Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

sobota, 1 grudnia 2012

3.ZIELONO MI


RENI JUSIS, MAGDA TARGOSZ
„PORADNIK DLA ZIELONYCH RODZICÓW”
MAMANIA, WARSZAWA 2011

Byłam przekonana, że to kolejna książka z serii – celebryci dorwali się do pióra. Ale coś mnie poruszyło – osadzenie „Poradnika...” w kontekście chustowania. Jestem zwolenniczką chust i chustuję moje Dziecko od chwili, gdy przekroczyłyśmy próg mieszkania, wracając ze szpitala. Siedzi w chuście codziennie i jest to najlepszy sposób, żeby ją uspokoić – nawet po bolesnej szczepionce, gdy łzy lecą nieprzerwanie – wystarczy chusta, bicie serca, ciepło i jest dobrze. Pomyślałam – skoro pada w tej książce słowo „chustowanie” - nie może być tak do końca bezwartościowa.
Więc będąc w ciąży jeszcze poszłam do wiadomego sklepu na „E”, gdzie można usiąść na podłodze i poczytać. Usiadłam, co prawda przy stoliku, i utonęłam. Ta książka mnie zjadła, kawałek po kawałku.
Od samego tytułu już dostałam uśmiechu na ustach – od jego przewrotności i mrugnięcia okiem - bo mając w środku moją Majkę byłam zielonym rodzicem (nadal jestem, choć już gdzieniegdzie różowieję) – każdy jest zielony. Nie wie nic, tylko mu się może wydawać, że wie, nim w ramiona nie włożą mu małego krzyczącego Człowieka, który od tej chwili jest kimś słabszym od Ciebie, zdanym na Ciebie we wszystkim, którego musisz poznać, rozgryźć i nauczyć się. Więc byłam zielona i trochę zielona w kwestii eko też jestem. Nie do końca – z różnych powodów - z lenistwa, z wygodnictwa, z nie-przekonania, albo z niewiedzy. Ale dużo założeń tej książki jest mi bliskie, dużo jest ważnych – to nie tylko ekologia, ale też rodzicielstwo bliskości, poszanowanie Małych Ludzi i radość z bycia Rodzicem.
Książka zaczyna się od porodu. O tym, jakie prawa mają kobiety, jak sprawić, aby poród był godny, od planu porodu, który rodzące powinny wciskać położnym w szpitalach mimo drwiących uśmieszków. A potem jest już ten wyczekiwany ktoś – trzeba go karmić – polecana pierś, trzeba przewijać – powrót do pieluszek tetrowych i trzeba kąpać – niezastąpiona jest soda oczyszczona (sprawdzone!). Pomiędzy tym wszystkim jest zabawa z zabawkami, które zrobi się samemu, jest zdrowe jedzenie – owsianka na śniadanie!!!, kosmetyki, które możemy zrobić z produktów spożywczych, bobomigi i jeszcze masaż, który daje Dziecku poczucie bezpieczeństwa. Słyszałam gdzieś zarzut, że rodzicielstwo bliskości to moda, ale śmieszą mnie takie komentarze, przeraża, że ktoś może uznać chęć dania Dziecku wszystkiego, co uważamy za najlepsze, za kiepski teatrzyk, na który sprzedaje się bilety.
Ja odnalazłam w tej książce dużo z mojego ideału Rodzica. Oczywiście znalazłam też kilka rzeczy, które mnie przerastają i kilka, których stosować na pewno nie będę, bo są sprzeczne z moim światopoglądem. Ale mam wielkie worki szacunku dla ludzi, którzy współtworzyli tę książkę, którzy w taki sposób wychowują Dzieci, bo to niewątpliwy znak, iż są dla one nich ważne, że są w środku, w centrum, w sercu...
Piękne są rozdziały o bliskości, o mądrym kochaniu. Dużo zdań mnie poruszyło, dało do myślenia, zaczarowało.
„To absurdalne, że uczymy dzieci chodzić i mówić, a potem mówimy 'siedź cicho'.” [s.143]
„Trzeba pamiętać, że rodzice są dla małego dziecka wszechmocni, są przecież gwarancją jego życia.” [s.144]
„(...)dostajesz to, co wzmacniasz.” [s.145]
Czyta się to genialnie – jest w formie wywiadów z różnymi mądrzejszymi ode mnie ludźmi, takich rozmówek właściwie, jak Rodzic z Rodzicem, jak człowiek, któremu leży na sercu dobro Dziecka z człowiekiem, który pomoże nam zrozumieć, jakie to Dziecko ma potrzeby. Usiadłam obok Magdy Targosz i Reni Jusis i ich rozmówców i przysłuchiwałam się, robiąc notatki.
Reni i Magda napisały we wstępie, że „chciałybyśmy za kilka lat znaleźć tę książkę w czyimś domu wyświechtaną i zaplamioną, bo przekazywaną z rąk do rąk” [s.8] . Mój egzemplarz ma już notatki na marginesach i podkreślenia, oraz zakładki w miejscach, do których muszę mieć szybki wgląd – tam, gdzie jest przepis na olejek do masażu i na pastę z sody oczyszczonej. I mogłabym ją pożyczyć Przyjaciółce – ale na krótko, bo ciężko byłoby mi rozstać się z moją zielenią.  

2 komentarze:

  1. Pozalowalam bardzo teraz, ze ja, bedac taka zielona mama, nie mialam okazji przeczytac tej ksiazki. To byl zupelnie inny czas. I niewazne, moda czy trend, dobrze, ze sa takie ksiazki, jak je odczytamy my i co z tym dalej zrobimy, to przeciez bardzo osobista sprawa, ktora moze posluzyc tym Pieknym Malym Ludziom a i nam przy okzaji - Madrzejszym, Swiadomym w ten sposob Rodzicom... Buziaki, Drogie Moje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ale jednocześnie wierzę, że dużo rzeczy jest w nas, jest instynktowne, takie książki jak "Poradnik dla Zielonych Rodziców" pomagają uporządkować, wydobyć, wzmocnić. Przytulas dla Zielonej Mamy...

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...