Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 12 grudnia 2013

137.AWARIA KSIĘŻYCA

SHIRA GEFEN, ETGAR KERET
„NOC BEZ KSIĘŻYCA”
(TŁ. AGNIESZKA MACIEJOWSKA)
GRUPA WYDAWNICZA FOKSAL, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁ DAVID POLONKSY
ZRYMOWAŁ MICHAŁ RUSINEK

Nad łóżeczkiem mojej córki wisi mała lampka w kształcie gwiazdki. Świeci się bardzo rzadko, mimo że rzuca piękne cienie na ścianę. To lampa awaryjna, lampka na taki czas, gdyby nagle pojawiły się skądś duchy i nie dawały Majce spać. Albo gdyby coś, nie zapraszane zupełnie, zamieszkało nagle w szafie. Albo gdyby księżyc zgasł. Gdyby miał awarię albo po prostu zaspał i nie wstał na czas do pracy.
A w pokoju Zohar, tuż po tym, gdy tata zamyka czytaną przed chwilą książkę, księżyc właśnie przestał świecić. Tata obiecywał pełnię, a tymczasem jest mrok. Dziewczynka nie może spać – „jest za ciemno”, myśli, „i za smutno”... Gdy ani jeden księżycowy promień nie kładzie się na poduszce, nie mości się we włosach, nie siedzi na oknie, Zohar nie można spać. Odrzuca więc kołdrę i podejmuje decyzję – trzeba znaleźć księżyc. Nie tylko ona go potrzebuje – są jeszcze nocne marki, które bez księżyca nie trafią do domu i wilki i kojoty, które nie mają do kogo wyć... Czy ktoś zamknął księżyc w studni? Przez przypadek, czy specjalnie?
Zohar, której imię można przetłumaczyć jako światło, staje się nagle pół-Prometeuszem i idzie w noc szukać światła księżyca, żeby móc zasnąć do jego wtóru. I wie, że musi go znaleźć sama – policjant nie pomaga, bo z rysopisu nie wyciąga oblicza księżycowego...
Piękna, nastrojowa książka – trochę o tym, że w dzieciach drzemie wielka siła i determinacja – żeby obronić swoje rytuały, żeby obronić porządek świata, żeby wyrwać swój sen spokojny z rąk niepokoju, potrafią nagle stać się dużo większe, mocniejsze. Trochę też o tym, że zastały porządek rzeczy, musi czasem rozruszać kości, że nawet księżyc ma prawo do wolnego dnia.
A trochę po prostu jest bajką na dobranoc, w której mała dziewczynka szuka księżyca, a na końcu zasypia.
A tekst biegnie za Zohar między spektakularnymi ilustracjami Davida Polonsky'ego – piszę spektakularne, bo takiej nocnej nocy dawno już nie widziałam, bo mimika Zohar to mimika prawdziwego dziecka – zdradza każdą jej myśl, bo srebro, którego użył do malowania srebrzy się na kartach księżycowo, bo kota uczynił księżycem, żarty sobie strojąc i oko puszczając. Jestem zauroczona, że tak w księżyc patrzeć mogę bez szkody dla oczu!
A może ta książka powstała ze strachu Lwa, syna autorów, przed ciemną nocą – mama i tata wzięli ten strach, troszkę ugnietli, troszkę podcięli, ośpiewali kołysankami, podkolorowali światłem i sprawili, że powstało z niego coś dobrego i pięknego? I dlatego ta książka jest tak bliska dziecku, jego patrzeniu na świat, dlatego pisana z perspektywy metra nad ziemią, dlatego pełna zagadek i zaułków i dlatego można jej użyć jako talizmanu przed brakiem księżycowego światła?
I jako leku na dobre zasypianie...







[Dziękujemy Grupie Wydawniczej Foksal za egzemplarz, co rozświetlił nam mrok zapadającej nocy]  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...