Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

niedziela, 15 kwietnia 2018

501. #GRLPW PO SŁOWIAŃSKU


ELŻBIETA ŻUKOWSKA, KAROL KRL KALINOWSKI
„BORKA I SAMBOR T.1 POSTRZYŻYNY”
MUZEUM POCZĄTKÓW PAŃSTWA POLSKIEGO W GNIEŹNIE, GNIEZNO 2017

Jakiś czas temu moja dobra koleżanka robiła przegląd zgromadzonych przez lata zdjęć. Na swoim profilu na Facebooku wrzuciła fotografie figur Światowida, które stały przy wjeździe do mojego rodzinnego miasta. Łezka zakręciła mi się w oku i pomyślałam, że bardzo bym chciała, żeby wróciły tam, gdzie stały kiedyś. Dlaczego? Bo jeśli myślę o sobie jak o patriotce, to tylko w kontekście patriotyzmu słowiańskiego.
Słowianie oddawali cześć siłom przyrody. Rozumieli, jak ważna jest symbioza ludzi z naturą. Rozumieli, jak bardzo ludzkość jest od natury zależna. Czcili Matkę-Ziemię („Mokosz to dobra i mądra bogini domowego ogniska. Moja mama zawsze ją wzywa, gdy coś jej nie wychodzi i potrzebuje pomocy” [s.28]). Nie budowali świątyń – cześć bogom oddawano w najważniejszych i najbardziej wzniosłych miejscach – w lasach. Bardzo szanowali starszych – ich wiedzę, mądrość, doświadczenie.
I to wszystko mieści w sobie komiks Elżbiety Żukowskiej – literaturoznawczyni, która bada mity słowiańskie i KRL, który te mity doskonale przekłada na język komiksu. Ta dwójka stworzyła coś zupełnie niepowtarzalnego – komiks dla dzieci, osadzony w czasach Popiela i Piasta.
Wszyscy znają historię o myszach, co zjadły Popiela, ale mało kto zaglądał do „Kronik polskich” Galla Anonima, w których opisuje postrzyżyny synów obydwu panów. Podczas tej niesamowitej uroczystości, do Gniezna przybyli dwaj tajemniczy goście. Popiel odesłał ich, nie goszcząc wędrowców na uczcie. A Piast, odwrotnie, pokłonił się do ziemi dwóm starszym wędrowcom, zaprosił do swojego ubogiego stołu, podzielił się tym, co miał, choć jako ubogi oracz nie miał zbyt wiele. Co więcej w dłonie jednego z nich włożył nożyce i prosił, by uczynił mu ten zaszczyt i obciął włosy jego synowi.
Tak, o tym właśnie jest komiks duetu Żukowska i KaeReL. A że syn Piasta, Siemowit i syn Popiela musieli mieć jakichś przyjaciół, tym sposobem w komiksie o początkach państwa polskiego pojawia się Borka i Sambor. Poznajemy ich, gdy „dawno, dawno temu...” bosonodzy idą po lesie nad rzekę na ryby i rozmyślają, co podarować swojemu przyjacielowi Siemkowi w prezencie z okazji postrzyżyn. Borka proponuje jagody albo kwiaty, a Sambor nóż albo łuk. Z dyskusji wyrywa ich nagle płacz – to Kalina, siostra Siemka siedzi nad rzeką i płacze, bo młodzi Popielidzi napadli ją i zabrali jej drewnianego konika-zabawkę. Okazuje się, że nie tylko ona jest poszkodowana. Młodzi chuligani okradli więcej osób. Borka proponuje, że złowi Kalinie na pocieszenie złotą rybkę. Ale Sambor nie wierzy w złote rybki i zanurza wędkę w wodzie, by złowić taką do zjedzenia. Wierzy za to w Wodnika, Leszego i inne bóstwa i demony. Przez chwilę nawet to wodnik właśnie, pod postacią suma, buja się na końcu jego wędki. A już sekundę później Sambor musi ratować swojego przyjaciela Siemka, który przepływa obok, uczepiony wielkiej kłody. We czwórkę postanawiają pójść, odszukać Popielidów i odzyskać wszystkie skradzione przedmioty. A wymaga to wielkiej odwagi, bo młodzi Popielidzi są starsi i silniejsi...
Czytałam ten komiks już kilka razy i mogę śmiało powiedzieć „Lubię te historie!”, cytując hasło cyklu dla dzieci i młodzieży, który wdraża Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. Właśnie tak się powinno uczyć dziś historii! Z pomysłem, z pazurem, środkami, które mają szansę trafić do dzieciaków i nie tylko zainteresować, ale coś więcej – rozkochać w sobie! Wszystkie chwyty dozwolone, byleby tylko ocalić od zapomnienia!!! Ten chwyt to nie jest cios poniżej pasa, ale w samo serce. Ta kreska zostaje tam już na zawsze. No bo jak tu nie kochać KaeReLa? Jak nie piać z zachwytu nad tą prostą przecież fabułą? A jak teraz doczekać się na drugi tom? Owszem to nie jest komiks stricte historyczny, to komiks z elementami historii i raczej nie można uczyć się z niego do klasówki. Ale na pewno pobudza ciekawość. Ja sama sprawdzałam, co jest prawdą, a co zmyśleniem autorów. I dzięki temu od jednego do drugiego hasła, zwiedziłam sporą część internetu w poszukiwaniu informacji o słowiańskich bóstwach, o kulcie natury, o Piaście i Popielu (no i nie zapominajmy o Rzepisze, ukochanej żonie Piasta!), o tym, że podobno wiele, wiele lat temu, gdy synowie obydwu mieli postrzyżyny, w Gnieźnie naprawdę pojawili się pielgrzymi. Więc może Sambor i Borka też istnieli naprawdę?
Gdybym miała teraz wybrać sobie bohaterkę, w którą wcielam się podczas dziecięcych zabaw, to zdecydowanie byłaby to Borka. Jest inteligentna, sprytna, zwinna, odważna, potrafi rozmawiać ze zwierzętami, ma własną oswojoną mysz, przyjaźni się z bóstwami (Wodnik to jej najlepszy przyjaciel!) i wchodzi w układy z Leszym, demonem lasu. Czy to nie wzór godny do naśladowania? Czy to nie lepsza bohaterka niż jakaś tam księżniczka, która czeka na swojego księcia, a do tego nosi strasznie niewygodną sukienkę i czasem gubi pantofelek, a czasem zjada zatrute jabłko?
Oczywiście, że to pytanie jest retoryczne.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...