Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

piątek, 4 listopada 2016

357. MIERZALNOŚĆ CZASU

„Ile to jest dziesięć minut?” - pyta, gdy obiecuję, ze za dziesięć minut poczytamy.
Jak wyjaśnić tę rozciągliwość chwil? Jak pokazać dłońmi stąd-dotąd? Idzie i liczy od jednego do dziesięciu, nie zostawiając niemal przerw na oddech, a ja nie umiem wytłumaczyć, że to nawet nie dziesięć sekund, bo sekundy liczy się przecież inaczej: one Missisipi, two Missisipi, three Missisipi…
Zakładam jej na rękę nowy zegarek. Trochę zsuwa się z przegubu dłoni, jakby czas był jeszcze za dużym dla niej pojęciem. Patrzy na niego i mówi coś w rodzaju: „Wiem, która godzina! Jest trzy litry po trzeciej!”.
Pamiętam eksperyment z jakiegoś pracowniczego szkolenia, gdy miałam zamknąć oczy i otworzyć je wtedy, gdy minie minuta. Dłużyło się to niemiłosiernie. Czekałam, starałam się odliczać i wciąż miałam wrażenie, że już wszyscy te oczy otworzyli, bo przecież chyba z dziesięć minut minęło, a nie jedna… Nikt nie trafił. Czas się rozciągnął jak wymemłana guma do żucia. Jak tę policzalność minut pokazać Dziecku? Jak rzucić w nią jedną minutą tak, żeby złapała? Jak unaocznić mijanie i oczekiwanie?


GRZEGORZ KASDEPKE
„WCZORAJ, DZISIAJ, JUTRO”
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2016
ILUSTROWAŁA DIANA KARPOWICZ

Była raz sobie pewna dziewczynka, która nie lubiła sprzątać. Za to lubiła się bawić. A do zabawy potrzebne jej było naraz całe mnóstwo rzeczy. I klocki, i samochód, i kredki, i klej, i książka… A wszystko na jednej małej podłodze dziecięcego pokoju. „Jutro posprzątam!” - obiecuje sobie i mamie tuż przed pójściem spać. Tylko kiedy będzie Jutro? Gdy budzi się następnego dnia, wciąż jest Dzisiaj. Mama coś mówi o jakimś Wczoraj, przypomina i wypomina, powołując się na obietnice, ale nawet, gdy mocno obejrzeć się za siebie, to Wczoraj nie ma – zniknęło! Nie może się cofnąć i nie można zrobić kroku naprzód. Dziewczynka czatuje na Jutro, ale powieki są zbyt ciężkie, sen przerywa wyczekiwanie, a dnia następnego – to znów Dziś. Wciąż tkwi się w Dzisiaj, rześkim i odświeżonym każdego dnia na nowo. Dzisiaj jest cierpliwe i żółto-pomarańczowe. A Wczoraj jest fioletowym samolubem, który wszystko zrzuca na biedne Dzisiaj. A jakie jest Jutro? „Szare i przygarbione. Na plecach dźwiga wiele paczek – ale wcale nie z prezentami! W niektórych niesie to, co miałam zrobić dzisiaj, w innych to, co miałam zrobić wczoraj, a w paru nawet to, co miałam zrobić przedwczoraj” (ach, to słynne przepisywanie w kalendarzu na dzień następny, na dzień następny, na dzień następny…!).
To zabawna historyjka, która ma uzmysłowić Dzieciom, jak to jest z tym czasem. Nie wiem, czy nie jest zbyt zagmatwana, czy nie za dużo tu tych Wczoraj i Dzisiaj, czy nie mylą się wszelkie Jutro i Przedwczoraj. Na pewno można zrobić z tego piękny wykres liniowy: wczoraj - nieposprzątane zabawki, dzisiaj - podkuwka na twarzy rodziców, jutro – obiecuję poprawę. Samo życie! Ja upatruję w tej książce pochwały dnia dzisiejszego. Tego, żeby nie zapominać, że Wczoraj już sobie poszło, cichcem i chyłkiem, a Jutro jest tak daleko, że jeszcze nie przekroczyło linii horyzontu. Że trzeba umieć odnaleźć siebie w Dzisiaj. To jedyny dzień, jaki mamy…







ISABEL MINHÓS MARTINS
„CZAS CZARODZIEJ”
BABRYBA, WARSZAWA 2016
ILUSTROWAŁA MADALENA MATOSO

Pełen zachwyt! Wczoraj, dziś i jestem pewna, że jutro nic się nie zmieni! Namacalnie przedstawiony upływ czasu. Poetycko i z wyczuciem. Skąd właściwie wiadomo, że czas mija? Skąd wiadomo, że nie jesteśmy wciąż i wciąż w tej samej sekundzie istnienia świata? A no stąd, że dziecko staje się coraz wyższe, a ołówek coraz krótszy. Że chleb czerstwieje, a ziemniaki kiełkują. Że wyrastamy z ubrań, a nieprzycinana grzywka wpada do oczu. Że to, co trudne, stanie się łatwe. Czas jest czarodziejem. Nie ma różdżki – ma minuty. Nie tylko leczy rany. Uczy. Doskonali. Rozwija. Ale też niszczy, psuje, unicestwia. Zdawałoby się, że Czas jest czarodziejem tyleż dobrym i czułym, co okrutnym. Ale jest przede wszystkim czarodziejem mądrym. Nie pozwala na wieczność, bo nikt i nic nie zniósłby wieczności. Dlatego świat, wszelkie istoty na tym świecie, podlegają Czasowi, a więc nieustannym transformacjom i przeobrażeniem. To piękne, choć czasem bardzo smutne. Jestem pełna podziwu dla autorki za to, że wyłapała czas tam, gdzie jego upływ nie jest oczywisty. W cebulce, która podsmażana zmienia kolor. We wzroku, który przyzwyczaja się do ciemności. W tym, że „słodka woda z czasem spotka się z wodą słoną”. Każda strona to wiersz – nie tylko wiersz napisany, ale namalowany. Uchwycić przemijalność czasu w kolorowych, wesołych obrazkach, zamknąć tej przemijalności kwintesencję w słowno-obrazowym mariażu i jeszcze przedstawić to wszystko tak, żeby było zrozumiałe dla dzieci – chapeau bas! Podoba mi się też wydźwięk tej książki. Cokolwiek się dzieje, jakkolwiek szybko czas mija, jakkolwiek szybko rośniemy i dosięgamy najwyższej półki w domu, ilekolwiek kilogramów owoców zgniło w naszej kuchni, najważniejsi są ludzie, nasi bliscy. „Zawsze będą przy nas!” - ja wiem, że może nie dosłownie, bo nie mam już ani jednej Babci, ani jednego dziadka, bo rozeszły się w świat Przyjaciółki, które miały być na zawsze… Ale to także wiersz o tym, żeby pielęgnować kontakty międzyludzkie, nie zapominać o telefonie do cioci, przesłać list do koleżanki z daleka, jechać w odwiedziny do kuzynki, pojawić się na urodzinach przyjaciela… Wszystko przemija, oprócz miłości. Miłość nie kurczy się i nie ma zmarszczek. Nie nudzi się i nie pleśnieje. Tylko ona jest ponad Czasem…









PETER GOES
„RZEKA CZASU. PODRÓŻ PRZEZ HISTORIĘ ŚWIATA”
(TŁ. IWONA MĄCZKA)
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2016
ILUSTROWAŁ PETER GOES

Last, but absolutely not least..

Około 13,7 miliardów lat temu, miał miejsce Wielki Wybuch. Narodził się wtedy nie tylko Świat, ale też Materia i Czas. Dzieje tego Świata, jego zmienność, jego rozwój, belgijski grafik pokazał jako rzekę. Łowi fragmenty, maleńkie kamyczki, wyciąga z tej rzeki, układa w fantastyczną, nieprawdopodobna wręcz mozaikę! To nie tylko książka zachwycająca, zapierająca dech w piersiach rozmiarami, grafikami, delikatnymi, przygaszonymi kolorami. To zupełnie nowatorski sposób patrzenia na upływający czas i znaczące wydarzenia, które kształtują i zmieniają świat. Rzeka to pęd, wir, ciągły ruch… Taka jest ta książka – wypełniona po brzegi datami, historiami, następstwem czasu. Można się w niej zanurzać bez końca. Co chwilę znajdzie się coś nowego, coś innego, coś co fascynuje, zastanawia, szokuje. To historia potraktowana tyleż całościowo, co hasłowo. Na tym wielkim rozlewisku autor zaznacza tylko wielkie wydarzenia w dziejach świata i ludzkości. Życie ziemskie, które zaczęło się od stromatolitów. Dinozaury. Lucy. Pierwsze ludzkie osady. Mezopotamia. Bizancjum. Grecja. Wyprawy krzyżowe. Im bliżej końca tej książki, tym szybszy tej rzeki nurt! Człowiek niemal całkowicie zawładnął już światem. Jest niepowstrzymany i zmienia rzeczywistość pod własne dyktando. Goes traktuje historię w swoim albumie hasłowo, kompozycyjnie. Wybiera, selekcjonuje, a potem zaznacza, muska jedynie. Po to, by dać całościowy obraz. Ale te hasła wystarczą, by się zakotwiczyć, na chwilę przystanąć, drążyć, sprawdzić, zbadać, pójść tropem. To takie konary, wystające z dna rzeki, żeby przycupnąć i sprawdzić jak to było. Na przykład konar podczas I wojny światowej: iperyt. W latach dwudziestych Al Capone. W trzydziestych Jesse Owens. Podczas drugiej wojny światowej oczywiście Hitler. Tym konarem może być zarówno zjawisko (jak popularyzacja paperbacków w latach pięćdziesiątych), postać (jak Neil Armstrong), jak i konkretne wydarzenie historyczne (jak afera Watergate). Są tu hasła dotyczące kultury (powstanie punk rocka czy pierwszy albym AC/DC), historyczne (konflikt między plemionami Tutsi i Hutu w Rwandzie) ale też dotyczące życia codziennego, rozrywki (1989 – powstanie konsoli, na której można było zagrać w Tetris). Goes od wielkiego wybuchu doszedł do 2015 roku i do „Je suis Charlie”. To ogrom pracy badawczej, ogrom pracy selektywnej, ale też ogrom pracy graficznej. Bo jak Facebooka połączyć z Arabską Wiosną, atakiem Stanów Zjednoczonych na Irak i Banksym tak, żeby było zrozumiałe, zgodne z historyczną prawdą i do tego tak piękne? W pas się kłaniam temu panu i głowę zanurzam w jego rzece, wstrzymując oddech od pierwszej do ostatniej strony. Kąpać się niej mogę codziennie. Coś pięknego i coś mądrego!















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...