Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 19 grudnia 2016

373.MATEMATYKA W DOMU I KURNIKU

ANNE CATH. VESTLY
„8+2 I PIERWSZE ŚWIĘTA”
(TŁ. MILENA SKOCZKO)
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2016
ILUSTROWAŁA MARIANNA OKLEJAK

Gdyby policzyć nogi w pewnym domku w lesie wyszłoby ich dwadzieścia sześć. Gdyby dodać do tego nogi z kurnika, to liczba wzrosłaby o dziesięć. A jeśli członkiem rodziny można nazwać ciężarówkę (a w tym wypadku chyba nawet trzeba) i koła liczyć za nogi to wszystkiego razem byłoby cztery dziesiątki. A co to, a gdzie to, a jak to? W domku w lesie… Mieszka tam (od trzech już tomów) pewna niezwykła rodzina. Babcia, tata, mama, ośmioro dzieci – a wszystkie mają imiona na M - i pies Rurek. I pięć kur. No i ta ciężarówka. Domek w lesie właściwie też można uznać za członka rodziny, ale nie podejmuję się liczyć jego nóg, bo nie wiem, ile nóg zazwyczaj mają domy. Ale ten na pewno miałby inną liczbę, bo jest zupełnie wyjątkowy. Przede wszystkim to chyba najbardziej ukochany dom w całej Norwegii! To miejsce idealne dla tak licznej rodziny, z której połowę (licząc z kurami, psem i autem) stanowią dzieci. Bo ten las, bo ta przestrzeń, bo brzoza przed wejściem, która kiedyś tak urzekła tatę… A teraz w tym zupełnie niezwyczajnym domu, ta zupełnie niezwyczajna rodzina będzie obchodzić Święta Bożego Narodzenia. Pierwsze w tym miejscu, więc pierwsze takie. Święta mają zaś być zupełnie tradycyjne – z prezentami, z choinką, ze świąteczną kaszą, w której mama ukrywa jeden migdał – migdał ma moc spełniania życzeń, kto go odnajdzie może życzyć sobie tego, co tylko chce. „Ale lepiej nie proś o nic drogiego – wtrącił tata – bo możesz tego nie dostać.” Oczywiście, że osoba, która będzie szczęściarzem i znajdzie migdał, nie będzie prosić o nic drogiego. Bo to już taka rodzina – nie zależy im na rzeczach! A co się tam jeszcze będzie działo? No zwyczajnie, tradycyjnie.. Na przykład tata wraz z ośmiorgiem dzieci pojedzie po drewno dla „głodnych pieców”, a dzieci wynegocjują z gospodarzem zakup drzew – każde wybierze sobie jedno, oznaczy swoim szalikiem (tylko do czasu, aż zrobią specjalne tabliczki z imionami) i zapłaci za nie ciężką pracą przy sortowaniu ziemniaków. A jak się robi prezenty w domku w lesie? Plecami do siebie! Bo najpierw każdy zaszywał się w swoim kąciku, ale co to za radość – bycie samemu? Więc wszyscy siadają w kręgu, każde tyłem i obiecują, że nie będą podglądać. Prawda, że dużo przyjemniej? A co się dzieje w domku w lesie po Świętach, po Nowym Roku, gdy śniegu po pas? Spełnia się największe marzenie babci! Ot, taką bzdurę, która wprost nie daje jej spokoju i wyobraża jej się na każdym kroku… jedzie się w góry! I to góry nie byle jakie, a takie, w których babcia panienką będąc, wykonywała zacny i przeuroczy zawód mleczarki. Ale jak znaleźć tani nocleg dla jedenastu osób i psa (kury zostają w domu i dom zostaje w domu)? Babci w tym głowa, choć najpierw wydawało się, że taty. Nocleg dla jedenastu osób i psa można znaleźć w dawnym gospodarstwie babci, w dawnej oborze – ot co! No bo skoro rodzina niepowszednia, to nocleg też musi być zupełnie niestandardowy! A w górach dzieją się różne dziwne, ciekawe, ekscytujące rzeczy, jak choćby nieplanowany zjazd saneczkowy ze szczytu albo zamieć śnieżna i zagubiona w tej zamieci babcia z wnuczkiem… A potem z jaką radością wraca się do swojego domku w lesie!

Za to kocham tę rodzinę – za jej unikatowość, nietypowość, za przyjmowanie losu takim, jakim jest, za „always look on the bright side of life”, za pomysłowość, za szycie śpiworów, gdy się jedzie w góry do obory, za to, że pies dostaje swój własny śpiwór, za to, że wypowiadając migdałowe życzenie nikt z nich nie pomyślałby o czymś materialnym, za tę uważność, którą mają jedno dla drugiego, za wyrozumiałość, za miłość, za poszanowanie drugiego człowieka, za samowystarczalność i zaradność. Za to, że potrafią się cieszyć, jak nikt inny, za to, że lubią być ze sobą, a dzięki temu ja lubię być z nimi. Za tę domową rodzinną matematykę – wtedy, gdy wszyscy mogą na siebie liczyć. „Bo tu jest nasze miejsce. Tu jest nasz dom. I bardziej domowo być już nie może.” A domek w lesie skrzypi na potwierdzenie. Rozumie. Bo jest tylko jeden taki na świecie. I nic dodać, nic ująć.  








1 komentarz:

  1. Też uwielbiam te książki, z niecierpliwością czekam na kolejne części. Takiego podejścia do życia i spokoju bardzo mi brakuje, choć nas jest tylko 4+2 ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...