobakiewicz i drżymy, gdy upada kolejne drzewo.
I to my oczy otwieramy szeroko, gdy w końcu ukazuje się skarb puszczy.
To komiks niezwykły, bo mariaż słowa i obrazu daje poczucie, że robi się wielki krok ku czytaniu, a jednocześnie Samojlik pozwala bawić się czytelnikowi wspaniałą historią. Obrazami łatwiej chyba pobudzić wyobraźnię współczesnego młodego człowieka, dać mu iskrę, by zapaliła się w nim ta pasja.
A do tego, chyłkiem boczkiem Samojlik wtłacza do głowy kawał polskiej historii.
Autor mieszka na skraju Puszczy Białowieskiej i bada wpływ człowieka na jej oczy, uszy i nos, na ciało z drzew, na stopy z mchu. Sprawdza, kto bronił, a kto niszczył. Sprawdza, ile drzew umarło, ściętych siekierami i kto siekiery trzymał w dłoni. Nic dziwnego, że powołał do życia bartnika Ignata, żeby jakoś tę Puszczę wesprzeć, jakoś jej pomóc.

Zdecydowanie zauroczona jestem, żeby nie rzec zapuszczona...










A komiks do kupienia w autoryzowanym sklepie Centrali PictureBook.pl


*dziś komiks nie jest już synonimem głupszej, złej siostry „prawdziwej książki”. Tworzenie, czytanie, wydawanie komiksów wiąże się z niesamowitą ilością dobrej energii, błyskotliwych pomysłów, mądrości i talentu twórców. Wtedy to był „Kaczor Donald”, kupowany w kiosku za kilka złotych.


[Dziękujemy Centrali, że uznała nas za mądrą mamę i córkę i podzieliła się swoim centrum świata]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...