Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

niedziela, 4 maja 2014

178. RYTUAŁY KOLOROWYCH KREDEK


SHERRI DUSKEY RINKER
„SNÓW KOLOROWYCH, PLACU BUDOWY”
(TŁ. JOANNA WAJS)
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2014
ILUSTROWAŁ TOM LICHTENHELD

[Dorobek, doświadczenie, dobre książki – Nasza Księgarnia] 

Kredki idą już spać, są już bardzo zmęczone. I plastelina idzie spać. I wszystkie książeczki. Lala już dawno śpi. A w łóżeczku czeka miś i ma już prawie zamknięte oczka. A autko? Autko też śpi. I rower, widelec, kubek, temperówka, telefon...”
Codziennie odbywam przynajmniej jeden taki monologo-dialog. Codziennie zasypiają kredki, a temperówka czasami. Codziennie Majka sprawdza, czy aby na pewno wszystko jest tak zmęczone, że nie ma już siły się z nią pobawić. Codziennie życzymy słodkich snów klockom i mazakom.
Pierwszy raz to było, gdy miała jakieś dwa czy trzy miesiące i o 3 w nocy oczy otworzyły jej się tak szeroko, że wypadł z nich cały sen. Nie pomagało noszenie, bujanie, śpiewanie kołysanek. Więc wymieniałam wszystko co przyszło mi do głowy, żeby uśpić na nowo zadziwioną środkiem nocy istotkę - „księżyc już śpi, lampa już śpi, podłoga już śpi, pielucha już śpi...” a w domyśle było, że to mama ma wielką ochotę na sen...
Bo sen Majka doceni dopiero za kilkanaście lat. Teraz jest po prostu przerwą w zabawie i właściwie mógłby nie nadchodzić.
Dlatego trzeba jej pomóc, rytuały codzienne odprawić i przekonać, że nie ona jedna będzie musiała zamknąć oczy i zrezygnować z aktywności, że wszystko inne – ożywione czy nie – też musi odpocząć, że świat na chwilę się zatrzyma, żeby ruszyć ze zdwojoną mocą wtedy, gdy i Majka otworzy oczy.
Więc można pokazać zasypiające w żółtym pudełeczku kredki, a można dopełnić historią dźwigu, który przytula misia i idzie spać, betoniarki, która na noc przykrywa się śliczną małą kołderką, wywrotki co chrapie przez sen, spychacza, który śni o wielkich przygodach i koparki, która zagrzebuje się w miękki kopiec.
Każde z nich ma swój własny sposób na sen – jedno musi mieć dookoła miękki piasek, a inne nie zaśnie bez maskotki – w wielkich, potężnych maszynach drzemie małe dziecko, które potrzebuje bajki na dobranoc i zapewnienia, że będą mu się śnić same dobre sny. Każdy musi odpocząć, bo kolejny dzień niesie nowe wyzwania, a żeby im sprostać trzeba wziąć oddech, zastygnąć...
W tej książę ujęły mnie dwie rzeczy. Pierwszą są ilustracje. Ekspertem nie jestem, ale widzę dłoń z kredką, pieczołowicie wypełniającą czarne kontury – do głowy przychodzi mi tylko słowo „śliczne”, choć jakoś do koparek i dźwigów nie pasuje - a jednak...
A drugą jest dedykacja: „Dedykuję tę książkę dwóm chłopcom – o niebieskich i brązowych oczach – a także światu możliwości i cudów, który za ich sprawą oglądam.” - za taką dedykacją może stać tylko wielka miłość i pragnienie, by dać dziecku to, co ma się najlepszego. A ja bardzo lubię, gdy ktoś inspiruje się dziećmi, bo to najlepsze inspiracje – prosto z serca.
I co prawda czasem tłumaczenie zgrzyta jak kamyki w zębach koparki (gubi się gdzieś rytm, wpada w piasek i ciężko go później znaleźć), ale za te ilustracje i za to, że większość małych chłopców i trochę małych dziewczynek, weźmie tę książkę pod pachę i pójdzie z nią w sen kolorowy – pomijam tłumaczenie milczeniem...








[Dziękujemy Naszej Księgarni, że powiększa Naszą biblioteczkę]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...