Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 9 grudnia 2013

132. WALI SIĘ!

WOJCIECH MIKOŁUSZKO
„DZIECI DOKTORA MOTYLA”
MULTICO OFICYNA WYDAWNICZA, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁ PRZEMYSŁAW LIPUT

[Leśne dukty, górskie szlaki, nadwodne zarośla – wszędzie tam, gdzie natura jest MULTICO]

Doktor Motyl ma dwójkę dzieci, Jaśka i Basię. I naprawdę nazywa się inaczej. Ale wszyscy mówią na niego właśnie tak. Bo jest szalonym naukowcem, który bada życie motyli i chce je chronić. Doktor nie ma już niestety żony, bo nie żyje. A teraz stoi tuż, tuż przed stratą drugiej swojej miłości – motyli. Modraszki ariony mieszkają na łące, widocznej z okien domu doktora Motyla. A przez tę łąkę ma biec autostrada. I rozjechać wszystkie owady i jakieś nadzieje i marzenia doktora Motyla też.

Jasiek i Basia, inteligentne, sprytne dzieciaki, które o motylach wiedzą dużo więcej niż każdy przeciętny uczeń podstawówki, mają zamiar pomóc owadom i swojemu ojcu – chcą uratować łąkę. Chwytają się dziwnych i trochę śmierdzących pomysłów, by w końcu trafić w sam środek owadziego świata, w rozmiarze pomiędzy mrówką a motylem.



To świetna książka przygodowa, o tym, jak dwójka, a potem czwórka dzieciaków, musi przejść z jednego końca łąki na drugi, mając kilka centymetrów, nic do jedzenia i ogromną determinację. A po drodze trzeba uważać na pająki i larwy modraszków arionów. No i podeszwy butów Włodzimierza Bragina, wójta gminy Starew, który ze sprzedaży łąki będzie czerpał jak ze studni bez dna – pieniądze, bogactwo, monety, banknoty...
To historia o odwiecznym dylemacie – być, czy mieć. O tym, jak natura, mimo że taka silna, musi czasem skapitulować przed człowiekiem. O tym, jak ktoś chodzi po trawie ciężkimi butami i wdeptuje ją w ziemię, a ona nie ma siły odrosnąć. O tym, jak ktoś jest na tyle zdeterminowany, by ratować zieleń, że przyjmie na siebie każde przezwisko „szalony naukowiec”, czy „doktor Motyl”. O tym, że trzeba czasem, żeby stało się niemożliwe, żeby uratować rzeczywistość. O tym, że małe dziecko może uratować motyla, a dzięki temu czyjeś marzenie. I o tym, że mały motyl może uratować świat.
Bo „my, ludzie, jesteśmy częścią przyrody i nie możemy bez niej istnieć. I ta przyroda potrzebna jest cała (…). Nie wiadomo, wyginięcie jakiego gatunku stanie się tą słomką, która przeważy ciężar i doprowadzi do zawalenia się gmachu przyrody.” [s.55]







[Dziękujemy Oficynie Wydawniczej MULTICO, że nas wciągnęła w świat przyrody]

2 komentarze:

  1. Pięknie dziękuję za sympatyczną recenzję z ciekawymi przemyśleniami na temat mojej książki :)
    Wojtek Mikołuszko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witamy w Naszych skromnych progach :-)
      Książka ważna, bo ważna jest natura i ważne, żeby na jej łonie móc się spotykać każdego gorącego lata - a bez modraszków arionów może się to okazać niemożliwe!
      Czekamy na jakąś kolejną przygodę Jaśka i Basi!
      Pozdrawiamy!

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...