Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 22 maja 2014

TOFFI A HISTORIA WSZECHŚWIATA

Christina Björk
rycerze i smoki”
(tł. agnieszka stróżyk)
zakamarki, poznań, 2014
ilustrowała Eva Eriksson
[Zakamarki – gdzie modzie i sztampie mówi się wielkie NIE!]
Chcesz posłuchać o rycerzach i smokach?” – Majka nic sobie nie robi z tego, że jest dziewczyną i pewnie nie uniosłaby rycerskiej zbroi – chce posłuchać. Co więcej, słucha codziennie. Bo rycerzy jest siedmiu – po jednym na każdy dzień tygodnia.
Bohaterowie „Rycerzy i smoków” noszą imiona znane doskonale nam, dorosłym – kto bowiem nie wie nic o Arturze i okrągłym stole, albo o Tristanie, czy Parsifalu? Tak, to ci sami bohaterowie, sławieni w dorosłych pieśniach i wierszach, tylko kilkanaście lat wcześniej, kiedy nie noszą już może pieluch, ale wciąż jeszcze zasypiają z misiem i wolą na śniadanie chleb z czekoladą niż pożywne mięsiwo. Chirsitna Bjork postanowiła bowiem, że zajrzy w dzieciństwo wielkich mężów i sprawdzi, jak to było być malutkim jeszcze-nie-rycerzem. I każdego obdarzyła jakąś przygodą – kto wie, czy tylko zmyśloną?
Ale wcale nie potraktowała chłopców ulgowo, tylko dlatego, że są jeszcze mali i wielkich czynów mają dokonać gdzieś tam w dalekiej przyszłości. Smoki nie są tu wcale dobroduszne, nie traktują delikatnie i z rezerwą małych chłopców, którzy nie są jeszcze tak do końca rycerzami – zieją ogniem tak samo gorącym, jak zawsze, straszą kłami równie ostrymi, jak w tych dorosłych opowieściach o smokach i równie głośno, co tam, ryczą. Ale mały rycerz, który staje w obliczu prawdziwego smoka, nie czuje w sercu bojaźni. Dzieje się tak dlatego, że mały rycerz kiedyś ma zostać dużym, silnym, wyszkolonym rycerzem, mężczyzną o mocnym sercu, nie znającym trwogi, mężczyzną, którego zadaniem będzie zgładzanie takich smoków – może nie co dzień, może nie od 8 do 16, ale raz na jakiś czas na pewno. Dlatego taki mężczyzna musi być najpierw takim samym chłopcem – odważnym, szlachetnym i mądrym. I taki chłopiec ma w pokoju wielkiego smoka treningowego, na którym ćwiczy ciosy treningowym mieczem – z drewna. I nawet jeśli mały chłopiec, który ma zostać rycerzem, czasem jest niesforny, to tylko dlatego, że nie może się doczekać, kiedy już będzie duży! I czasem gnany tym pragnieniem dokonywania czynów wielkich, schodzi do piwnicy i wyciąga z ukrycia prawdziwy miecz. I wywijając nim rani treningowego smoka, ale również przecina jakąś nitkę rzeczywistości i coś zmienia na zawsze – zaczyna nagle rozumieć mowę kruków, albo z obrazów schodzą do niego niedźwiedzie, albo budzi się smok – ten prawdziwy, co gnębi królestwo i zjada dziewice. I mały rycerz nagle musi się stać, choć na kilka chwil, rycerzem całkiem dorosłym i zgładzić bestię! I tu właśnie ujawnia się różnica, między rycerzem dorosłym, a rycerzem niewielkich rozmiarów – dziecięca wyobraźnia! To broń ważna tak samo jak obosieczny miecz, tak samo jak tarcza, która zatrzymuje ciosy przeciwnika, to nawet coś więcej, bo to cecha właściwa tylko małym rycerzom, pozwalająca przeżywać im niezwykłe przygody. Jaki dorosły rycerz potrafiłby się oprzeć użyciu ostrza w obliczu zielonookiego potwora? A co, jeśli miecza nie ma u pasa? A mały rycerz zawsze ma pomysł – bo przecież w kieszeni są niezwykle pyszne i niezwykle ciągliwe toffi!
Podobają mi się te historyjki, bo pokazują, że za każdym bohaterem stoi jego młodsze ja i że gdyby nie Jerzy to historia świata mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej (choć autorka mówi, że nie wiadomo, czy to ten sam Jerzy, co zgładził smoka)…








[Dziękujemy Zakamarkom, że wpuściły nas w swoje bez-ogonkowe ;-) królestwo]  

2 komentarze:

  1. Muszę zamówić do biblio. Razem z wersją kobiecą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. My wersji kobiecej jeszcze nie znamy :-) Ale mówimy stanowcze "zamawiaj, zamawiaj!"

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...