Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 5 grudnia 2013

131.NADGORLIWOŚĆ WSKAZANA!

DOMINIKA SŁOMIŃSKA
KOSTKA I BRUNO. BAJKI WYCHOWAJKI”
G+J GRUNER+JAHR POLSKA, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁA ANETA DMOWSKA

Kostka poznaje Bruna na placu zabaw. Ale to nie jest zwykłe „cześć” i podanie ręki, a potem wspólne lepienie babek z piasku. Bruno staje w obronie Kostki, wobec trzech starszych chłopców, którzy wyśmiewają się z jej imienia. Dzięki temu zyskuje jej szacunek i przyjaźń dozgonną i najlepszą. Zaczyna się ich wspólna podróż przez zwyczajne dni. Ale tylko niby zwyczajne, bo przecież każdego dnia dzieje się tak dużo! Jednego wymyśla się nową zabawę, której konsekwencje przynoszą sporo łez, drugiego oddala się spod oka rodziców, nie mówiąc, że idzie się samemu na lody, trzeciego poznaje się Jasia, co jeździ na takim śmiesznym wózku, a czwartego są urodziny...
Bruno i Kostka to zwyczajne dzieci – nie mają nadprzyrodzonych mocy, nie umieją czarować, ale przeżywają najważniejsze i najwspanialsze przygody, przeżywają życie...
A rodzice stoją obok nich i muszą kierować nimi, trochę jakby oni sami mieli zawiązane oczy i nie widzieli wszystkiego, jakby mogli poruszać się po świecie tylko na dotyk i słuch. Rodzice muszą stać obok i być brakującym zmysłem swojego dziecka – muszą być przewidywaniem, konsekwencjami, wychowaniem, sumieniem, nauką. Muszą być zawsze jeden krok przed swoim dzieckiem, żeby w razie czego podać mu dłoń.
Od zawsze to bajki i baśnie tłumaczyły świat. To opowiadania pozwalały oswajać lęki. To legendy pomagały poukładać rzeczywistość na odpowiednich półkach. Nie inaczej jest teraz – tylko tematy trochę się zmieniły.
Kostka i Bruno” to bajki psychoedukacyjne (choć „bajki wychowajki” brzmi dużo ładniej i łagodniej dla przestraszonego odpowiedzialnością za wychowywanie, rodzicielskiego ucha), czyli takie, dzięki którym dziecko uczy się radzić sobie z problemami. Razem z tym dzieckiem, dla którego świat jest pięć albo nawet piętnaście razy większy, uczy się rodzic. Uczy się, jak odlepić od ręki dziecka jakąś piękną rzecz, która znalazła się tam niby przez przypadek, ale wstyd nie pozwala komukolwiek o tym powiedzieć; uczy się jak zasiać w dziecku wielkiego bohatera, który będzie umiał stanąć do walki z niesprawiedliwością; uczy, jak wybudować z rąk i nóg dziecka „mur na zawołanie”, którym będzie stawał, gdy jego zdanie będzie inne od zdania większości; jak skonstruować maszynę prawdomówności, którą dziecko będzie umiało zawsze włączyć...
Autorka książki jest psychologiem, więc w ręku ma wiele różnych materiałów, z których może uszyć ochronny spadochron dla dziecka. Wiadomo, że dziecko spadnie, bo musi spaść, ale może mniej się potłuc. Napisała książkę dla dzieci i dla rodziców. Dla dzieci są krótkie opowiadanka. Z morałem, ale bez moralizatorstwa. A dla rodziców dodatkowo kilka wskazówek. To w gruncie rzeczy proste rady – bo jeśli dziecko nie chce myć włosów, to może wystarczy kupić specjalne koło do kąpieli? Bo jeśli nie chce myć rąk, to może wystarczy pokazać, jakie bakterie przylepiają mu się do tych rąk w ciągu całego dnia? Ale są też wskazówki dużo delikatniejsze i wymagające więcej finezji i sprytu – te o śmierci, o kradzieży, o asertywności, o przyznawaniu się do winy, o zazdrości...
A dla wszystkich są piękne ilustracje. Takie wiernie oddające rzeczywistość. Nie mogę wprost oderwać oczu od bujnej, czarnej czupryny Kostki – ma kręcone włosy i jest ich całe mnóstwo!
Co prawda Majka jeszcze nie potrzebuje takich bajek, jeszcze nie pyta o chorą babcię koleżanki, ani o rozwód rodziców kolegi, chętnie myje ręce i nie zbiła dotąd żadnej szyby u sąsiada. Ale wiem, że to wszystko przede mną, cały ogrom jej uczuć, z którymi nie zawsze będzie sobie potrafiła poradzić – a ja wtedy będę musiała dać jej gotową odpowiedź na cały świat.
Warto więc wcześniej przygotować się do lekcji – tym razem nadgorliwość wskazana!







[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa G+J]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...