Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 24 października 2013

94. TRZY POWODY

DANUTA PARLAK
„ZWARIOWANA KAŁUŻA”
CARTALIA PRESS, POZNAŃ-WARSZAWA 2008
ILUSTROWAŁA AGATA DUDEK

W WERSJI AUDIO CZYTA JAROSŁAW KOPACZEWSKI

[Przenikliwość umysłu i szlachetność manier to cechy jakim hołduje niezwykłe wydawnictwo Cartalia Press]

A początek był taki, że Rudy Zenek (kot) spotkał Łaciatego (psa) i stwierdził, że dzieje się z nim coś niedobrego. Pies oszalał. Albo nauczył się nowego języka. Bo krzyczy jakieś niezrozumiałe słowa, w rodzaju :”UKNUTAR!” albo „YCOMOP!”
A potem spotyka jeszcze kijankę, która uparcie twierdzi, że jest Matyldą. Tylko, że Matylda jeszcze niedawno była żabą...
Rudy Zenek nic nie rozumie. Rozumie zaś kruk Horacy – przynajmniej to, że Łaciaty mówi od tyłu, a żaba cofnęła się w rozwoju.
Tylko skąd? Jak? Dlaczego?
Na drodze staje wszystkim kałuża... Niby zwykła, niby nic. W kałuży jednak ktoś mieszka – to Kałużnik, w kapeluszu i z błoną między palcami. To „Kałużnik” wyjaśnia, dlaczego żaba może zmienić się w kijankę, a pies szczekać od tyłu.
Kałużnik bowiem wie prawie wszystko, pisze nawet pewien traktat naukowy „O kałużystości świata”...
Tylko, że Łaciaty chce znów szczekać po swojemu, a żaba woli skakać niż pływać i przeżywać drugą młodość.
Tutaj trzeba pomocy, nawet, jeśli przyniesie się ją od tyłu.
To książeczka trzypowodowa – trzy rzeczy w niej skradły moje serce i uciekły z nim do kałuży.
Powód pierwszy – niesamowite wydanie, w grubej kartonowej okładce. Kojarzy mi się z takim tomem, który jest oprawiony specjalnie dla mnie w małym zakładziku prywatnego introligatora. Majka, dostając „Kałużę...” w ręce, usilnie stara się rozdzielić okładkę i zajrzeć do środka – a tu okładka dziecioodporna! Ilustracje nie trafiły do mnie od razu, ale gdy już przyjrzałam im się uważnie, razem z zachwyconą Majką, oswoiłam, to „nie oddam ich za szkiełka i za lizaków sto”. Mają swój urok, swój czar, czasem komiksowe lekko, a czasem tylko po prostu ładne. . I tekst, który raz jest czarny, a raz zielony,albo morski nawet, to rośnie, to maleje, bawi się z nami, ucieka, psoci.
Powód drugi – gdy ktoś bawi się słowem, to ja mruczę jak kot – mogę od tyłu i od przodu mruczeć, mogę pod włos i z włosem. Gdy tylko w tekście padło słowo „Kałużnik” Danuta Parlak mnie kupiła. Nie musiałam się już zastanawiać, że tekst jest mądry, że inteligentny, wiedziałam, że jeśli ktoś wymyśla Kałużnika i ubiera go w kapelusz i jeszcze każe mu pisać „Traktat o kałużystości świata”, to to musi być dobre. A do tego jeśli ktoś nazywa koty Pręgowany Józek i Rudy Zenek, to na wstępie dostaje pół kilo czekolady. I nawet mi nie przeszkadza, że koncept jakby podpatrzony u znanych bajkopisarzy (Kryłow i Krasicki mi chodzą po głowie).
Powód trzeci – ja i Majka najpierw wysłuchałyśmy audiobooka. Słuchamy mnóstwo, gdy się ubieramy, gdy autem jedziemy, ja, gdy sprzątam i gdy układamy klocki. Dawno nie słyszałam tak fantastycznego wykonania, tak wielkiego w tekst zaangażowania, takiego kocio-mruczenia, takiego kałużystego głosu, gdy Kałużnik się odzywa. Wykonanie mistrzowskie! Bardzo trafnie na pudełku napisano, że Jarosław Kopaczewski „opowiada” a nie czyta...
Z „Kałuży...” cieszę się tym bardziej, im mocniej uświadamiam sobie związki/zawiązki wydawnictwa Cartalia Press z niesamowitą fundacją Festina Lente.
To działacze, którzy chcą popularyzować czytanie – po prostu i najzwyczajniej w świcie.
Albo może nie najzwyczajniej, bo robią wiele bezinteresownie, za darmo, z dobroci serca.
„Festina lente” to tłumacząc – śpiesz się powoli. To oprócz wielkiego daru, jakim jest zarażanie czytaniem i miłością do książek, także zwrócenie uwagi na szybkość, z jaką kręci się dzisiaj ziemia. Zwrócenie uwagi na zalew informacji, na nowe media, na pokusy, pułapki, na otumanienie postępem. „Festina lente” chce pokazać, że z postępu można czerpać pełnymi garściami, ale trzeba to robić mądrze. Mówią o tym, dzielą się słowem, organizują piękne akcje – wyposażają w audiobooki i książki wszystkie te miejsca, gdzie słowo może być potrzebne podwójnie – na przykład Instytut Matki i Dziecka, albo dziecięce Hospicjum Onkologiczne.
Prowadzą dwa portale, dotyczące czytelnictwa – iczytam (dziecięcy) oraz Chmurę czytania - prawda, że piękna nazwa? (dla dorosłych). I dzielą się tam audiobookami – zupełnie za darmo (kto oprze się „Zajączkowi z rozbitego lusterka”, albo „Słoniątku”, także po angielsku?).
Więc „festina lente!” czytelniku, bo możesz czasem przegapić coś pięknego!









[Dziękujemy Cartalia Press za zderzenie z edytorstwem na miarę dzisiejszych czasów]

1 komentarz:

  1. my dopiero chcemy rozpocząć naszą przygodę z audiobookami więc dzięki Ci za ten wpis!:))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...