Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 28 października 2013

99.MOJA KOTKA M.

KATHE RECHEIS, FRIEDL HOFBAUER
„TAJEMNICA BIAŁEGO KOTA. BAŚNIE O KOTACH Z CAŁEGO ŚWIATA”
(TŁ. ANNA TARASKA-PIETRZAK)
ALEGORIA, WARSZAWA 2010
ILUSTROWAŁA ANNETT STOLARSKI

[Alegoria stawia na przekaz artystyczny, wydaje więc książki artyzmem urzekające]

Mój kot nazywał się Mruczka. Miał być Panem Kotem, ale okazał się dziewczynką. Była ze mną 13 lat. Indywidualistka. Złośnica. Smakoszka. Nie dawała wziąć się na kolana – a gdy sama zdecydowała o tym niewątpliwym przywileju, to ten, z kim się swoim ciepłem podzieliła, zastygał bez ruchu i liczył minuty. I nie śmiał oddychać, żeby jak najdłużej czuć jej futerko. I słuchać mruczenia. Dachowiec, pręgowany i dość zwyczajny, w szaroburym kolorze. Ale obdarzana miłością największą, bo dziecięcą.
Jestem kociarą, choć teraz żaden kot nie plącze się między moimi stopami, żaden nie łapie za pompon przy kapciach. Ale wciąż tropię koty, najchętniej te dachowe, bo są zwykłe, a niezwykłe.
Bo każdy kot nosi w sobie tajemnicę – ten, który łasi się do nóg i ten, który odwraca się ogonem. Nigdy do końca nie rozszyfrowałam, co odbija się w zielonych oczach mojej kotki.
Koty zebrane w tym tomie, to przegląd mruczenia w różnych językach. Jeden mruczy po japońsku, drugi po rosyjsku. Jest jeszcze ten ze skandynawskim, zimnym mruczeniem i ten, z Persji, który mruczy o cieple.
Autorki zebrały baśnie, rosnące na drzewach całego świata. Zainspirowały się klasycznymi bajkami, ale też takimi, po które trzeba wyruszyć na drugą stronę kuli ziemskiej. Wyciągnęły z nich gładkie futerka i ostre pazurki. Wytropiły różowe poduszki na łapakach.
I sprawiły, że znów siedziałam w fotelu i głaskałam futerko mojej kotki.
Jest kot, który pomaga młodemu, biednemu wieśniakowi w zdobyciu pięknej królewny – pokazuje, że najważniejsze jest wnętrze człowieka, a nie nabite kieszenie; są koty, które namalowane, ożywają, żeby pokonać wielkiego szczura, który rozpanoszył się w japońskiej świątyni; jest inteligentna szara kotka, która opiekuje się starym, wyrzuconym z domu kocurem – bo czuje szacunek do starszego od siebie, podziwia jego doświadczenie; jest kotka Braci Grimm, która pomaga młynarczykowi zdobyć młyn od jego pracodawcy – bo młynarczyk nie traktuje jej z góry i nie uważa za ujmę służenia kotu; jest kot mądrego człowieka, który sile fizycznej szczura przeciwstawia inteligencję; jest najposłuszniejszy kot na świecie, który pomaga swemu władcy odnaleźć na nowo sens przyjaźni; jest kotek, który wypluwa złote monety – ale tylko temu, kto naprawdę na nie zasługuje; jest perska kotka, która przygarnięta przez żebraka, tajemnymi swoimi mocami odpłaca mu za każdy kęs chleba; jest biały kot, który młodemu indyjskiemu księciu niesie radość życia i beztroską zabawę; jest genialny angielski król kotów oraz dwa moje ulubione – skandynawski kot, który nie może się najeść i połyka cały świat dookoła siebie, oraz japoński zapraszający kot, który machał łapką – postać inspirowana figurkami maneki-neko.
Jedne mają długie, puszyste ogony i lekkie przyjemne życie. Nie muszą się wysilać, żeby mieć lśniące futro. Są też takie, nad którymi ktoś musi się ulitować, żeby ich futerko mogło lśnić. Ale zawsze są sprawiedliwe, zawsze w tę rękę, która ich karmi, wkładają jakiś prezent – raz miłość, raz bogactwo, raz po prostu uśmiech.
Piękne, nastrojowe ilustracje, które nie od razu chwyciły mnie za serce. Są kocie, dwuwymiarowe. Na pierwszy rzut oka banalne, gdy się patrzy długo, okazują się być nieprzeciętne. Musiałam podejść do nich jak najbliżej, musiałam dać sobie chwilę czasu, żeby znaleźć w nich sens, tę nutkę tajemniczości, żeby oswoić oczy z ogonami, pazurami, uszami.
To nie zawsze bajki doskonałe. To czasem troszkę toporne, troszkę kwadratowe baśnie. Przeniesione przez autorki trochę po omacku. Ale malują koty jak żywe – spryt, wyrazistość, mądrość i tajemniczość. Zielone skośne oczy. Futro odbijające promienie słońca. I to przeświadczenie, że dokładnie wiedzą, kto jest dobry,a kto zły.
Bo nawet, jeśli moja kotka odwracała się ode mnie ogonem, to ten ogon machał wesoło - „pamiętaj, że tak też potrafię cię kochać!”.






[Dziękujemy Alegorii, że dzielą się z nami swoim pięknem]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...