Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 2 grudnia 2014

234. PO CO TO JEST?

RUTH KRAUSS
DOŁEK JEST DO KOPANIA. KSIĄŻKA PIERWSZYCH DEFINICJI”
(TŁ. KATARZYNA DOMAŃSKA)
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2014

ILUSTROWAŁ MAURICE SENDAK

Gdy Dziecko uczy się mówić, językiem próbuje świat. Nadaje sens poprzez słowo. Poznaje to, co dotąd niepoznane. Ile razy już słyszałam w swoim życiu „A co to?”, ile razy odpowiadałam na pytanie „Dlaczego?” („Dlaczego?” występuje w swoistych ciągach, jeden za drugim, do czasu, aż mi zabraknie słów, aż nie będę potrafiła odpowiedzieć, aż zacznę zmyślać i zmyślenie pójdzie w złym kierunku). Dzieci potrzebują definicji. Poprzez definicje uczą się świata. To, co nazwane, staje się oswojone i zapamiętane. To, co nazwane, wgryza się w mózg, zostaje tam, zagnieżdża się. Po to są właśnie definicje. Aby na swój własny sposób świat sobie oswoić. Czasem definicje są odgórne, bo Dziecko spogląda z wysokości swojego metra na Rodzica i przyjmuje to, co Rodzic z tej góry mówi za pewnik, wykładnię i wyznacznik. Bierze jego słowa do swoich ust i nazywa świat w ten sam dokładnie sposób. Ale czasem, gnane kreatywnością i nabytym już doświadczeniem, definiuje samo.
I o tym jest właśnie ta książka. O dziecięcym na świat spojrzeniu, o doświadczeniu, póki co ograniczonym, które przecież jest początkiem dziecięcej drogi na tym najlepszym ze światów.
To książka mądra, bo uczy tego, żeby pochylić się nad światem, zatrzymać się czasem, nie przechodzić ciągle obojętnie, w bałwochwalczej pewności, że świat już cały poznaliśmy i nic się do niego dodać nie da. Żeby przyjąć inną perspektywę, żeby czasem stanąć na głowie i zobaczyć świat do góry nogami. To książka o nieoczywistościach, bo w byciu dorosłym często się zatracamy i zapominamy, że każdy dołek ma drugie dno, że ręce nie są tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać, że ważniejsze jest, by psy były do całowania, niż do „Uwaga! Zły pies!”, że „Dzieci są do kochania” dużo bardziej niż na przykład do wychowywania (bez miłości wychowanie przecież nie ma prawa istnieć). To książka, dzięki której powinniśmy przewrócić się na plecy i przebierać palcami u nóg albo tańczyć na paluszkach– bo po to one są (a nie po to, by trzymać nas prosto i twardo na ziemi), przytulić ramionami, poruszać uszami.
To książka ważna, bo przypomina, że Dziecko jest indywidualnością, że dostrzega inaczej, że często więcej, że ma prawo do własnego definiowania świata i ma prawo do tego, żeby jego definicję uznać i nie wkładać jej między wiersze, a w encyklopedię. Przypomina, że nie tylko my uczymy Dzieci świata, że to działa w dwie strony, że uczymy się, a przynajmniej powinniśmy!, także OD Dzieci.
To książka piękna. Piękna w swojej prostocie – proste, dwukolorowe obrazki, proste słowa, prosty przekaz. Ale prostocie nie można dać się zwieść – bo dołek może być do kopania, do ukrywania rzeczy, do tego, by w nim siedzieć, do sadzenia kwiatka, do wpadania, kiedy na tym staniesz i dołek ogranicza tylko wyobraźnia – ta dorosła, bo dziecięca w dla dołka znajdzie pewnie jeszcze tysiąc definicji.






[Dziękujemy Dwóm Siostrom za definicję dobrej książki]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...