Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 14 stycznia 2013

24.NIEDZIELA WRÓŻEBNA


CLAIRE GAUDRIOT, SOPHIE DE MULLENHEIM
„MAŁA WRÓŻKA AMELKA. DETEKTYW Z BAKI”
OPOWIADA NATALIA USENKO
PAPILON, POZNAŃ 2011

Zbiór zawiera:
W krainie chochlików
Szkoła wróżek
Nocne strachy
Tajemnica robota
Sekret ślimaków
Na tropie Dudusia
Zaginione cukierki
Zimowe śledztwo

a my dodatkowo przeczytałyśmy:
Czarodziejskie drzewo
Sekret Wróżki Zębuszki

Ta książka przywodzi na myśl słowo ciepły. Jak ogromny puchaty koc, którym można nakryć się razem z głową, a pod nim odprawiać czary, jeść lody waniliowe - nawet zimą i urządzać przyjęcia dla misiów. Jak filiżanka absolutnie słodkiej czekolady. Jak kot, który Ci siada na zmarzniętych po wizycie na lodowisku nogach... Jest bardzo, bardzo kolorowa, ale dzięki temu przykuwała uwagę mojej córki. Jest bardzo, bardzo prosta, ale zabawna i można ją czytać zimowymi wieczorami dla odprężenia. Zdecydowanie nie jest literaturą wysokich lotów. Leci raczej nisko, ale my ją złapałyśmy i wcale nie zamierzam jej puszczać. Małej dziewczynce, która we mnie mieszka, tylko na co dzień się ukrywa, zaświeciły się oczy. Na tą tęczę barw, na tę Amelkę, która ma skrzydełka, na te stroje przepiękne – Amelka nosi latem klapki japonki i ma najładniejsze sukienki (cudowne jest, że w każdej części ma inny strój!!!) i ma długie, czarne włosy i w ogóle jest bardzo dziewczyńska. Żeby nie była już taka całkiem słodka, to do tego jest detektywem. Wystarczy trzy razy zaklaskać w dłonie, albo zostawić gdzieś list dla niej, a ona zaraz się zjawi i rozwiąże tajemnicę zaginionego Dudusia, znikających słodyczy, ślimaków bez domku albo zepsutego robota.
Do pomocy ma chochlika Gucia, który jest największym przeciwieństwem dziewczyńskości i nie znosi historyjek miłosnych. Ale za to kocha książki i jest ich pożeraczo-zbieraczem. No i ma laboratorium pełne najdziwniejszych wynalazków – jest tam na przykład mikroskop.
Jako, że u nas niedziela była bura i ponura, trzeba było ją zakolorować. Gdy już wróciłyśmy ze spaceru w śniegu po kolana (to ja), trzeba było jakoś ten dzień obłaskawić. Majka jeszcze nie zna kredek i farb, więc cały dzionek podczytywałyśmy sobie kolorową Amelkę, leżąc na naszym czerwonym kocu, śmiejąc się między opowiadaniami, podjadając mleko (to ona), albo czekoladę (to ja). I słuchając w tle jazzowej muzyki. I międląc w dłoni jej łapkę (to ja), albo łapkę misia (to ona). I taka to była słodko-leniwa niedziela.

Dwie z książeczek „Zimowe śledztwo” (bo zima) i „Tajemnica robota” (bo najbardziej nam się podobała) wystawiłyśmy na aukcjach dla WOŚP.
Mój Mąż powtarza, że Orkiestra to wstyd dla władz państwa. Że powinni zaczerwienić się po czubki uszu. A Owsiaka kochamy bezgranicznie, a w tym roku jeszcze bardziej – w szpitalu, gdzie rodziła się Majka, doświadczyliśmy bowiem działania Orkiestry. WOŚP cały rok finansuje w pełni program powszechnych przesiewowych badań słuchu u noworodków. W książeczce zdrowia mamy naklejkę z logo WOŚP, na której jest wynik badania. Więc w tym roku portfel otworzył się jeszcze szerzej...     



1 komentarz:

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...