Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 14 marca 2017

395.CZY MNIE WIDAĆ?

MICHELLE CUEVAS
„WYZNANIA ZMYŚLONEGO PRZYJACIELA. WSPOMNIENIA JACQUES'A PAPIERA”
(TŁ. ANNA NOWAK)
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2017
ILUSTROWAŁA AUTORKA

„Moja rodzina pracuje w branży wyobraźni” - wyznaje Jacques Papier. Robią marionetki. „Marionetek potrzebują samotni ludzie, którzy nie mają z kim gadać” - stwierdza Fleur, jego siostra bliźniaczka.
Dobrze, że Fleur i Jacques'owi to nie grozi. Mają siebie. Od zawsze i na zawsze. Dobrze jest mieć taką siostrę jak Fleur. Zna każdą myśl swojego brata, wie, co chce jeść, w co się bawić, co myśli, co czuje. Często mówi za niego, ale Jacques'owi to nie przeszkadza – przecież zawsze trafia w punkt! Nic dziwnego, w końcu są rodzeństwem, urodzeni jednocześnie, czują więź silniejszą, niż inni. Dobrze, że jest Fleur, bo Jacques nie miałby z kim rozmawiać. Nikt inny go nie zauważa, ignorują go nauczyciele, kierowca autobusu, ekspedientka w sklepie, czasem nawet tata i mama, choć Jacques wie, że kochają go równie mocno, jak córkę. Nie znosi go ich jamnik, ale ośmioletnie szczekanie – Francoise zaczął szczekać na chłopca, gdy tylko się poznali i nigdy nie przestał – to i tak lepsze, niż fakt, że nauczycielka nie zauważa jego uniesionej dłoni, gdy zgłasza się do odpowiedzi, a jakiś chłopak ze starszej klasy niemal usiadł na nim podczas obiadu. Czyżby Jacques był niewidzialny?
Pewnego dnia dociera do niego straszna prawda – Fleur coś przed nim ukrywa! Ma przyjaciela na niby! I wcale mu o tym nie powiedziała! Choć znaczą dla siebie najwięcej, choć są siebie najbliżej, choć do tej pory byli dla siebie najważniejsi…
Ale to tylko pierwsza cegiełka, wyciągnięta ze stabilnej konstrukcji świata Jacquesa. Po niej idą następne i następne. I w końcu burzy się wszystko to, co można nazwać poczuciem bezpieczeństwa. To Jacques jest zmyślonym przyjacielem! Człowiekiem na niby! Chłopcem, którego nie ma! Niewidzialną marionetką, którą wymyśliła Fleur!
Wzruszająca historia o tym, co siedzi w samym środku! To parafraza słynnego „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”, dowód na to, że liczy się to kim jesteś, a nie to, jak wyglądasz (lub czy w ogóle wyglądasz). Michelle Cuevas świetnie to sobie wymyśliła: żeby udowodnić swoją tezę zabrała bohaterowi ciało. I co? Czy to znaczy, że przestał istnieć, skoro istnieją jego myśli, wyobraźnia, pragnienia, marzenia, uczucia, sny?
Nie widać mnie, ale to nie znaczy, że mnie nie ma! - mógłby krzyknąć Jacques. Musi tylko udowodnić to przede wszystkim sobie. To zupełnie tak, jak każdy człowiek. Nawet ten najpewniejszy siebie musi co jakiś czas przypominać sobie, że jest, istnieje, żyje, bo myśli, czuje, przeżywa. A jeśli taki człowiek ma lat kilkanaście, jeśli ma niezliczone kompleksy i ani krzty wiary w siebie, to pewnie czasem czuje się dokładnie jak Jacques, w chwili, gdy odkrył prawdę – nie ma mnie, nie jestem potrzebny, nie istnieję naprawdę, nikt mnie nie zauważa…
Mogę tylko zapewnić, że Jacques odnajduje siebie w najodpowiedniejszym miejscu, dokładnie tam, gdzie być powinien, tam, gdzie jest jego miejsce. Te początkowe słowa o marionetkach i o tym, że są potrzebne samotnym ludziom, powracają echem. I w gruncie rzeczy pięknie naprowadzają na sens tej powieści. Skoro Jacques został wymyślony, czyż nie takie było jego przeznaczenie? Przecież Fleur mogła wymyślić każdego z wielkiego katalogu wymyślonych przyjaciół, choćby Śledziosmoka. Ale to był Jacques, akurat on. Czy już samo to, nie czyni go prawdziwym?

Pięknie napisana, mądra książka, zupełnie niepozorna, ale szkoda byłoby jej nie zauważyć – niech nie będzie niewidzialna!  








1 komentarz:

  1. W tej książce kapitalne jest to, że można ją odczytać w tak różny sposób i na tak wielu różnych poziomach. Mnie bardzo nostalgicznie nastroiła ta lektura, mimo że dużo w niej humoru i dowcipnych dialogów. Podążyłam myślami do dzieciństwa i wszystkich wymyślanych światów, które dawały mi schronienie przed rozczarowaniami. Dla mnie ta książka ma też bardzo wyraźny charakter historii coming-of-age (pisałam o tym tutaj: http://kulturaliberalna.pl/2017/02/14/paulina-zaborek-o-wyznaniach-zmyslonego-przyjaciela-kl-dzieciom/) i rodzaj elegii dla utraconego dzieciństwa. Gdy czytałam książkę, cały czas kołatał mi się po głowie, nie wiem dlaczego, wiersz Donalda Justice "Przyjaciołom zmarłym w dzieciństwie":

    Nie ujrzymy, jak w niebie zapuszczają brody,
    Jak się opalają wśród łysych piekielników;
    Najwyżej o zmroku na odludnym boisku
    Staną kołem, albo może połączą dłonie
    W zabawie, której nazwa już nic nam nie powie.
    Pójdź, pamięci, odnajdźmy ich tam, pośród cieni.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...