Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 27 marca 2017

401. TROCHĘ STARSZY TYDZIEŃ PO RAZ PIĄTY CZYLI GDZIE WSZECHŚWIAT MA LEWĄ STRONĘ?

JANUSZ LEON WIŚNIEWSKI
„MARCELINKA RUSZA W KOSMOS. BAJKA TROCHĘ NAUKOWA”
TADAM, WARSZAWA 2017
ILUSTROWAŁA ANIA JAMRÓZ

Marcelinka na razie jest myślą. Powstała w głowie swojej mamy. A skoro już gdzieś powstała, to znaczy, że jest. Unosi się więc we Wszechświecie, który ludzie zwykle piszą wielką literą, przytłoczeni jego ogromem. Marcelinka czeka na to, aż będzie mogła pojawić się na Ziemi. I chce w tym Kosmosie znaleźć Najważniejsze. Teraz dryfuje gdzieś po lewej Wszechświata stronie i prowadzi naukowe dyskusje z Żywą Duszą, którą tam spotkała. Ta żywa dusza to Duszek, co ma dużo włosów na głowie, chodzi poczochrany, ale lubi, gdy go czesać, mruczy czasem z zadowolenia, cieszy się że spotkał Marcelinkę, bo przestało mu być nudno i umie odpowiedzieć na każe pytanie o Kosmosie, jakie tylko istnieje. No prawie.
Bo ta książka to wyjątkowe połączenie nauki, bajki i filozofii. A jak wiadomo, filozofia nie potrafi odpowiedzieć na wszystkie pytania („wiem, że nic nie wiem”), a w bajkach może się zdarzyć wszystko.
Wydaje mi się, że można tę „bajkę trochę naukową” interpretować na wiele sposobów. Nie do końca bowiem wiadomo, czy Marcelinka porusza się po tym Kosmosie, który badają naukowcy, po tym, który zmierzony, zważony, ten zdeptany stopą ludzką w kombinezon specjalny schronioną i łazikami, sondami, pojazdami kosmicznymi, czy to jakiś Kosmos-wyobrażenie, Kosmos-niebyt, Kosmos z wykrzykników, które przewijają się w ludzkiej mowie: „ale Kosmos!” to przecież coś nie ogarniętego myślą, zupełnie nie do pojęcia. Czy to miała być trochę lekcja astronomii, budowy Wszechświata, sprytnie ukryta w bajce o małej dziewczynce? Dużo tu czarnych dziur, fotonów, karłów, lat świetlnych i grawitacji, dużo podróży z prędkością światła i wyliczania, jak daleko Słońce jest od Ziemi i ile byśmy do niego jechali samochodem. Ale nie do końca w tej przestrzeni kosmicznej się odnajduję. Chwyciłam tylko tę myśl początkową, że mama sobie Marcelinkę wymyśliła, że ciągle właściwie ją stwarza w wyobraźni i dlatego ona już jest. Chwyciłam to, co znam, bo dobrze pamiętam, jak sama, głaszcząc ciążowy brzuch, swoją córkę we Wszechświat posyłałam. I piękno w tym znalazłam… Ale jeśli chodzi o te wszystkie mądre słowa jak Wielki Wybuch, cząsteczka i Osobliwość… szukam dość po omacku, wrzucona na tę lewą stronę Wszechświata, tuż obok Marcelinki, przycupnięta i niewidzialna, nie mogę zadawać pytań. Zazdroszczę dziewczynce, bo ona ma przynajmniej Duszka.
Marcelinka „pomyślała, że każdemu dziecku przydałby się taki Duszek, który wie prawie wszystko o Wszechświecie. Podczas układania jego włosów można by tak wiele się dowiedzieć i nawet trochę zrozumieć.” [s.29]
No nie tylko dziecku by się przydał! Mnie też, mnie dorosłej, która nie umie mnożyć lat świetlnych przez kilometry, która nie umie „emcekwadratować” i która nie wie w co zmienia się foton i kiedy… Pogubiłam się i właściwie zrozumiałą dla mnie było jedno – ciekawość, ogromna, niepohamowana ciekawość Marcelinki, ta dziecięca, ta naiwna, ta z głodem wiedzy, poupychanym między milionem pytań, które dziewczynka zadaje! Odpowiedzi już nie zawsze przyswajałam...
Janusz Leon Wiśniewski jest naukowcem - z wykształcenia jest fizykiem, ekonomistą, doktorem informatyki, a na dodatek doktorem habilitowanym chemii. Ma prawo gadać niezrozumiale, ma prawo przynudzać i usypiać studentów swoim ciepłym, wykładowym głosem. Nawet Marcelinkę znudził w pewnej chwili, wkładając w usta Duszka zbyt zawiły „kosmiczny” monolog: „czasami, szczerze mówiąc, Duszek przynudzał. Wtedy zamiast go słuchać, myślała o tym, co robi teraz mama na Ziemi.” [s.49] Ja odpływałam moimi myślami niesfornymi i nie-logicznymi, tymi niepoddającymi się naukom ścisłym w stronę ilustracji. Są oszałamiające! O-SZA-ŁA-MIA-JĄ-CE!Ania Jamróz absolutnie przyćmiła wielkie nazwisko autora, stłamsiła tekst swoimi pędzlami, kredkami i cienkopisami, sprawiła, że chłonęłam te obrazy i układałam w głowie własną historię.

A może to właśnie o to chodziło? O tę samodzielną po Kosmosie podróż? O poruszenie wyobraźnią i ujrzenie niewidzialnego??? O to, że to w końcu na Ziemi, w przestrzeni znanej i oswojonej jest to, co Najważniejsze?...











1 komentarz:

  1. Macałam na targach, ale to Ewka przede wszystkim kupowała, nie za bardzo się chciałam wtrącać. Tej książki nie brała pod uwagę z jednego prostego powodu - wielkość czcionki. Mała, malutka...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...