Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 8 listopada 2016

359. DOM ODPOCZYWA OD ZGIEŁKU DNIA CODZIENNEGO



RĂMONA BADESCU
POMELO PODRÓŻUJE”
(TŁ. KATARZYNA SKALSKA)
ZAKAMARKI, POZNAŃ 2016
ILUSTROWAŁ BENJAMIN CHAUD

Kocham mój Dom. Wgłębienie w kanapie, które idealnie pasuje do mojego czytającego ciała. Niskie łóżko. Niedociągnięcia niewprawnego pędzla na ścianie. Czarno-białe zdjęcia w przedpokoju. Półkę na kasze, zioła i wina w kuchni. Książki wszędzie. Znam każdy centymetr desek na podłodze. Zrosłam się z nim i gdybym musiała się stąd wyprowadzić, to na pewno zostałby tu kawałek mnie – naskórek, kilka tysięcy włosów i kawałek serca. Pomimo tej miłości lubię go czasem opuścić. A może nie pomimo, może właśnie dlatego, że go kocham. Lubię zamknąć go na wszystkie trzy zamki, zakręcić mu wodę i gaz i zniknąć. Żeby odpocząć od znajomości jego topografii i niedoskonałości (czwarte piętro bez widy). Żeby i on odpoczął od gwaru naszych rozmów i leniwego niesprzątania w każdą sobotę. Żeby zarastał sobie kurzem i nieodczytanymi listami. Po to właśnie ktoś wymyślił podróżowanie.
Poprzednim razem Pomelo stanął na skraju ogrodu. I zrobił krok w nieznane. Teraz już tu jest, w tym nieznanym. Ma nowy dmuchawiec, który trochę kłuje i jest zielony. Pomelo zwiedza, poznaje, sprawdza, uczy się. Podróż do mieszkania gospodarza, a później na kartoflisko, okazuje się podróżą życia, gdy Pomelo odkrywa nowe języki, nowe światy, nowe zwyczaje, nowe smaki. Zupełnie tak, jak gdyby pojechał na wycieczkę do Chin. Dla mieszkańców domu czajnik z herbatą, ludzik lego albo brudna skarpetka jest oczywistością. Jest nią tak bardzo, że nie zwracają na to uwagi. Przechodzą obok, przechodzą mimo, nie poświęcając im nawet spojrzenia. Dla Pomelo to inny świat! Zwiedza babkę posypaną cukrem pudrem, jak zwiedza się góry, zwiedza dywan, jak zwiedza się wydmy z piasku. Zwiedza pokój dziecięcy, jak zwiedza się zoo. A później pchnięty jakimś nieuświadomionym uderzeniem tęsknoty, ląduje w skrzynce z jabłkami. Stamtąd wyboistą drogą zmierza na kartoflisko. I nagle to on jest czymś na kształt słonia, tak jak ziemniak był zawsze czymś na kształt kartofla. To Pomelo teraz jest obcy, to jego nie rozumieją, doskonale porozumiewając się między sobą. To właśnie Pomelo odkrywa w podróży – inność. Że to, co obce i nieznajome, może być fascynujące. Że istnieje świat poza dmuchawcem, który można pokochać równie mocno. A przynajmniej zatracić się w nim – choć na chwilę.

Ale najpiękniejsze w podróżowaniu są też powroty. Gdy na nowo sadowisz się w swoim kanapowym wgłębieniu i jeszcze nie dostrzegasz żadnych mankamentów – widzisz tylko swój dom, który na chwilę przestał pachnieć tobą. Czy Pomelo wróci pod swój dmuchawiec? Na razie zasypia pod udawanym dmuchawcem, ucząc się trudnego języka kartofli i odkrywając w sobie pierwiastek kartoflany. Na razie sza, na razie fla-fla-fli...

[Pomelo widziany przez obiektyw Majki]








[Pomelo widziany przez mój obiektyw]













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...