Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 22 października 2013

93. REMOTE CONTROL

WIKTOR WOROSZYLSKI
„GABRYŚ, NIE KAPRYŚ!”
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁ HENRYK TOMASZEWSKI

[Dwie Siostry- dwa razy więcej radości!]

Tata Majki wykonał pewien eksperyment. Majka uwielbia piloty – nieustannie tropi je w pokoju i przyciska guziczki, a czasem oblizuje i gryzie. Od Dziadka dostała jakiegoś starego pilota, który miał być jej osobistym pilotem, włączającym jej osobiste urządzenia elektroniczne, które nie istnieją poza światem Majkowej wyobraźni. Ale Majka zwieść się nie dała, szary pilot bez baterii w ogóle jej nie interesuje i czujnie wypatruje niebacznie pozostawionego na brzegu stołu tego właściwego o właściwym ciężarze i właściwych mocach sprawczych. Eksperyment zaś polegał na tym, że Tata Majki, zalotnie ustawiając szarego Majczynego pilota na brzegu stołu, mówił „Majka nie wolno, Majka nie ruszaj...” I okazało się, że te magiczne słowa jakoś uwznioślają i dodają niedziałającemu pilotowi wartości.
Błysk w oku, figlarny figlik...
A piszę o tym dlatego, że o tym właśnie jest dla mnie „Gabryś, nie kapryś!” - o tym, jak dzieci psocą, figlują, wyszukują zakazane tereny po to, by ktoś się nimi zainteresował, by ktoś zwrócił na nie uwagę, oderwał się od swoich spraw, żeby postawić Dziecko w centrum uwagi, żeby włożył na jego głowę niewidzialną koronę – uczynił go królem.
Gabryś to takie właśnie dziecko – gdy jest zima, to on chce zielone, a latem woli białe, gdy jest pies, to on woli kota, a gdy ktoś kota podsuwa, to pewnie słoń najlepszy. Gdy wycieczka – zawsze strona świata, w którą się nie jedzie najciekawsza. Książeczka – no to on woli auto...
Wszędzie słychać głosy – a może to, a może tamto? Mama, babcia, tata, pewnie i ciocie sporadycznie odwiedzające Gabrysia. I to nadskakiwanie... I to „może zjadłbyś, może byś umył lewą nogę...”.
A Gabryś, że nie i nie i nie!
I wszystkim się wydaje, że Gabryś kaprysi, że nieznośny jest, że w ogóle nic mu się nie podoba, że zawsze stoi do góry nogami, na opak i ością w gardle. A Gabryś, z rozbrajającą wręcz szczerością mówi:

"Bardzo lubię jak tyle osób błaga mnie na dwanaście głosów!"
I dodaje, że lubi być proszony, głaskany, przytulany, wychuchany, wychwalany, obskakiwany, obłaskawiany... I to przez wszystkich, przez każdego, zawsze!
Gabryś prezentuje w moim mniemaniu istotę dziecięcości, to „powtarzajcie jak długo tchu wam starczy”. I to przychodzenie do dziecięcego pokoju milion razy, żeby umył w końcu zęby przed snem. Albo chociaż jeden ząb. No najmniejszy... A on akurat gra na akordeonie. Albo, żeby zjadł stygnący obiad. A on akurat czyta. Jest dzieckiem, ma prawo do huśtania się na rękach rodziców, dziadków, cioć. Ma prawo do przeciągania struny i do badania granic wytrzymałości dorosłych. Ma prawo i wychowawców w tym głowa, jak podjąć skuteczne negocjacje.
Obok Gabrysia słownego jest jeszcze Gabryś rysunkowy. I tu mój zachwyt nie mniejszy – cóż można genialnego uczynić z tekstem, jak go przerobić, zamienić, zaczarować! Nie bez znaczenia jest fakt, że HenrykTomaszewski jest plakacistą. Plakat to takie medium, które ma trafić między oczy i od razu zabić, na miejscu. Ma wejść do głowy i nie wyjść, dopóki nie wykona się polecenia na plakacie przedstawionego. Ma działać na podświadomość, łechtać nas odśrodkowo. Nie dawać zapomnieć. I takie właśnie są ilustracje do „Gabrysia...” - oszczędne, ale mocne, pełne wyrazu. Każda strona mogłaby wisieć w innej części miasta, każda mówić sama sobą, każda być zamkniętą całością. Ja najbardziej lubię tę z balonem do góry nogami – to dla mnie kwintesencja tego wiersza, sedno, cel-pal! - i trafiony!
W Czytankach-przytulankach przeczytałam o gorzkim rozczarowaniu komunizmem, jakie Woroszylski przeżył po 56 roku. Naczynie gliniane rozpatruje „Gabrysia...” w tym kontekście i węszy drugie dno.
A ja się w głowę skrobię i patrzę znów na Majkę podstępnie zbliżającą się do pilota od telewizora. I zaglądam w jej oczy, na dnie których czytam „Powtarzajcie chórem wciąż od początku, a wszystko będzie w porządku”. I dokładnie wiem, że „Gabryś, nie kapryś!” jest właśnie o tym. O telewizyjnym pilocie.







[My dwie i one dwie – Dwóm Siostrom kłaniamy się w pas w podziękowaniu za egzemplarz]

5 komentarzy:

  1. zawrotne masz tempo pisania recenzji :) wpadnę przeczytać przy kawie :) na razie muszę wyprawić K. do szkoły :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, my też wczoraj "przerabialiśmy" Gabrysia!

      Usuń
    2. Komentarz oczywiście przez przypadek wpisał mi się jako odpowiedź Małgosi.

      Usuń
    3. A codziennie w nocy, gdy Majka już śpi, siadam tu na chwilę i dumam nad tym, co czytałyśmy ostatnio...

      Usuń
    4. Ach, bo ten Gabryś to jest.... ;-)

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...