Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

niedziela, 29 grudnia 2013

146. ŚWIĘTA, ŚWIĘTA...

JULITA GRODEK, SONIA ANNA GRODEK
„DRZEWO SPEŁNIAJĄCE ŻYCZENIA. OPOWIEŚCI MAMY I CÓRKI”
ALEGORIA, WARSZAWA 2012
ILUSTROWAŁA HALINA SIEMASZKO

[Alegoria stawia na przekaz artystyczny, wydaje więc książki artyzmem urzekające]

Pierwszy raz Majka ubierała choinkę. Pierwszy raz piekłyśmy razem pierniczki (choć lepiej wychodziło jej wyjadanie surowego ciasta, więc została wyproszona z kuchni). Pierwszy raz, w za dużej mikołajowej czapce, rozdawała prezenty kryjące się pod choinką (obok imion sprytne elfy przykleiły zdjęcie osoby, która miała zostać obdarowana).
To małe kroczki, które robimy po to, by w kolejnych latach święta pachniały domem. Żeby nigdy nie zapominała która droga do niego prowadzi.
Ja nie zapomniałam.
Pojechałam na święta do swojego domu. Tam, gdzie moja mama. Dzień przed Wigilią, gdy położyłyśmy już Majkę spać, w skąpo oświetlonej kuchni robiłyśmy gołąbki – te specjalne, jednorazowe – na jeden raz w roku – z kaszą gryczaną i grzybami. Nie musiałyśmy nawet mówić, bo mówiło się samo. Albo milczało – też dobrze.
Wcześniej, przed świętami, przez kilka wieczorów czytałyśmy z Majką „Drzewo spełniające życzenia”. Bo chciałam już być w domu rodzinnym, chciałam czuć zapach choinki. Chciałam mieszać drewnianą łyżką w czerwonym barszczu. I wieszać światełka, które zawsze splątują się w pudełku – to chyba z tęsknoty za tym, żeby już wyjść, żeby świecić.
Tam, w tym domu z opowieści, też zaczyna się od zapachu choinki. I od 9 rano, gdy mama zabiegana i zatrwożona mówi „Nie zdążę, nie dam rady, nie zdążę”. I od Tosi, która patrzy z boku, z pobłażliwym uśmiechem i wie, że jak co roku te słowa padają i jak co roku wszystko jest pięknie. Bo razem. Bo jeśli nawet makowiec nie wygląda pięknie, to na pewno jest pyszny, bo jeśli kot zbije bombkę choinkową, to można powiesić w jej miejsce cukierka, albo sam papierek wypełniony gazetą, jeśli czekolada zbyt kusi.
Kroisz?” - pyta mama i podsuwa śledzie na sałatkę.
Kroję” - odpowiada Tosia - „Ale tylko za bajkę”. Bo to też rytuał. Wymiana historii, wymiana opowieści. Wymyślanie i mówienie, żeby myśli były tylko dobre. Gadanie dla kogoś, kogo się kocha. Tradycja bajania, żeby czas leciał szybciej, żeby praca w rękach się paliła.
Piękne to historie. O tym, jak zaprzyjaźnili się ze sobą dzik i lis – wbrew naturze i wbrew rodzinie. O madame Sziszy, która zachorowała na straszną chorobę. O królestwie Murmuncji, którego król był brutalem i chciał uczyć synów walki w miejsce mądrości. O księgozbiorze ze „Spisem wszystkich rzeczy świata”, „Białym krukiem” i „Najcenniejszą książką”. O Billu Bajbaku, co wymyślił maszynę do rysowania słońc na czole. O Karolu, który był dobrym murarzem, ale koniecznie chciał być kimś innym.
No i ta o drzewie, które spełnia życzenia i które dla każdego wygląda zupełnie inaczej.
Nie trzeba czytać tych bajek tylko zimą. Nie trzeba zaglądać od nich tylko przed świętami, albo w wigilijną noc. Można cały czas, bo bajkowa mądrość nie przemija z żadną z pór roku. Trwa w tych historiach zastygnięta do kolejnego czytania, do kolejnego opowiadania.
A pomiędzy nimi coraz odświętniej. Bo po sałatce pierogi. A potem stanie przed lustrem i nakładanie kolczyków. Rozkładanie stołu, który okazuje się za mały dla gości, biel opłatka w dłoniach wyciągniętych do siebie i w końcu, już po wszystkim, spacer.
I jeśli nawet ktoś nie wierzy w Mikołaja, to nagle słyszy dzwonki sanek, unoszące się nad głową. To noc magiczna, ale też czas, gdy czerpie się magii na cały rok.
U nas dwie matki i dwie córki. U nas historie, choć nie takie z morałem. Ale też z życia. I inne kolędy, niż zwykle, bo ulubiona płyta gdzieś się zapodziała. Ale nie szkodzi, bo te w rytmie reggae pięknie bujają. Niby święta, święta i po świętach - jeszcze jedne ułożyłam już wczoraj, po powrocie do własnego domu, do kuferka ze wspomnieniami. Jeszcze jedne na kluczyk zamknęłam. Ale wciąż jeszcze mam w pudełku kilka pierników. Wciąż jeszcze w powietrzu czuję zapach choinki, mimo że u nas nie stoi. I myślę już o tym, co w przyszłym roku, jaka kolejna cegiełka do budowania rytuałów, do tradycji, do świętowania...











[Dziękujemy Alegorii, że dzielą się z nami swoim pięknem]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...