Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 14 listopada 2016

361. „...ZA TWOIM PRZYRODEM”

PAPCIO CHMIEL
„TYTUS, ROMEK I A'TOMEK POZNAJĄ HISTORIĘ HYMNU POLSKI Z WYOBRAŹNI PAPCIA CHMIELA NARYSOWANI”
PRÓSZYŃSKI I S-KA, WARSZAWA 2016

Wchodzę do domu. Gdy tylko przekraczam próg, dobiega mnie znajoma melodia: „Marsz, marsz Dąbrowski, z ziemi włoskiej do Polski, za Twoim PRZYRODEM, złączym się z narodem”… Wchodzę do kuchni, dźwięki odbijają się od kuchennych szafek, rondli, kubków, rezonują w cienkim szkle kieliszków… „To hymn!” - rzuca Majka tonem wyjaśnienia i śpiewa dalej, machając niedosięgającymi podłogi nogami. Hymn zagryza kęsem chleba, popija zupą z łyżki. A ja w całej swojej anty-patriotyczności, czuję dumę. W końcu to nasz hymn, pieśń, co niesie w sobie wieki, ta piosenka, co się ją śpiewa podczas mistrzostw świata... „Mazurek Dąbrowskiego”! Ale kto to właściwie ten Dąbrowski? To on to napisał? I o co właściwie chodzi z tym „z ziemi włoskiej...”? Krótka lekcja historii wygląda tak – był sobie Józef Wybicki – poeta, dramatopisarz, kompozytor. Miał dobrego kumpla Jana Henryka Dąbrowskiego. W lipcu 1797 pojechali sobie do Włoch, tworzyć tam Legiony Polskie, które miały walczyć w kampaniach Napoleona Bonaparte. Dlaczego – ech, długa to historia i zawiła. Dość powiedzieć, że chodziło tak naprawdę o Polskę, Polaków i ich wolność. I tam, natchniony Wybicki skreślił sobie między 16 a 19 lipca taką oto piosenkę, która teraz Polacy wyśpiewują przy różnych mniej lub bardziej podniosłych okazjach. I wtedy też ją śpiewali. Z zacięciem i zapałem. Gdy już Wybicki wrócił do domu, a Dąbrowski jeszcze został w Bolonii, to pisał do przyjaciela: "Żołnierze do Twojej pieśni nabierają coraz więcej gustu i my ją sobie często nuciemy z winnym szacunkiem dla autora". A kto stworzył muzykę – nie wiadomo. Jedna z teorii jest taka, że sam Wybicki – posklejał wszystkie znane sobie melodie i wyszło. Ale na pewno to nie wie już nikt. Tak, czy owak – jest mazurek. Tak, czy owak, nikt go raczej nie tańczy, ale śpiewa z łezką w oku, z bijącym sercem i z niezrozumieniem zapewne w większości wypadków. Bo o co tak naprawdę chodzi? Jakie „Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę”, jakie „Za twoim przewodem”, jakie „Wrócim się przez morze”?
Tego właśnie próbują się dowiedzieć Tytus, Romek i A'Tomek w kolejnym albumie z historycznym tłem (Papcio Chmiel, twórca komiksu, harcerz, powstaniec warszawski i patriota, popełnił bowiem już kilka takowych – umieścił ich w bitwie warszawskiej albo jako rycerzy Bolesława Krzywoustego). Chłopaki, po różnych perypetiach, które zaczynają się jeszcze w 1794 roku, trafiają do Wybickiego, który właśnie zamierza napisać jakąś piosenkę ku pokrzepieniu żołnierskich serc. Wszyscy zgodnie ustalają, że muszą poszukać w historii takich miejsc, gdzie Polska była wolna, dumna, gdzie ktoś jej bronił, wyzwalał, gdzie polskiemu wojsku się udawało. A'Tomek przypomina, że mają aparacik profesora Talenta z księgi VIII, do przenoszenia w historii i że z chęcią poszukają w przeszłości odpowiednich miejsc. Zaczyna się wędrówka przez polską historię – rok 1658, rok 1805, rok 1803… A to Warszawa, a to Dania,a to Santo Domingo. Wzdłuż, wszerz i na okrętkę, tylko po to, by wyłuskać mocny, ważny i pokrzepiający tekst. I jest nawet ta Baśka, co to jej w czwartej zwrotce zapłakany ojciec mówi „Słuchaj jeno, pono nasi biją w tarabany.” Była Basia! W hymnie ma 15 lat, mieszkała w Śmiglu i na nazwisko miała Chłapowska. A potem, w 1806 roku poznała Dąbrowskiego i rok później za niego wyszła. Tak się wzruszyła, że nasi i że te tarabany… Wszystko Papcio Chmiel narysował. W pięknej, dużej księdze. Z właściwym sobie humorem, z niezaprzeczalnym wdziękiem.

W przyszłym roku minie 220 lat, odkąd powstał hymn. I założę się, że kolejne pokolenia Polaków, które śpiewają hymn wyprostowani, na baczność, z rękoma wzdłuż lampasów spodni, nie mają pojęcia, o czym śpiewają. Zupełnie jak ci, co zapijają hymn zupą pomidorową. Albo może nawet mniej, bo ci od zupy, ucząc się, zadają pytania i chcą wiedzieć. Założę się, że wielu państwowych oficjeli nie ma pojęcia, dlaczego w Polskim hymnie pojawia się Bonaparte! I co to za przewód, za którym mamy iść?! (przyrodę jeszcze można zrozumieć…). Papcio Chmiel ze swoją ferajną podchodzi do sprawy bardzo praktycznie chwaląc melodię i jednocześnie zastanawiając się nad przestarzałym nieco tekstem i nieśmiało sugerując jego uwspółcześnienie. „Ale co poradzić, historia, zabytek, choć z usterkami, ma swoje prawa.”. Nie pozostaje więc nic innego, jak po prostu wyjaśniać. Więc co? „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my pytamy”...  











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...