Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 12 grudnia 2013

136. CO PAN NA TO, PANIE LINNEUSZ?

EDWARD LEAR
„TAKIE COŚ”
(TŁ. ANDRZEJ NOWICKI)
FESTINA LENTE, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁA JOANNA RICHTER – MAGNUSZEWSKA

Zawsze chcemy wiedzieć.
Gdy ktoś przedstawia nam nową koleżankę wypytujemy – gdzie pracujesz? Ile masz lat? Gdzie mieszkasz? Jaki kolor lubisz najbardziej na całym świecie?
Szufladkujemy. Kategoryzujemy. Układamy na odpowiednie półeczki. Żeby nie zawadzało pod nogami, żeby się nie przewrócić, żeby łatwiej po świecie chodzić.
Lubimy te wszelkie rzędy, gatunki, klasy, gromady czy rzędy. Po cichu dzięki składamy Linneuszowi, że tak uporządkował, powrzucał do worków – tu te z kręgami, a tam z uszami, a tu te, co mają łaty. I te jedzą te inne, a te i tamte się lubią.
Zawsze musimy wiedzieć.
Żeby się nastawić, żeby coś z tym fantem zrobić.
A tu nagle „takie coś”...
Zjawiło się w kraju Dżolibolibo i właściwie nie wiadomo, czy ma ze ssakami przestawać, czy z ptakami. Oglądają go/ją na wszystkie strony, wypytują, delegacje wysyłają z tych najmądrzejszych, żeby jakoś go/ją podejść, żeby się wygadała/ła, czy zły czy dobra jest?.
Ale ono, to coś, trzyma się jednej wersji, że jest po prostu „takie coś” - i nic więcej nie chce powiedzieć. Ni pary z ust! Ani mru mru.
I trzeba to takie coś po prostu zaakceptować. Przyjąć. Poznać w trakcie, w praniu, w obcowaniu. Nie przyczepiać żadnej łatki, bo się nie da, skoro nie wiadomo czy owad, czy ryba...
Piękna ta książka, która się kończy wspólną zabawą stworzeń wszelkich – wszyscy tańczą, każdy po swojemu, ale wszyscy razem. Wszyscy po prostu się cieszą, że mają nowego towarzysza, który umie gadać z każdym i nie omija nikogo – na moment chociaż podniesione szlabany – przejście od gatunku do gatunku i nikt nikogo nie będzie podgryzał w ogon. Bo jest na świecie „takie coś”, takie sobie, co nie musi być kategoryzowane.
Piękna ta książka ilustracjami, obrazami, nastrojowymi, uroczymi, czarownymi. Bardzo osobistymi.
I piękna ta książka, bo po raz kolejny dzięki niej trafiłam na Festina Lente, o której to fundacji zawsze warto powiedzieć.
Chcą zatrzymywać ludzi w biegu i powiedzieć im, że nowe media, owszem, ale pomalutku, po troszeczku i w dobrej wierze. I tych nowych mediów używają też by dobro czynić – propagują czytelnictwo na wszelkie możliwe sposoby, chociażby prowadząc dwa portale, dotyczące książek – iczytam (dziecięcy) oraz Chmurę czytania (dla dorosłych). I dzielą się tam audiobookami – zupełnie za darmo („Takie coś” też można sobie posłuchać). Ale także wspierają Instytut Matki i Dziecka albo fundację „Dr Clown”. A na święta proponują firmom akcję „Książka za uśmiech”.
To taka fundacja z serii „Takie coś” - nie trzeba pytać co? skąd? dlaczego? ssak czy ptak? Trzeba po prostu dziękować, że odwiedziła. Że jest.

Popieram. Podziwiam.







3 komentarze:

  1. dobrze wiedzieć :) ciekawe rzeczy robią! :) pozdrowienia! Co tam u Was słychać w grudniowy czas? Zdrowi? Zapraszam na konkurs do nas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ciekawe! I cudnie, że tak chcą się dzielić, zupełnie bezinteresownie!
      Teraz na przykład "Opowieść wigilijną" ustami Zelnika czytaną podarowali światu :-)
      A u nas - Majka smarka trochę, ale i tak nie jest źle jak na te porę roku :-)
      A w konkursie nie weźmiemy udziału, bo od dwóch dni szukamy pingwinów w swoim egzemplarzu, tylko moje zapalenie ucha nie pozwala mi pisać tyle, ile bym chciała :-( dlatego pingwiny jeszcze na blogu nie były.

      Pozdrawiamy!

      Usuń
    2. :( oj, to kurujcie się!! U nas Krzyś zdrowy, ale ma kaszel astamtyczny i już wysiadam... nerwy w strzępach... oby do Świąt! Wszystkiego dobrego!

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...