Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 12 lutego 2013

31.FARBY, KREDKI, MAZAKI... CZYLI O CIASTECZKACH


GYULA BÖSZÖRMÉNYI
„KOLORY LUDZI”
(TŁ. SEBASTIAN STACHOWSKI)
NAMAS, POZNAŃ 2011
ILUSTROWAŁA ÍRISZ AGÓCS

[Namas to nieduże wydawnictwo – dowód na to, że z małego rodzi się największe.]

To zdecydowanie najpiękniejsza wersja stworzenia człowieka, jaką słyszałam.
Pełna ciepła, humoru, miłości, uroku... bez przemocy, bez okrucieństwa. Z wielkim znakiem zapytania na koniec.
Ojczulek-Niebo stworzył człowieka – ale nie do końca. Ulepił go z błota i już, już chciał tchnąć w niego życie, gdy okazało się, że czegoś brakuje, coś jeszcze nie jest w pełni takie, jak być powinno. Wtedy Księżycowa Matula zasiadła nad dziełem Męża i zaczęła szukać przyczyny. Pochwaliła korpus, pochwaliła nogi, pochwaliła palce, które Ojczulek-Niebo ułożył tak, „żeby mogły się splatać, gdy ludziki będą na spacerze trzymać się za ręce”. [s.8] Doszła jednak do wniosku, że ludzik jest nudny, że nie wyróżnia się niczym, że gdy świat będzie bogaty w miliony takich ludzików, że gdy wszyscy będą jednakowi, to będą się Rodzicom mylić - „i skąd będziemy wiedzieli komu w jaki sposób pomóc?” [s.11]
Wzięli się za kolorowanie, za nadawanie indywidualnych cech, za naznaczanie czymś pięknym, co powinno być powodem do dumy – jeden stał się żółty, inny czarny. Zrobiło się weselej, zrobiło się jaśniej. Ojczulek-Niebo porozmieszczał ludziki po całym świecie, dał każdemu cząstkę siebie i ucieszył się, że są tak piękne, że kocha się je tak łatwo, bo za nic.
Tylko Księżycowa Matula z niepokojem patrzyła na swoje dzieci – czy aby na pewno rozumieją, że bycie innym niż reszta to przywilej i że gdy naprzeciw stanie ktoś tak samo inny jak ja, powinienem go pokochać?
Ta książka to dowód ogromnej miłości do człowieka, ogromnej wiary, że mimo wszystko potrafi znaleźć w tak różnych ciałach takie samo serce. Że teraz walczy, bo nie wie, dlaczego po drugiej stronie świata, ktoś ma kolor identyczny, jak kakao, pite do śniadania. Że teraz walczy, bo boi się człowieka, którego kolor jest tak bardzo zbliżony do koloru mięsa łososia. Że teraz walczy, bo siebie uznaje za doskonałą fotografię Boga, zapominając, że nie wie, jak Bóg wygląda. Ale za chwilę uświadomi sobie, że ktoś jest czerwony po to, by odróżnić go od hebanowego. I by każdy żółty niósł swoją własną wiedzę, którą może podzielić się z białym, każdy czarny ma inne umiejętności, którymi może obdarować brązowego i że nie ma nikogo w kolorze fioletowym, bo pewnie takiej farby nie było przy stworzeniu człowieka pod ręką... Albo skończyła się, bo cała poszła na fiołki...
Nie mogę przemilczeć ilustracji – są piękne, naiwnie proste, jakby niedokończone – idealnie oddają proces twórczy, te zawahania i dumę z dzieła, nawet wtedy gdy jeszcze jest nieukończone. Są ciepłe, tak, że gdy dotyka się kartki, można wziąć z nich jakąś tajemniczą energię. I są mądre, a to się rzadko ilustracjom zdarza...
Gdy Majka będzie już bardziej świadoma treści „Kolorów ludzi”, upieczemy ciasteczka – jedne z czekoladą, drugie z wanilią, do trzecich dodamy trochę soku malinowego... Jednym nadamy kształt trójkątów, inne będą księżycami, jeszcze inne wytniemy w kwiaty. Każde będzie różne – cienkie, grube, jednemu odpadnie rożek, to będzie miał pięć płatków, a to osiem. Ale upieczemy je z miłością i mimo różnic każde będzie smaczne.
I każde pozostanie ciastkiem...





[Namas to w sanskrycie „pełne szacunku pozdrowienie” - gorące, choć zimowe, namas dla wydawnictwa, za paczuszkę z książeczkami]  

2 komentarze:

  1. Nie moge sie juz doczekac, kiedy te ksiazke przeczytam moim dzieciom...
    A pamietam jeszcze, jak czytalismy kiedys inna, takze o stworzeniu opowiesc Bart'a Moeyaert'a z nietuzinkowymi (przynajmniej w tamtej erze wydawniczej) ilustracjami Wolf'a Erlbruch'a, zatytulowana, a jakze - Stworzenie.
    Poszlam nawet po nia do pokoju corki, wiedziona troche Twoja recenzja...
    Zacytuje Ci jej poczatek... "Na poczatku nie bylo nic. Trudno to sobie wyobrazic. Trzeba, by wszystko, co teraz jest, jeszcze nie powstalo. Trzeba wylaczyc swiatlo, samemu nie byc i jeszcze zapomniec o ciemnosci, bo na poczatku nie bylo nic, ciemnosci tez nie. Jesli chce sie zobaczyc poczatek wszystkiego, trzeba zapomniec bardzo wiele. Takze mame." Ksiazke wydalo Hokus-Pokus, a jakze.
    Moze troche groznie zabrzmialo to ostatnie zdanie. Ale cala ksiazka jest zupelnie inna i bardzo Ci ja polecam. A po Kolory ludzi siegne jak tylko to bedzie mozliwe.

    Namas, Kochane Moje

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mnie poruszył ten fragment, który zacytowałaś... tak mocno mi uświadomił fakt nie-istnienia... albo zanim-istnienia....
    Ale oczywiście ciężko będzie o nią ;-)

    Dużo ścisków uścisków...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...