Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 17 października 2013

87.PROSZĘ KRZYCZ!

„PIERWSZY KRZYK”
SCENARIUSZ GILLES DE MAISTRE
REŻYSERIA GILLES DE MAISTRE, MARIE CLAIRE-JAVOY
MUZYKA ARMAND AMAR
ZDJĘCIA GILLES DE MAISTRE

...pozostając w temacie narodzin...

Dzień z zaćmieniem słońca.
Dziesięć kobiet, które na całej ziemi w jednej chwili stawało się matkami. „Pierwszy krzyk” to pamiętnik najtrudniejszych i najpiękniejszych chwil ich życia, zapis emocjonalnej karuzeli, na której jedzie się od bólu do bezbrzeżnej radości, od strachu do pewności siebie, graniczącej z nadludzką.
Jest baletnica, która uwielbia tańczyć będąc w ciąży, jest położna, która bada wpływa delfinów na rodzące kobiety, jest Indianka, która gdy zaczyna się poród, prosi matkę, by ta pomalowała jej ciało, ozdobiła je na przyjście Dziecka - „muszę być wtedy piękna” mówi. Jest starsza siostra, która uczestniczy w porodzie swojej mamy. Jest kobieta, która rodzi w domu, w otoczeniu przyjaciół – intymnie i prywatnie, ale jest też kilkaset bezimiennych kobiet w chińskim szpitalu, gdzie rodzenie dzieci wygląda jak proces w fabryce...
To bardzo dosłowny film, bo jest dużo łez, dłonie zaciśnięte na barierce łózka, jest pot, ściekający po karku, po oczach, jest też śmierć, a czasem jest niechęć do dziecka, gdy jest któreś z kolei w rodzinie, a nie ma pieniędzy.
To też film bardzo mi bliski z powodu podejścia do porodu, do przyjścia dziecka na świat, do powitania. Ale mimo to drażniło mnie, że w tych obrazach czuje się potępienie dla szpitala, a gloryfikację porodu na plaży. To ciężki temat – temat rzeka – prawo kobiet do wymarzonego porodu, prawo kobiet do planu porodu, prawo kobiet do tego, by krzyczały, gdy tego potrzebują i kucały, jeśli chcą urodzić dziecko w kucki. Ale wiem też, że szpital może być dobry, że nigdy nie będę miała szansy urodzić dziecka w basenie pełnym delfinów, ale mogę też przywitać dziecko pięknie.
Majka ząbkuje. Przechodzi to bardzo ciężko, z gorączką, zaślinionymi ciuchami, nocnymi płaczami i noszeniem na rękach o 3 w nocy.
Jednego dnia, wyczerpane obie, położyłyśmy się na kanapie – ona spała, przytulona do mnie, a ja oglądałam „Pierwszy krzyk”.
Oddychałyśmy jednakowo. Czułam ją przy sobie i nie umiałam uspokoić emocji. Nagromadziło się we mnie dużo miłości, strachu, wdzięczności, trochę frustracji i trochę zaciekawienia. Oglądałam te kobiety, w bólu, w przerażeniu, w depresji i widziałam jak jesteśmy silne, jak wiele potrafimy przetrwać, żeby dać życie. I widziałam, jak w jednej chwili, w tej, w której na brzuchu kładą Dziecko, wszystko, co było złe znika – zostaje niesamowita radość, ulga, że słyszy się pierwszy krzyk, zostaje niedowierzanie i tak wielka miłość, że wybucha, przekracza wszelkie granice, tańczy po linie, ale nigdy nie spada.
To piękny film, pełen różnorodnych emocji – wszystkie odczuwałam po kolei, przypominając sobie swoje kroki - pierwszy gdy usłyszałam od lekarza, że to już, że pani rodzi, drugi, gdy chodząc po korytarzu liczyłam oddechy, trzeci, gdy skurcze, czwarty..., piąty..., szósty... i to wszystko, co wyszło ze mnie razem z Majką, ten blask, jakim nagle zaczęłam lśnić, to, jak inaczej od razu zaczęłam patrzeć... To film do takiej retrospekcji, do uświadomienia sobie, że poród po to jest tak trudny, żeby później mieć prawo cieszyć się dużo, dużo mocniej.

Polecam – z dzieckiem na sercu...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...