Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 4 lutego 2014

158. POCIĄG STOP!

LUCIE LOMOVÁ
DZICY”
(TŁ. MICHAŁ SŁOMKA)
CENTRALA, POZNAŃ 2012
ILUSTROWAŁA LUCIE LOMOVÁ

[Centrala – bo komiksy nie muszą być głupie!]

Zima 1908 roku. Po tej stronie świata, w Europie, w Pradze pojawia się Alberto Vojtěch Frič. Wraca z dalekiej podróży – jest biologiem, botanikiem, podróżnikiem, który zapuszcza się w dzikie rejony świata i życie sprowadza do mikroskopowego szkiełka. Z odległego Paragwaju nie wraca sam – ze statku wysiadają we dwóch – on, przystojny, dystyngowany, dobrze ubrany Europejczyk. I ten drugi, który w eleganckiej białej koszuli wygląda jak przebieraniec, jego długie, gęste czarne włosy lśnią w słońcu i nie potrafi poruszać się po ulicach. To Indianin – Czerwiusz. Jego plemię zostało daleko, wydaje się, że za siedmioma górami, lasami, morzami i tak jakby za siedmioma życiami. Jego plemię powoli znika, bo rozpanoszyła się w nim choroba – taka, której Alberto nie rozpoznał, nawet zamykając między dwoma szkiełkami i powiększając milionkrotnie. Uznał, że jedyną nadzieją na przeżycie, jest zabrać jednego odważnego mężczyznę i pomóc mu w bardziej cywilizowanym kraju.
Ta historia poruszyła mnie do głębi – okładka komiksu mówi wszystko. Czerwiusz, chcąc ratować swoje plemię, sam musi siebie zatracić. Połyka go Europa i choć walczy, początkowo zaciekle, potem kapituluje. Nagi staje przed biała koszulą i melonikiem, nagi w nie wchodzi, bo taka jest konwencja. Na salonach, na których musi bywać, żeby uzyskać pomoc, nikt nie spodziewa się dzikusa w pióropuszu, z bosymi stopami i futrem wokół bioder. Ekscytacja ze spotkania z dzikim też musi mieć swoje ramy – żeby móc później opowiadać znajomym, że stało się oko w oko z prymitywnym człowiekiem, trzeba najpierw go ubrać – na salony tylko w krawacie. Jeśli słuchać o polowaniu – tylko w spodniach i muszce. W całej Pradze jest jedna jedyna osoba, która rozumie się z Czerwiuszem. I nie jest to Alberto. Przy całym szacunku i podziwie dla jego pracy, miałam ochotę nawrzeszczeć na niego. On też, wracając do kraju, wchodzi w rolę – to opiekun dzikiego, zarzeka się, że nie jest jego panem, ale wydaje rozkazy. Mianuje się przyjacielem Indian, a nie chce przyjaciela słuchać. Od momentu przekroczenia granicy, nie potrafi patrzeć na Czerwiusza w taki sam sposób jak w środku dżungli – zawstydza go, mierzi, wyprowadza z równowagi. A przecież Czerwiusz jest tylko sobą, dokładnie takim samym jak przed podróżą – w jego żyłach płynie inna historia, inne zwyczaje – nie widział nigdy śniegu, jeśli ktoś daje mu pieniądze za śpiewy na ulicy, to bierze, nie zastanawiając się nad tym, czy to żebry, łatwiej jest mu chwycić w dłoń sztukę mięsa, niż kroić je nożem i podtrzymywać widelcem. Jest dziki, w samym środku swojego jestestwa, a Alberto chce go ujarzmić – dokładnie tak samo, jak cała reszta. Różnica jest taka, że za jego dyscypliną stoją szlachetne pobudki. Ta osoba, która z Czerwiuszem umie rozmawiać, to mała dziewczynka z biednej dzielnicy – wzruszające, gdy się poznają i okazuje się, że coś ich łączy – i Czerwiusz i Vendulka miewają wszy...
Ta historia zdarzyła się naprawdę. Czerwiusz istniał i odwiedził Pragę, Alberto był młodym zapaleńcem, który te Pragę przed nim otworzył. Ale sprawił też, że Czerwiusz się zmienił – stał się człowiekiem pomiędzy – ani Europejczyk, ani ten dziki. Jak na Europejczyka, wie za mało, nie wspominając o kolorze skóry, który stawia go schodek niżej we wszystkich europejskich rezydencjach – jest tam ciekawostką, hitem jednego sezonu, nikt nie traktuje go, jak równego sobie. Ale nie jest już także dziki do ostatniej kostki w swoim ciele. Zobaczył za dużo – samoloty, zamarznięte jezioro, sztućce i pociągi i nic nie mogło już sprawić, że z siatkówki oka znikną te obrazy. A w gęstej, dusznej dżungli pociąg nie ma prawa jeździć – nawet, jeśli torami są wyłącznie słowa. Czerwiusz wyklęty – chciał tylko uratować swoich bliskich, a okazało się, że musiał w zamian oddać siebie.









1 % od ceny okładkowej komiksu jest przeznaczony dla czeskiego Stowarzyszenia CHECOMACOCO, która wspiera programy pomocy dla Indian z plemienia Czamakoko (hiszp. Chamacoco).

A komiks do kupienia w autoryzowanym sklepie Centrali PictureBook.pl
[Dziękujemy Centrali, że uznała nas za mądrą mamę i córkę i podzieliła się swoim centrum świata]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...