Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 16 grudnia 2014

239. UWAGA! DLA CZYTELNIKÓW O MOCNYCH NERWACH!


 

SERIA „POTWORNE MALUCHY”
MEYER, LEHMANN, SCHULZE
NOWY”
(TŁ. ANNA BITTNER I MAGDALENA CICHA-KŁAK)
GRUBSZA SPRAWA”
(TŁ. ANNA BITTNER)
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2014
ILUSTROWAŁA SUSANNE GÖHLICH

Przedszkolaki winny być słodkie i miłe, cały dzień siedzieć po turecku na dywanie, śpiewać piosenki czystymi, dziecięcymi głosami i przynosić do domu laurki. I zjadać wszystko z talerza, wypijać ze szklanki pełnej po brzegi, nie roniąc ni kropelki, nie chlapiąc sosem dookoła talerza, nie upuszczając ni okruszka. Powinny być zawsze czyste, uśmiechnięte, skore do zabawy, ale tylko do tej, która nie wymaga krzyków i pisków. I nie muszą sprzątać, bo skoro cały dzień siedzą na dywanie, to nie ma bałaganu. Ale i tak sprzątają, żeby było czysto na zapas.
A „oto przedszkolna grupa maluchów”.

Bałagan w każdym kącie sali, poprzewracane zabawki, wypadki samochodowe z resoraków, pomalowana mazakami lalka, jedna płacząca dziewczynka, druga dziewczynka z tyłkiem na wierzchu i wywalonym językiem, mokra plama od pistoletu na wodę na dywanie.
A jest dopiero przed śniadaniem...
Czyli w przedszkolu dzień jak co dzień...
Tak zaczyna się seria „Potworne Maluchy” - foto story z życia najmłodszej przedszkolnej grupy.
A zaczyna się od nowego. Między dziesięcioro dzieci, które poznały się już na wylot i na wyrywki, trafia Konstanty. Dzieci są go ciekawe, ale trochę nieufne. Bo w końcu to nowa sytuacja, ktoś rozbija ich zgrany zespół i będzie musiał zarezerwować sobie w nim miejsce. I co prawda wszyscy dzielą się z nim swoim śniadaniem, ale każdy radzi sobie na swój prywatny sposób z tym Nowym. Jedni chcą koniecznie, żeby koło nich siedział, a drudzy od razu nadają mu przezwisko „Konstantynopol-Głupol”.
Często dorośli bagatelizują takie zmiany w życiu dziecka. Bo co to za problem – przyjdzie nowy kolega, posadzi się go gdzieś pomiędzy jedno a drugie dziecko i po kłopocie. A przecież wcale tak nie jest – to trochę próba sił i budowanie na nowo całej hierarchii, to robienie odpowiedniego miejsca, klasyfikacja i ocenianie. Konstanty musi odnaleźć się w nowym środowisku i dzieci muszą tam odnaleźć Konstantego...




A gdy już nowy oswoił się z grupą maluchów, przychodzi kolej na Martę. Dziewczynka przy śniadaniu puściła wielkiego śmierdzącego bąka. A teraz bardzo chce jej się kupę. W pamięci ma wymarzoną piłkę nożną – jeśli przez tydzień sama będzie sobie radzić w toalecie, to taką piłkę dostanie. Więc Marta podejmuje wyzwanie. Ale obok piłki w tej pamięci jest informacja, że musi bardzo dobrze wycierać się po grubszej sprawie. Więc Marta trze i trze i zużywa coraz więcej papieru toaletowego, który nagle, zupełnie nie wiadomo dlaczego, po spuszczeniu wody wraca na powierzchnię. Do tej sprawy ewidentnie trzeba wezwać Antka i Janka – kolegów, którzy akurat bawią się w warsztat samochodowy...
To nie jest książka obliczona na szok i na epatowanie nieprzyjemnymi zapachami. To nawet nie jest książka o kupie, choć kupa tu na pierwszym planie. To książka o tym, co interesuje dzieci i że to, co dorosłym wydaje się paskudne, dzieci uważają za naturalną kolej rzeczy, za materiał do eksperymentów, za część procesu poznawczego. Dorośli uczą się zapominać, że są ludźmi, że dotyczy ich fizjologia. A dzieci uczą się, czym jest człowiek, jak działa i jak funkcjonuje. To o tym jest ta książka – o tej wielkiej różnicy między dużymi a małymi.




To książki o żywych dzieciach, o dzieciach prawdziwych, nie do końca zmyślonych, mających na pewno pierwowzór w pierwszym lepszym przedszkolu w grupie maluchów. O dzieciach zasmarkanych, płaczących, wrzeszczących bijących się, pewnie przeklinających i czasem naprawdę obrzydliwych (scena z wędrującym od dziecka do dziecka kawałkiem kiełbasy tylko dla ludzi o mocnych nerwach). Bekają, pierdzą, bawią się w muszli pełnej kupy i namokłego papieru toaletowego, bawią się w karambol i ofiary wypadku. To książka o życiu. Bo takie są dzieci. Nie słodkie, albo nie zawsze. Czasem jak miód, a czasem doprawione dziegciem. Ale dzieci ciekawe świata, odważne, inteligentne. To dzieci, jakie każdy z nas ma obok siebie, jakie głaszcze codziennie po głowie, a co rano odprowadza do przedszkola. To dzieci do przytulania, nawet z kawałkiem papieru toaletowego przyklejonym do buta...
Dla mnie w tym właśnie tkwi siła tej serii – w odczarowywaniu mitu dziecka, któremu wszystko co ludzkie jest obce.

[Dziękujemy wydawnictwu Dwie Siostry za możliwość uczestniczenia w dniu otwartym u Potwornych Maluchów]

4 komentarze:

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...