Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

piątek, 18 stycznia 2013

26.CICHO SZA...


JEROEN VAN HAELE
„MORZE CICHE”
(TŁ.JADWIGA JĘDRYAS)
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2007
ILUSTROWAŁA SABIEN CLEMENT

Morze nigdy nie jest ciche. Szumi falami, chlupocze uderzając od brzeg, wyje sztormem, krzyczy głosami mew. Jest hałaśliwe, ciągle gada, ciągle jest w ruchu. Czasem można je złapać do dużej muszli, żeby potem przytknąć do ucha i przenieść się na plażę.
Ale jest jedna sytuacja, w której może jest ciche. Milczy wtedy, gdy uszy są zamknięte.
Emilio ma dziesięć lat i mówi o sobie "Urodziłem się za wcześnie. Zbyt wcześnie rano. Lepiej się urodzić wieczorem, wtedy się i słyszy i umie mówić, w południe tylko się słyszy, a jak rodzi się wieczorem, umie się wszystko". Jest niesłyszący i nie mówi, bo wstydzi się swojego głosu, którego nie może kontrolować. Nie wie, czy brzmi jak szum fal, czy jak skrzeczenie mew, czy jak kamyki, stukające o siebie, uciekając spod butów.
Emilio nie jest szczęśliwy. Jest zły, smutny, zamknięty w sobie, czuje się gorszy – ma młodszą siostrę, która jest niezepsuta i wydaje mu się, że takie dzieci kocha się bardziej. Nie, chyba nie bardziej, może łatwiej. Ale nikt nie mówi tego Emiliowi. Tata, który na miano taty nie zasłużył na pewno, opuszcza rodzinę. Ale najpierw wyrywa z Emilia poczucie własnej wartości, godność – wyśmiewa się z niego, szydzi, drwi. Nie mnie go oceniać – bo chyba po prostu sobie nie poradził z niepełnosprawnością syna. Albo był po prostu złym człowiekiem – nie wiem. Mama jest zbyt zmęczona, zbyt przestraszona życiem i zbyt zajęta mniejszym dzieckiem, żeby widzieć, co się dzieje z Emiliem tak naprawdę, wewnątrz niego, w samym środku. Jedynym przyjacielem chłopca zostaje Javier. To sąsiad, z rodzaju tych dobrych, misiowatych, o szerokich ramionach i sercu otwartym na oścież. Z rodzaju tych, którzy biorą nad morze niesłyszące dziecko i opowiadają mu, że morze jest głośne i że tak naprawdę niesłyszące dziecko też może usłyszeć jego szum.
To jest książka do czytania przez łzy – tragedie spadają w niej na każdą stronę jak przejrzałe jabłka. Śmierć, odchodzenie, pożegnania, szyderstwo, oszczerstwo, przekleństwo. I w tym wszystkim jest jeden mały chłopiec, który patykiem grzebie w uszach głęboko, aż do krwi, bo może są po prostu zatkane...
I za mało dla mnie tej nadziei na końcu. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...