Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 14 października 2013

85.MÓJ PRYWATNY KRASNOLUDEK

JOANNA PAPUZIŃSKA
„KRASNOLUDKI PUCYBUTKI”
MILA, POZNAŃ 2011
ILUSTROWAŁA ELŻBIETA KRYGOWSKA-BUTLEWSKA

[Żeby było wartościowo – Mila ruszy dla nas głową]

Perły są zwykle nieduże. Perły są zwykle zamknięte w skorupie. Perły są ukryte i trzeba się wysilić, żeby perłę zacisnąć w dłoni. Ale są cenne.
Perełki są jeszcze mniejsze – to takie Dzieci-perły.
I dla Dzieci Mila stworzyła serię „Perełki Mili”. A w tej serii, zamknięta w ślicznej małej foremce, którą można zabrać ze sobą na spacer, albo do poczekalni u lekarza, albo nawet na zakupy, żeby nie nudzić się, gdy mam kupuje żółty ser i mleko, wyszła opowiastka „Krasnoludki Pucybutki”.
Ja nie wiem, co jest takiego w tej książeczce. Temat stary jak świat – bo odkąd żyje człowiek, to żyją też krasnoludki. Jedne podlewają kwiaty, inne zamiatają izbę, a jeszcze inne czyszczą buty. I nie biorą za to żadnej zapłaty, prócz kąta do spania na deszczowy listopad. Są tak maleńkie, że można je czasem przeoczyć. Ale Antek ma doskonały wzrok, choć nosi okulary – widzi mało-widzialne i zaprasza zziębnięte krasnoludki, czekające pod drzwiami do siebie, do domu, do rodziny. Nie mówi nic nikomu, bo przecież nie każdy w krasnoludki wierzy. Ale w nie nie trzeba wierzyć. A one i tak czyszczą buty. Bo taka ich praca i powołanie. Są sprawiedliwe i lojalne. I zawsze odpłacają dobrem za dobro. I tej antkowej rodzinie właśnie im tak dobrze, że co rano wszystkie buty lśnią. A tata nie pamięta, żeby je czyścił. A mała Oleńka bardzo chce te krasnoludki zobaczyć. Bo małe Ole i trochę większe Antki zawsze wierzą w krasnoludki. A już szczególnie w takie, które czyszczą za nie buty.
Ot, taka sobie historyjka, trochę z przymrużeniem oka, taka do kieszeni...
I chyba to ta zwykłość/niezwykłość tak w tej książeczce ujmuje. To, że krasnoludek może mieszkać w każdej szufladzie. I zjeżdżać po każdym brudnym bucie. Byleby go zaproszono. Byleby dawano mu wiarę. Byleby było w tym domu ciepło. I niekoniecznie chodzi o odkręcone kaloryfery. Raczej o odkręcone serca.
Papuzińska – to marka sama w sobie. Ale „Krasnoludki Pucybutki” nie mogłyby istnieć bez Elżbiety Krygowskiej-Butlewskiej. Ona dała im twarze, ona je urealniła. Ona narysowała dla nich buty, po których mogą zjeżdżać. I ona dała całe tło – białego psa przechodzącego przez jezdnię, mamę prowadzącą dziecko za rękę, Antkowe okulary, Oleńkowego pluszowego misia, i młynek do kawy i łyżkę cedzakową i kieliszek do jajek – a wszystko w krasnoludkach.... I tego ulubionego mojego krasnoludka, co przez okno spogląda na śpiące miasto, na księżyc w pełni, ten kubek herbaty, który gorący stoi obok, swojsko tam, tak miło, że tylko by usiąść z nim razem i czytać... I krasnoludki wyszukiwać w swoich własnych szufladach. Takie, co znajdują perełki...









[Miła Mila, że nam miły egzemplarz udostępniła]

6 komentarzy:

  1. Podoba mi się ta perełka. Widzę, że Majce też, bo pierwsza strona mocno już wymięta. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Majka zachwyciła się osobistym dla niej kotem! Wyprzytulała go, że hej!

      Usuń
  2. fajne te krasnoludki:) i żeby taki jakiś za mnie wyprasował jeszcze;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje najstarsze dziecko nie miało serca do Papuzińskiej :( ale n aszczęście średnie uwielbia. Teraz bez przerwy czytamy zbiór wierszy "Kapelusze" i już widać, że Krasnoludki będą następne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krasnoludki są takie niepozorne, ale mają w sobie wielką siłę!

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...