Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 16 grudnia 2013

140. IDEALNE ŚWIĘTA

PETR HORÁČEK
„GĄSKA ZUZIA I PIERWSZA GWIAZDKA”
(TŁ. MARTA TYCHMANOWICZ)
BABARYBA, WARSZAWA 2011
ILUSTROWAŁ PETR HORÁČEK

[Babaryba stawia na dwa końce kija – z jednej są ukochane książki z dzieciństwa, z drugiej premiery, które wprawiają w zdumienie]

Zuzia ma jedno wielkie marzenie – żeby Święta były idealne! Wraz z przyjaciółmi – pozostałymi gąskami, krową, świnką i osiołkiem stoją pod przystrojoną choinką. Jest Wigilia. To piękny, wyjątkowy czas, więc wszystko musi być piękne i wyjątkowe.
Początkowo wydaje jej się, że duch świąt chowa się w ozdobach choinkowych – na ich drzewku świątecznym brakuje gwiazdki na samym czubku. Najpiękniejsza byłaby taka prosto z nieba, bo dla swoich przyjaciół Zuzia chciałaby tylko tego co najlepsze. Postanawia ją zdobyć – nie może to być chyba takie trudne...
Ta historyjka to takie typowo świąteczne strofy – ciepłe i kolorowe. To kilka linijek na czas, gdy patrzymy na świat zupełnie inaczej – chcemy, żeby było jaśniej, żeby było przytulniej, żeby było lepiej, piękniej, barwniej. Chcemy pod śniegiem zakopać wszystkie kałuże. Chcemy, żeby w każdym oknie świeciła gwiazda. Żeby było inaczej, niż każdego dnia – lepsze jedzenie, lepsze stroje, lepsi my sami. „Gąska Zuzia i pierwsza gwiazdka” pisze się sama na ten czas. O tym, że nawet, jeśli nasza choinka będzie miała tylko jedną bombkę i tak może być najpiękniejsza. Że jeśli chcemy dać komuś coś z głębi serca, to będzie idealne, nawet jeśli idealne nie będzie. Że w świąteczny czas chodzi przede wszystkim o to, żeby być razem – reszta to tylko dodatek.
Ślicznie zilustrowana - Horáček wtopił Zuzię w piękny, zimowy krajobraz, w gwiazdki śniegu, fruwające po stronach, w kryształki lodu i w poświatę, która bije od choinkowych lampek.
To nie jest odkrywcza lektura, głosi w gruncie rzeczy banalne prawdy. Ale w te Święta nie zawsze chodzi o oryginalność. Czasem chodzi po prostu o to, żeby pod choinką – z czubkiem, czy bez – usiąść z ładną książką i czuć mała rączkę w swojej, dużej.
Podoba mi się ta gąska, choć troszkę głupiutka, podoba mi się gwiazdka z nieba i ubrana farbami choinka. Podoba mi się, że jest trochę po angielsku, a trochę po polsku. I nawet śnieg mi się podoba w tej książce, choć zwykle z niechęcią strzepuję go z butów i przestraszonych zimnem stóp.
A najbardziej mi się podoba, że Majka nosi „Gąskę Zuzię” pod pachą i że gąskę Zuzię głaszcze po świątecznemu, z uczuciem...








/Nasza gąska, która od wczoraj nazywa się Zuzia, to prezent od dwójki zaprzyjaźnionych dzieciaków – podarowały ją Majce, gdy w brzuchu była jeszcze/

[Dziękujemy wydawnictwu Babaryba za możliwość powymachiwania własnym kijkiem]  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...