Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

piątek, 25 października 2013

97. IGNERŁOZIŃSKA/ŁOZIGNERSKI

MIKOŁAJ ŁOZIŃSKI
„PRAWDZIWA BAJKA”
KULTURA GNIEWU, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁA MARTA IGNERSKA

[Kultura gniewu to chaos, z którego wypadają perły]

Zaczyna się od zdziwienia, od niepewności, od konsternacji. A potem już odrzuca się ramy, schematy, konwenanse. I czarny kwadracik może stać się volvem, a czarne kółko to pająk. A świat to wielka zielona kropka. Na całą stronę. Nawet na dwie.
Historia jest prosta. Jest jakiś on i jakaś ona. Wyruszają czarnym samochodem marki volvo w podróż, w świat, nie wiem, czy dookoła, ale na pewno wszerz i wzdłuż. Jadą i widzą. Patrzą. Oglądają. I gdzieś tam, zupełnie daleko od Polski, zauważają, że mają pasażera. Mały, czarny pająk, który mieszka za lusterkiem. I wkrótce to już pająk oswojony. I wkrótce... ale o tym już powiedzieć nie mogę, bo zdradzę za dużo.
A warto samemu.
Bo historia jest genialna. Bo jak ją przeczytać/zobaczyć to się okazuje, że prawdziwe bajki kryją się w każdej kieszeni, w każdej mysiej dziurze, w każdej skarpetce i w każdym lusterku samochodowym. Trzeba tylko umieć je dojrzeć.
Bo jak mówi tytuł – to prawdziwe wydarzenia. Albo wręcz przeciwnie – najprawdziwsza bajka.
Majka ilustracjom przyglądała się długo. Majka ilustracje badała. I dotykała. I po swojemu mówiła, opowiadała.
Ja bezwiednie pytałam „Majka, a co to? Jak myślisz?” - to źle, powinnam ewentualnie „Jak ci się podoba?”. Bo z abstrakcją nie ma tak łatwo, że się wie. Tutaj co najwyżej można się domyślać. A najbardziej to czuć. Dlatego chyba ta książka jest tak bardzo dla dzieci. Bo one podejdą do niej bez myślenia, bez bagażu doświadczeń, bez szkiełka i oka, bez wyuczonego doszukiwania się sensu w każdej kresce. Czasem jest po prostu chaos i tyle. Milion trójkątów, a w środku kropka. I czasem to jest pająk na autostradzie, ale może to być zupełnie nic. Albo coś innego. Dlatego Majka po tych kreskach i kropkach błądziła paluszkiem i mogła patrzeć na mnie z politowaniem. I snuć własne wizjo-czucie.
To niezwykła książka i chyba też trochę jest tak, że każdy może zrozumieć ją na swój sposób. Jest niedosłowna, mimo że napisana, mimo że niby wszystko powiedziane, ale połączenie lapidarnego tekstu i pełnych treści ilustracji rozszerzają horyzonty interpretacyjne - właściwie do granic świata, do widnokręgu.
Na styku słowa i obrazu spotkali się Łoziński z Ignerską. Jedno stało prawą nogą w farbach, a drugie lewą maczało w kałamarzu. I postanowili razem coś zrobić. To doskonała symbioza, półsłówkami się porozumiewanie, w myślach czytanie – aż dziw, że to nie jedna osoba słowo i obraz tworzyła, jakaś Ignerłozińska, albo jakiś Łozignerski.

Podziwiam wyobraźnię autorów. To słowo na obraz przekładanie, to dopełnianie, to dopowiadanie to ubogacanie. Wyobrażam sobie, że Łoziński przyniósł nagi tekst, kilka strof wydrukowanych na jednej kartce A4. A Ignerska – szast prast i zrobiła podróż. Bohaterów ożywiła. I mamy prawdziwą bajkę.







[Dziękujemy Kulturze gniewu za pełną gniewu kulturalnego pozycję]

2 komentarze:

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...