Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 10 grudnia 2013

133.SKRZATY, BEBECZKI, BLASZANE PUDEŁKA...

LILIANA BARDIJEWSKA
„DOM OŚMIU TAJEMNIC”
MARGINESY, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁA ANNA POL

[Bo jeśli obcuje się z dziełem, to nie tylko na Marginesach]

Każdy ma taki Dom. Taki, który do niego mówi. Który przyjemnie opowiada lekko skrzypiącymi schodami. Który bajdurzy niedomkniętą okiennicą. Który prawi majtającymi się na zawiasach drzwiami. Taki, który od wejścia pokazuje, że nasz pokój będzie na wieżyczce. Taki, w który wchodzimy i wiadomo, że jest nasz. Że nawet, jeśli będziemy tu tylko na chwilę, to ta chwila ubogaci nasze życie. To może być dom rodzinny. Albo taki, w którym mieszka ukochana Babcia. Albo ten, w którym było się na ostatnich wakacjach.
Dla Marcina to Dom numer 8 - trochę stary, trochę odrapany... Do tej pory wszystkie inne domy na ulicy patrzyły na niego z pobłażaniem, z politowaniem pewnym, ze skrywanym uśmieszkiem. Ale pojawił się Dorosły, Dorosła i Chłopak. I jeszcze pies. Do kompletu i na dokładkę.
Najpierw cała ulica zamarła, bo przecież wiadomo, że taki chłopak to na pewno nic dobrego, że pluje, że okna wybija, że mówi brzydko i całkiem nie po polsku. Dom numer 8 próbował więc jakoś się zamknąć od środka, żeby nie weszli, żeby nie zamieszkali...
Ale Marcin był zdeterminowany, bo on już zobaczył swój pokój – niby z dołu i niby tylko kawałeczek, ale dokładnie wiedział, że to będzie jego miejsce. Przynajmniej na jakiś czas, przynajmniej na jakąś chwilę.
Bo rodzina Marcina to współcześni nomadzi, którzy wędrują od zlecenia do zlecenia – ojciec Marcina jest urbanistą i musi być wszędzie tam, gdzie jakieś miejsce wymaga zmian. Gdy wszystko zmodernizuje, naprawi, ulepszy, to musi iść dalej, w kolejne miejsce, które chyli się ku upadkowi i trzeba je podnieść, pomóc mu się wyprostować.
Dlatego Marcin ma za sobą wiele przeprowadzek. I pewnie umie spakować się do jednej tylko walizki. I wcale nie wiadomo, czy gdzieś ma swój dom na stałe. Ale ten Dom numer 8 na pewno będzie jego Domem tajemnic.
Bo po tym, jak w końcu Marcin otwiera zatrzaśnięta furtkę, jak babcia Anzelma przyjmuje rodzinę pod swój dach z uśmiechem, Dom też musi przyznać, że to mądry chłopak, że warto powierzyć mu swoje sekrety.
A wśród nich jest skrzat, jest Dusigroszek z długim ogonem, jest tajemniczy oficer Marynarki Wojennej, który zdawał się być tylko historią wyssaną z palca, jest smak babeczek migdałowych, który nie zmienił się od ćwierć wieku, jest szkoła duchów, jest szklarz, co robi czasem witraże , a jego zakład pokazuje się tylko wtedy, gdy tego potrzeba, a wszystko zamknięte w blaszanym pudełku, które chowa się pod podłogą na czas, gdy przyjdzie kolejny godny tego chłopiec i Dom numer 8 odsunie delikatnie deseczkę, spod której wystawi tajemniczy pakunek...
To bardzo nastrojowa historia, z oszczędnymi ilustracjami Anny Pol, z zapachem tęsknoty, unoszącym się nad każdą stroną, z tym niesamowitym podmuchem, który biega zawsze po korytarzach starych domów, to coś jak oddech wszystkich historii, które się wydarzyły między ścianami, jak odciski wszystkich placów, dotykających kiedykolwiek poręczy przy schodach, jak wszelkie dobro i wszelkie zło, które się umościło na najwyższym stopniu schodów.
To książka, która we mnie obudziła głęboko ukryty, śpiący mój Dom tajemnic, taka, dzięki której w środku nocy wyciągnęłam swoje magiczne pudełko, z figurką aniołka, z poskręcanym rzemykiem i portfelikiem ze słoniem na klapce. To taka historia, po której chce się oglądać stare zdjęcia.
Dobra lektura, która cichutko gra kołysanki...





[Dziękujemy Marginesom za marginesy do notatek]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...