Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 14 marca 2017

394. KRÓLOWA

ASTRID LINDGREN
„PRZYGODY DZIECI Z ULICY AWANTURNIKÓW”
(TŁ. ANNA WĘGLEŃSKA - „DZIECI Z ULICY AWANTURNIKÓW”
TŁ. MARIA OLSZAŃSKA - „LOTTA Z ULICY AWANTURNIKÓW”)
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2017
ILUSTROWAŁA ILON WIKLAND

Nie chcę. Bronię się przed tym. Zapieram rękami i nogami. Pot spływa z czoła, a ja walczę. Stawiam wewnętrzny opór. Zagryzam wargi i gryzę palce. Stękam, jęczę i wyję.
...ale gdybym musiała, gdybym naprawdę musiała wybierać…
...gdyby ktoś kazał, nakazał, groził…
...to wskazałabym Astrid…
No bo nasze półki uginają się pod ciężarem papieru. Kilogramy książek stoją poupychane na regałach (i porozrzucane po całym domu), a my nie przestajemy kupować. A wydawcy nie przestają wydawać, autorzy pisać, a ilustratorzy ilustrować. Więc wybrać jedną książkę w tym przerażającym quizie o bezludnej wyspie – nie da rady! Tyle dobrych liter, poskładanych w dobre historie, tyle dobrych maźnięć pędzlem, czy ołówkiem, które je ilustrują…
...ale gdyby już naprawdę, gdyby nie było innego wyjścia, gdybym wisiała nad przepaścią…
...to wskazałabym Astrid…
Dlaczego?
Bo szanowała dzieci. Bo dawała im prawo do śmiechu, błędów, złości, samodzielności i poczucia humoru. Bo pisała dla wszystkich dzieci – dla starszych Ronję i braci Lwie Serce, dla młodszych Dzieci z Bullerbyn i Emila, a dla absolutnie każdego stworzyła Pippi Pończoszankę. Bo jej książki są pełne ciepła i humoru. Bo jej książki są o rzeczach zwykłych. Bo jej książki są o rzeczach najważniejszych.
Bo jak nikt inny potrafiła stać się kilkuletnią dziewczynką i opowiadać o sobie, swoim starszym braciszku Jonasie i czteroletniej Lotcie, która „mówi prawie przekleństwa”, czasami ma „echowy dzień”, a od czasu do czasu bywa niewolnikiem…
„Tatuś mówi, że w naszym domu było całkiem spokojnie, zanim pojawiły się dzieci. (…) Mieszamy w żółtym domu przy małej uliczce, która nazywa się ulicą Garncarzy.
- Może kiedyś, dawno temu, mieszkali tu ludzie, którzy robili garnki, ale teraz mieszkają tu tacy, co robią tylko awantury – mówi tatuś.” [s.5-6]
I stąd ulica Awanturników.
A ileż na tej ulicy śmiechów, ile chichów! Większość z nich to sprawka małej Lotty. Lotta jest zadziorna, jest niesforna, pomysłowa, rezolutna, zawsze, ale to zawsze mówi dokładnie to, co akurat myśli, czasem przeklina („fuj, faraon!”), ma własne zdanie, małego niedźwiedzia świnkowego Niśka, którego w dawnych czasach uszyła mama i który chodzi z nią teraz wszędzie, ma dwójkę starszego rodzeństwa, które czasem nie chce się z nią bawić i ma dobre serce oraz zwariowane pomysły. Na przykład taki, żeby w deszczu stanąć na kupie gnoju, bo od tego się rośnie, a ona chciałaby już być taka jak Jonas i Mia Maria. Albo taki, żeby powiesić naleśniki na drzewie i udawać, że to liście. Albo taki, żeby nie wziąć syropu na kaszel, bo nie. Albo taki, żeby wyprowadzić się z domu – przecież nikt jej tam nie kocha i nie potrzebuje! Jak to nikt? Lotto, bez ciebie dom na ulicy Awanturników nie byłby taki sam! Bez ciebie Jonas i Mia Maria nie mieliby kogo leczyć, gdy bawią się w doktora i nie mieliby kogo chronić, gdy bawią się w anioły! Bez ciebie swetry cioci Berg nigdy nie byłyby poprute, a podłoga w kuchni nigdy nie byłaby zalana! Bez ciebie ulica Awanturników nie byłaby już ulicą Awanturników! Co najwyżej może Leciutko Zabawną… I na pewno Dużo Nudniejszą!
Przygody Lotty znamy na wyrywki i mimo wielkiego szacunku, jakim darzymy książki, zaczytały się trochę nasze wydania w miękkiej oprawie. Dlatego tak się ucieszyłam, że Nasza Księgarnia wznowiła po latach wydanie zbiorcze dwóch tomów („Dzieci z ulicy Awanturników” i „Lotta z ulicy Awanturników”) w jednej książce, w twardej oprawie, z kolorowymi ilustracjami. Zadziwiające są te ilustracje – wszystkie: czarno-białe z wydań miękkich i te kolorowe, stworzyła Ilon Wikland. A na każdych Lotta wygląda zupełnie inaczej! Nie mniej jednak, kocham je wszystkie! I nie wyobrażam sobie dzieciństwa (i dorosłości!) bez wizyt na ulicy Awanturników!

Zatem Królowo Astrid, tak, jestem Twoją poddaną, składam Ci hołd, cześć i wszystkie te inne historie i dzięki Tobie, wciąż jestem dzieckiem. I jeśli już musiałabym wybierać to tak, Ty i tylko Ty.























1 komentarz:

  1. Piękny tekst! I podpisuję się pod każdym słowem, bo Astrid jest również moją ukochaną pisarką (już o uginających się półkach nie wspomnę). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...