Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 6 lutego 2013

30.KAŻDY JEST W ŚRODKU LENKĄ


KATALIN SZEGEDI
„LENKA”
(TŁ.SEBASTIAN STACHOWSKI)
ILUSTROWAŁA KATALIN SZEGEDI

[Namas to nieduże wydawnictwo – dowód na to, że z małego rodzi się największe.]

Każdy ma w sobie ziarenko lęku. Jest maleńkie, ale w odpowiednich warunkach, może kiełkować, a potem wyrosnąć na tak wielką roślinę, że zachwaści cały nasz świat. Odpowiednie warunki to grube nogi. Albo krzywe zęby. Albo ubrania trochę inne, niż rówieśników. Albo wada wymowy. Albo tylko ułuda, że ma się te wszystkie „defekty”. To wtedy, gdy patrzymy w lustro nie widząc. Albo, gdy duży nos, staje się tak ogromny, że nie zauważamy pięknych oczu.
To ziarenko, to lęk przed brakiem akceptacji.
Przed tym, że ktoś nie dostrzeże, że mamy coś oprócz blizny na policzku. Że może nie mamy ręki, ale drugą umiemy złożyć łabędzia z kolorowego papieru. Że nawet, gdy jesteśmy niemi, potrafimy rozmawiać.
Lenka jest gruba. I przez to nie ma koleżanek. Nie ma kolegów. Nie ma z kim na podwórku pograć w piłkę. Zamknięta w czterech ścianach, a przede wszystkim zamknięta w sobie, rysuje. Tworzy piękno, bo od środka jest piękna, a to wychodzi przed kredki, farby, mazaki na wierzch, bo takiego piękna nie da się trzymać w środku.
Mama wysyła Lenkę na dwór – na pewno możesz się pobawić z koleżankami! - nie widzi, że dziewczynka jest samotna. Rodzice są w domu, przygotowując obiad, czytając gazetę, robiąc pranie, odpoczywając, więc nie widzą, że tam, na zewnątrz, Lenkę wszyscy odtrącają, bo nie wierzą, że tak samo dobrze potrafi kręcić hula-hop, jeśli tylko ktoś jej pokaże na czym to polega. Przyjaciel...
Sama gra w klasy, ale gdy się wygrywa z samą sobą, to nie daje satysfakcji. I znów wchodzi w swój świat, malując na chodniku kredą swoje marzenia.
I może ktoś w końcu dostrzeże, że pod ciałem, Lenka ma duszę?
To nie jest nowy problem. I nie jest nowy w literaturze. Nie jest też jakoś specjalnie odkrywczo rozwiązany. Ale zapomina się o tym, gdy patrzy się na wielkie, ciemne oczy Lenki.
Gdy śledzi się przecudne ilustracje autorki. Gdy podziwia się jej pomysłowość (z zachwytem odkryłam, że numeracja stron to na przykład oczka na kostce do gry, albo liczba z gry w klasy, czy wstążka na głowie dziewczynki).
Dzięki temu wyłącza się myślenie i tylko się czuje. Współ-czuje. Od-czuwa. Prze-czuwa.
Chciałoby się otoczyć Lenkę ramionami i dać jej schronienie, bo jak wiadomo, człowiek człowiekowi potrafi być najokrutniejszy.
Już, już rozkładasz dłonie, gdy zdajesz sobie sprawę, że Lenka sobie poradzi, a Ty tak naprawdę, chcesz ochronić siebie...
Jak pięknie ta Lenka uczy akceptacji...





[Namas to w sanskrycie „pełne szacunku pozdrowienie” - gorące, choć zimowe, namas dla wydawnictwa, za paczuszkę z książeczkami]  

6 komentarzy:

  1. Piękna recenzja i chociaż nie znamy książki ładnie zachęciłaś.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas poznać, bo to książka jest piękna!!!!!

      Usuń
  2. Zastanowiam sie tylko jeszcze, do jakiej grupy wiekowej jest kierowana? Ktore z moich dzieci mogloby sie wciagnac? Nawet jesli dziecko moze nie miec w sobie lekow Lenki, to wlasnie o to wspol-odczuwanie chodzi. A nad tym musimy pracowac zawsze... Buziakow moc, Kochane moje

    PS. Jak juz pieknie siedze :-) Cudo!

    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podparta dla asekuracji przez czujne ręce marpil, ale siedzi, tak!
      A "Lenka" myślę, że 3-5, do 6 ewentualnie, a potem to już dla rodziców zakochanych w książkach dziecięcych ;-)
      Ściskam moja droga Anno, dobry duszku....

      Usuń
  3. lubię Lenkę, chyba najbardziej w wszystkich książek z Namas, choć pozostałe też cenię :) Lenka była pierwsza, którą Ewka polubiła - reszta na początku była dla niej za długa :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo Lenka aż się prosi, żeby się z nią zaprzyjaźnić... :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...