Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 29 maja 2014

187.MUFKA, „NIECH MI BĘDZIE WOLNO” I TRZASKAJĄCY NA KOMINKU OGIEŃ

FRANCES HODGSON BURNETT
MAŁA KSIĘŻNICZKA”
(TŁ.JÓZEF BIRKENMAJER)
BIBLIOTEKA AKUSTYCZNA, WARSZAWA 2014
CZYTA JOANNA PACH-ŻBIKOWSKA
[Im bardziej jesteś zajęty, tym więcej masz czasu na Bibliotekę Akustyczną]
Małą księżniczkę” znają wszyscy. Każdy wie, że nazywa się Sara. Że urodziła się w Indiach, ale jest córką angielskiego kapitana, że jej mamusia zmarła tuż po jej narodzinach, więc dziewczynka nigdy jej nie poznała. Że tatuś przywiózł ją z Indii do Londynu, bo czas już był ku temu, żeby zaczęła pobierać naukę – umieściła ją na stancji miss Minchin – cieszącej się dobrą opinią, a nawet sławą w niektórych kręgach. Był bardzo bogaty, więc otaczał Sarę zbytkiem – kupował jej piękne lalki, równie wspaniałe ubrania, zadbał o to, by Sara miała własną służącą, osobny pokój, powóz, a nawet kucyka. Wymieniali się listami, wymieniali się myślami i tęsknili do siebie, bo byli sobie najbliższymi istotami na ziemi. Sara w szkole była przez niektórych kochana, przez innych poważana, w innych wywoływała zazdrość, a w samej miss Minchin uczucia zgoła nieprzystojne – kobieta pragnęła Sarę mieć na swojej pensji, zabiegała o jej względy, chwaliła się nią przez gośćmi, ale w głębi duszy skrywała dla niej nieprzyjemne uczucia – strach, zawiść, pogardę nawet. Ale umiała się maskować, bo zbyt jej zależało na pieniądzach ojca Sary. I nagle dnia jednego, który był akurat dniem przyjęcia urodzinowego Sary – kończyła 11 lat i zaprosiła wszystkie koleżanki na wystawne przyjęcie z girlandami, ciasteczkami i uroczystym otwieraniem prezentów – na pensję przybywa gość. Mężczyzna przynosi wieść straszną – kapitan Crew nie żyje, a umarł w nędzy, straciwszy cały majątek, nie zostawiając Sarze żadnego spadku – nie wyszedł mu wielki interes z kopalniami diamentów, który miał uczynić jego i jego córkę bajecznie bogatymi i zabezpieczonymi na resztę życia. Sara nie dba o pieniądze – w jej sercu powstaje wyrwa, bo nie ma już tatusia, który nazywał ją „jej mała jejmością”. Miss Minchin zaś może w końcu wypuścić długo wstrzymywane powietrze, a wraz z nim krzyk, drwiny i ubolewanie – Sara znalazła się na jej łasce. Przyjmuje ją jako dziewczynę do pomocy – w nauce młodszym dziewczynkom, w kuchni, jako goniec i jako sprzątaczka. Sara z pięknego swojego pokoju przeprowadza się na poddasze, gdzie siennik jest twardy, w ścianie mieszkają szczury, a za ścianą Becky – współwięzień w Bastylii… Tylko wielka wyobraźnia pozwala dziewczynce trwać i nie załamywać się. I jeszcze to, że kiedyś nazywana księżniczką, wciąż chce podołać temu tytułowi..
Ze zdziwieniem zdałam sobie sprawę, że choć doskonale znam losy Sary, to nigdy nie dotąd czytałam książki. W głównej mierze moja z nią znajomość opierała się na puszczanym w telewizji jakieś 20 lat temu serialu produkcji japońskiej, w którym Sara miała wielkie oczy, czarne włosy i nosiła śmieszne kapelusze. Teraz przeniosłam się do jej świata za sprawą tekstu i tłumaczenia Józefa Birkenmajera (swoją drogą ciekawa jestem, jak przyswoją tekst mniejsi odbiorcy, dla których wszystkie „owszem”, „bynajmniej”, „zgodził ją na służbę” i „jak mniemam” mogą być dość problematyczne, choć dla mnie są pełne uroku, podobne starym fotografiom, serwetkom z koronek i batystowym chusteczkom, które widuje się teraz tak rzadko…).
To historia nieprawdopodobna – i nie mam tu na myśli kopalni diamentów, indyjskich małpek pukających w okno, powozików i mufek z gronostaja czy losu Sary, który bujał się na wielkiej huśtawce życia raz w górę, raz w dół, ale samą jej osobę. To dziewczynka rozumna, o mądrych przepastnych oczach, nad wiek rozwinięta intelektualnie, o wyobraźni, w której gąszczu można się zagubić i niespotykanie szlachetna. Jedenastoletnia dziewczynka, która przymiera głodem, a oddaje swoje ciastka żebraczce; która wysławia się jak uczona, czyta o Bastylii i podziwia hrabiego Monte Christo jest postacią zaiste nieprawdopodobną! Jednak mocno chcę wierzyć, że takie dziewczynki istnieją, że może nie fascynują się historią Francji i nie dygają przed starszymi od siebie, nie mówią „niech mi będzie wolno”, ale w sercu mają taką samą dobroć, a w głowie takie same niesamowite światy!
I jeszcze słówko o Joannie Pach-Żbikowskiej, lektorce – jest do czytania tej książki stworzona! Jej głos zmienia się dla każdej postaci, nieco głupiutka Ermengarda mówi nosowo, podstępna Lavinia syczy jak wąż, a już mistrzostwem świata jest Becky, która mówi w jakimś dialekcie, a do tego płacze tak rozdzierająco, że czapki z głów.
Więc czapki z głów, rozpalmy w kominku, przygotujmy imbryk z herbatą, koniecznie śnieżnobiałe serwetki i filiżanki i wejdźmy w Londyn małej Sary Crew – małej księżniczki…
[Dziękujemy Bibliotece Akustycznej, za to, że popieściła nasze uszy]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...