Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

piątek, 14 lipca 2017

431. STRONA 333

ÉVELYNE BRISOU-PELLEN
„LIAM I MAPA WIECZNOŚCI”
1 TOM CYKLU „DWÓR”
(TŁ. PRZEMYSŁAW SZCZUR)
WIDNOKRĄG, PIASECZNO 2017

Liam ma piętnaście lat. Liam chorował na raka. Liam już jest wyleczony. Ale po długiej, ciężkiej chorobie, która wyniszczyła jego organizm, potrzebuje rekonwalescencji. Dlatego rodzice wysyłają go do sanatorium. Oni też są zmęczeni, bo dzień i noc, na zmianę, czuwali przy jego łóżku. A pod opieką mieli jeszcze przecież młodszego brata Liama. Pewnie dlatego w podróż do sanatorium wysłali go samego. Zapakowali go do taksówki i z jedną walizką wysłali w świat. Liam troszeczkę się martwi, że będzie tam sam, ale z drugiej strony… ma już przecież piętnaście lat, prawda?
Taksówka wreszcie się zatrzymała. Na kompletnym odludziu! W środku lasu! Przed ogromnym, XV-wiecznym gmaszyskiem! Taksówkarz życzył mu „powodzenia” i odjechał. Przy drzwiach nie ma dzwonka, jest za to staromodna kołatka w kształcie lwiej łapy.
„'Bum, bum…' - usłyszałem potężny dźwięk, który wcale mnie nie uspokoił. Musiałem się opanować, żeby nie rzucić się do ucieczki.” [s.7]
Ale Liam nie ucieka. Otwiera mu dziwaczny majordomus i prowadzi do równie dziwacznego doktora Roya. Do doktora, który nawet go nie bada, nie zapisuje żadnych leków, pozwala jeść wszystko to, na co Liam ma ochotę i daje jedno jedyne zalecenie – nie dotykać innych pacjentów...
W sumie to nic dziwnego, bo wydaje się, że to sanatorium spełnia kilka funkcji, między innymi szpitala psychiatrycznego, bo są w nim osoby, które wydają się niespełna rozumu. O, jak choćby ten dziwaczny, lekko przerażający mężczyzna, który każe mówić do siebie per „Leonidas” i utrzymuje, że jest królem Sparty…
Wkrótce okazuje się, że zniknęła walizka Liama, a wraz z nią wszystkie ubrania na zmianę oraz telefon komórkowy i komputer, czyli cała łączność ze światem, bo… w tym dziwacznym dworze nie ma prądu! Wiadomo, że rekonwalescenci potrzebują ciszy, spokoju i odpoczynku, ale to już gruba przesada! I jeszcze te wszystkie dziwaczne rytuały, którym wszyscy kuracjusze poddają się bez mrugnięcia okiem, a których Liam zupełnie nie rozumie…
A w gabinecie doktora Roya Liam odkrywa dziwaczną interaktywną mapę… jak działa, skoro nie ma tu prądu? I dlaczego do tej pory rodzice Roya się z nim nie skontaktowali?
Wiele, wiele pytań. Od samego początku atmosfera niepokoju i niedowierzania. I chyba trochę zbyt dużo tego „dziwacznie”, jak na sanatorium… Czytelnik wraz z Liamem, staje się coraz bardziej podejrzliwy, węszy podstęp, szuka tropu, myszkuje tam, gdzie nie powinien. Ale to przecież nie jest zwyczajna sytuacja. To jakaś pułapka, z której nie wiadomo, jak wyjść. Tylko, że Liam jest zdeterminowany!
A ja, rozpalony do czerwoności czytelnik, chcę dowiedzieć się wraz z nim… Dlaczego ubrania kuracjuszy same się czyszczą? Dlaczego w ogrodzie raz jest komin a raz go nie ma? Dlaczego nie można schodzić do piwnicy? Dlaczego na śniadanie pojawia się zawsze tylko to, co się lubi najbardziej? I jak stąd wrócić do normalnego świata?
Książka ma 348 stron.
Na 149 czegoś zaczynam się domyślać, na 231 jestem coraz bliżej rozwiązania zagadki, na 333 dowiaduję się prawdy… 333 stron niepewności, dreszczy, nerwowego przerzucania kartek, poganiania w myślach bohaterów, marszczenia brwi, przysuwania książki bliżej oczu, żeby potwierdzić, że czytam dokładnie to, co jest napisane… a na końcu takie oto rozwiązanie?!?…

no, pani Évelyne Brisou-Pellen… Toś się Pani zabawiła moi m kosztem… no, no, no… I powiem tylko jedno: BRAWO! Podobała mi się ta zabawa! I chcę jeszcze! Bo ta jedynka na grzbiecie książki sugeruje, mam nadzieję, że będzie kontynuacja! Świetnie skonstruowana powieść przygodowa, która okazała się nie tylko mądra i trzymająca w napięciu, ale też… cholernie wzruszająca! Oj, pochlipało mi się w zaciśniętą w dłoni chusteczkę higieniczną, pochlipało...





1 komentarz:

  1. Świetna książka! Miałam podobne odczucia w trakcie lektury a teraz ja i mój 14 -latek czekamy na kontynuację :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...