Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 10 stycznia 2013

22.JAK PACHNIE NASZ OGRÓD?


KĘSTUTIS KASPARAVICIUS
FLORIAN OGRODNIK”
(TŁ. ALINA KUZBORSKA)
LIBRONE, 2010
ILUSTROWAŁ AUTOR

Floriana spotkałam w markecie, gdy maszerowałam chyba po czekoladę, z Brzuchem jeszcze, w którym lewitowała Majka. Stał sobie na półeczce z przecenami, za jakąś kwotę śmieszną dość. W pierwszej chwili zainteresowało mnie nazwisko autora. Podeszłam więc do misia, zajrzałam do środka, dłonie przykleiły mi się do książki, a na ustach wykwitł uśmiech. Ilustracje, które stworzył sam autor zaczarowały mnie! Zaczadziły, zamroczyły... Są piękne, mimo że stonowane i brak w nich koloru różowego (a jeśli już to brudny), a i niebieski pojawia się rzadko... Ale hipnotyzują, nie dają o sobie zapomnieć, są magiczne! Majka była tego samego zdania, bo gdy czytałyśmy „Floriana Ogrodnika” wpatrywała się w miśka dość uważnie, zastygała, zamieniona w posąg tak samo, jak ja. Historia jest o Misiogrodzie, w którym mieszka Florian (jest jeszcze śpiewaczka, piekarz, a nawet włóczęga). Z dziada prapradziada uprawia piękny zawód – jest ogrodnikiem. W jego ogrodzie rosną rośliny przecudniej urody, niepowtarzalne, wyciągnięte z samego serca ich opiekuna. Są tak niezwykłe, że pewnego dnia do Misogrodu przybywa sama Królowa, żeby kupić na targu choć jeden bukiet. Mimochodem wspomina o czarnych różach, a Florian obiecuje, że w następnym tygodniu przywiezie jej kilka na specjalne zamówienie, bo właśnie zakwitną. W rzeczywistości nie ma pojęcia o czarnych różach, tak naprawdę gubi go wybujała ambicja i rodzaj pychy. Rozpoczyna poszukiwania – nie chodzi w nich o obietnicę daną Królowej, chodzi o to, że znalazł się na świecie kwiat, który chce go pokonać, a tego Florian Ogrodnik nie może znieść. To prosta, mądra historia, ale opowiedziana bez nakazów, zakazów, przykazań i nawoływań. Raczej z delikatnym drogowskazem, ukrytym między wierszem, a obrazem. Z jakąś strzałką, chyboczącą się na jednej z tysięcy liter...
W wielu miejscach czytałam skargi na język tej książki (tłumaczenia), że zbyt rozbudowany, zbyt wybujały, zbyt kwitnący. Nie wiem, jak będzie, gdy przeczytam Majce „Floriana Ogrodnika” za jakiś czas. Teraz jestem językiem zachwycona – jest melodyjny, sunący, płynący. Doskonale współgra z tymi lekko onirycznymi ilustracjami. Dużo w nim wyliczeń, dla mnie to plus, bo poprawia rytm i melodykę tekstu. Być może później zweryfikuję swój sąd – teraz mogę czytać „Floriana” na sen, czarować Nas, marować nas – obydwie...


(róża w kolorze miłości przyniesiona dla Majki i marpil do szpitala w dzień narodzin przez Tatę)

1 komentarz:

  1. mamy "Marchewiusza Wielkiego" tegoż autroa :) książka inna niż wszystkie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...