Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 10 października 2013

84.Z TRZEWI (WPIS ABSOLUTNIE NIESPONSOROWANY)

Bożeny nie znam osobiście. Ale wymieniamy się mailami i pozytywną energią. Bo czuję jakąś więź z nią. Połączyła nas miłość do książek – poznałam ją dzięki Z Kafką nad morzem i dzięki Małej Kurce. To absolutnie nietuzinkowe wydawnictwo – wydają książki oryginalne, piękne, niebanalne – w treści, ale też prześlicznie wydane... A do tego załoga to ludzie myślący, inteligentni, pełni psotnego humoru i pozytywnie patrzący na życie. Długo między sobą z Bożeną milczałyśmy. Mnie pochłonęła Majka. Ale ostatnio zauważyłam zapowiedź „Babci Rabuś” i napisałam do niej, że cieszę się, że działają, że są, że istnieją, a już najbardziej się cieszę, że spojrzeli na Dzieci i postanowili parę piórek Małej Kurki podarować właśnie im. A ona mi na to: E tam działamy... wszystko to działa z miłości do książek i jest okupione takimi ofiarami, że szkoda gadać.” I jeszcze, że jeśli nic się nie zmieni, to będzie ich ostatnia książka...
A ja tak lubię ich stronę. Zupełnie niestandardową. I lubię ich trailery...
I ten do „Babci Rabuś” też...



Katarzyny z Tako nie znam – wymieniłyśmy po jednym mailu. Napisała, że książka obrazkowa w Polsce to nisza. A ja dośpiewuję, że mimo artyzmu ich książek, mimo niesamowitej dbałości o to, co wydają, mimo ogromnej pracy, jaką wkładają w wydanie każdej pozycji, mimo że proponują naprawdę Piękno przez duże P, nie mogą pozwolić sobie na zrealizowanie porządnej akcji marketingowej – nie stać ich. „Na razie nasza działalność wydawnicza jest działaniem z pogranicza biznesu i akcji społecznej propagującej książkę obrazkową jako jedną z pierwszych form kontaktu dzieci ze sztuką.” A ja drżę, że jeśli zabraknie takich wydawnictw, to pozostaną potworki, potworne książki wydające, od których Dzieci mogą mieć w nocy koszmary zamiast pięknych snów. 
To nie jest refleksja sponsorowana. To refleksja nad kondycją Naszego świata...
Biorę w księgarni do ręki dwie książki – twardostronicowe, idealne dla Majki. Jedna kosztuje 2,50 i boję się rysunków, które z niej straszą. Druga kosztuje 12,50, ale narysował ją artysta. Obserwuję z boku Babcię z wnuczkiem, która waży na dłoni obydwie – wiadomo, która ląduje w koszyku... Mimo tęsknego spojrzenia na tę drugą. Niby dobrze, że chociaż coś. Ale jak kształtować poczucie gustu Dziecka, jak nauczyć go odróżniać sztukę od nie/sztuki? A może wcale nie trzeba? Może lepiej nie trzeba, bo potem nie będzie miał 12,50 na twardostronicową książkę dla swoich Dzieci...

Strasznie mi, źle mi, z trzewi moich krzyk. Bo świat ten jakiś jest od końca. Okrągły, więc paradoks goni paradoks i puka mu w plecy (nakręca się też spirala – ludzie nie kupują pięknej literatury, bo jest droga, a jest droga, bo nie kupują – w skrócie i w uproszczeniu oczywiście).

I pozostaje mi trzymać kciuki do zbielenia knykci – Za Tako, za Małą Kurkę, za Ambelucję...

Jeszcze Polska...

i tak dalej... 

7 komentarzy:

  1. :( no niestety... przemyślenia mam podobne! Ostatnio miałam takie gorzkie myśli w Jastarni, gdzie co drugie stoisko mieni się nazwą "Tania książka"... pewnie masa osób się tam zaopatruje - no bo wszystko jest - i książki kucharskie (nawet kuchnia wietnamska się znajdzie), i baśnie wszelakie, lektury, powieści, kryminały... cóż z tego, jak dobrych wydawnictw tam nie uświadczymy...? Ale ludzie się obkupią i już dalej szukać nie będą...:( niedawno w carrefourze wzięłam do ręki książeczkę dla najmłodszych - łącznie jakieś 10 zdań - w tym 1 ortograf, 3 bł. interpunkcyjne, stylistyka leży, o ilustracjach nie wspomnę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak pisze Joanna, w taniej książce też można dostać czasem coś dobrego :-) Ale generalnie nie trzeba szukać daleko - przechodziłam dziś obok Empiku i specjalnie zajrzałam na dział z tymi twardostornicowymi książeczkami, żeby zobaczyć co w trawie piszczy - no Disnej (szeroko pojęty) piszczy i potworzaste potworki - dużo zwierzątek, które nawet jak zwierzątka nie wyglądają, dużo kolorowych kolorów i dużo kiczu. Nie mówię, że tylko, bo gdzieniegdzie też zobaczyłam coś wartego uwagi, ale jak podejść do tej półki zadaniowo, to na końcu przy równa się, wyjdzie straszny minus....

      Usuń
  2. w taniej książce też można czasem perełkę znaleźć;) też się ostatnio zastanawiam, co się z tym światem dzieje- bo czy wszystko można zwalać na cenę książek? Nie jestem do końca przekonana patrząc ile rodzice są wstanie wydać na plastikowe duperele dla dzieci czy badziewne gazety. Może więc to bardziej kwestia potrzeb i priorytetów, świadomości dobrej książki, a może i stylu życia? I ja tu też widzę problem z dostępnością tych wartościowych książek: np. moje dziecko dostaje mnóstwo książeczek-potworków często dlatego, że w supermarkecie czy empiku takie są najłatwiej dostępne. Coraz mniej jest dobrych księgarni z ciekawym asortymentem i obsługą, która pomoże w wyborem. Generalnie to temat rzeka;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahah, rozwaliła mnie ta zapowiedź Babci rabuś:)))

      Usuń
    2. Ano... Bo oni tam, w tej Małej Kurce tacy są właśnie....

      Usuń
    3. A co do tematu rzeki - masz rację... I za dni parę jeszcze o tym napiszę, bo mam w zasięgu ręki wyjątkowego potworka, o którym po prostu muszę napisać!

      Usuń
  3. A ja codziennie dziękuję Opatrzności za moją bibliotekę. Nigdy bym nie była w stanie kupić tego co wypożyczam dla siebie i dzieci. Nie można zwalać wszystkiego na cenę książek. W dużych miastach, w których są dobrze zaopatrzone biblioteki, dostęp do dobrych książek jest możliwy, trzeba tylko chcieć i umieć wybrać. Biblioteki nie poprawiają kondycji finansowej wydawnictw, ale to już osobna bajka. Gorzej jest na wsiach i w małych miasteczkach, gdzie księgarnie, jeśli są, sprzedają tylko podręczniki i poradniki. Wydaje mi się, że ogólnie rzecz biorąc świadomość rodziców rośnie, patrząc po tym jakie książki dzieci przynoszą do przedszkola mojego syna.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...