Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

niedziela, 11 czerwca 2017

420. DO-GÓRY-BRZUSZENIE

URSZULA PALUSIŃSKA
„BRZUCHEM DO GÓRY”
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2017

Lato lubię najbardziej za to, że można zamknąć oczy.

Nie chodzi tylko o fizyczne nakrycie źrenic powiekami. Chodzi o spokój. O wewnętrzną harmonię. Latem nagle przypominam sobie, jak się odpoczywa. Mniej się spieszę. Wygrzewam twarz w słońcu, nie myśląc o obiedzie, rachunkach do zapłacenia, o tym, że gdzieś muszę zdążyć, o brudnych oknach, czy zakupach, które czekają wciąż jeszcze w sklepie. Z powietrza łapię chwilę oddechu. Ciepłą, przesyconą światłem. Zamykam oczy i przestaję się spieszyć. Po prostu jestem, istnieję, chłonę chwilę…
Latem da się żyć ze sobą w zgodzie. Latem można położyć się na trawie lub pobujać się w hamaku. Latem przesuwają się granice. Można długo w noc śpiewać nad ogniskiem i nikt nie zwraca uwagi, że dzieci jeszcze nie śpią. Latem jest się wolnym, nawet, gdy wciąż są obowiązki. Latem można patrzeć z zupełnie innych perspektyw na świat. Stopą słońce głaskać, plecami masować trawę. Brzuch wystawić do nieba – niech patrzy – brzuch na niebo, a niebo na brzuch. Niech się sobą nacieszą, bo trzy czwarte roku się nie widują. Ale teraz można. Lato jest, oczy zamknięte. Błogość. Cisza. Spokój. Bzyczenie owadów. Sok ze świeżej trawy między zębami. Konik polny skaczący po ręce. Źdźbło łaskoczące w łydkę…
O tym jest ta książka. O leżeniu. O zamkniętych oczach. O dzikiej potrzebie wymknięcia się na chwilę z czasu, z ziemi obracania. O chwilce, podebranej dniowi. O w-byciu-niebycie.
Fenomenalny pomysł na książkę! Pokazać świat z perspektywy leniwego brzucha, wystawionego do góry. Nie na wprost, jak zwykle, na co dzień, gdy się biegnie załatwiać mnóstwo spraw. Ale wtedy, gdy brzuch leży, wygodnie ułożony na plecach. Co widzi? Brzuch cioci, która na leżaku czeka na to, aż ziemniaczki się ugotują, widzi korony drzew. Wujek, który odpoczywa na kocu, przykryty gazetą, widzi słońce przez drobny, smolisty druk. Słońce Emilii jest całe podziurawione, bo dzieli ją od niej siateczkowy kapelusz. Sąsiad, który leniwie buja się w wielkim dmuchanym kole na środku jeziora, pokazuje swojemu brzuchowi samolot na niebie i ważkę, która z tej perspektywy jest większa od samolotu. A stolarz ułożył się do odpoczynku pod dziurawym dachem, który ma naprawić i łapie światło poszatkowane deskami. A co się widzi, gdy leży się przy ognisku? Co gdy żegluje się późnym wieczorem i położy na dnie łódki? Co, gdy jest się kotem i podnosi łeb spomiędzy łanu zbóż?
To wszystko bada dziewczynka, która przyjechała do wujka i cioci na wieś, na wakacje. Dotyka słońca w swój własny sposób, musi nauczyć się tej przedziwnej sztuki do-góry-patrzenia, do-góry-brzuszenia. Na razie jest zbyt ciekawska, zbyt wiele ma spraw do załatwienia, pojawia się to tu, to tam… Ale w końcu i ona kładzie się, przykrywa cienkim kocem. I ona w końcu pokazuje swojemu brzuchowi to, co wysoko. Odpoczywa. Jak na małą dziewczynkę przystało – tylko nocą.

Zachwycam się tą książką, kartkuję wciąż w jedną i drugą stronę, czuję już pod palcami lato, tęsknię do brzuchem-do góry. Jest piękna, jest pomysłowa, jest klimatyczna, nastrojowa, ślicznie narysowana. To od niedawna jeden z moich absolutnie ukochanych picturebooków! Jak przepustka do lata.. . Chwytam… Przenoszę się…  








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...