Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 16 maja 2016

325.CO MAM NA DNIE SKRZYNI?

MARIANNA OKLEJAK
„CUDA WIANKI. POLSKI FOLKLOR DLA MŁODSZYCH I STARSZYCH”
EGMONT POLSKA, WARSZAWA 2015
ILUSTROWAŁA MARIANNA OKLEJAK

Moim marzeniem zawsze była skrzynia. Wielka, pojemna, w której można schować wszystkie swoje skarby. Nie piracka. Raczej taka, na której bokach i wieku ktoś wymalował piękne kwiaty… „Taka na posag?” - pytała zawsze Mama, a ja nie do końca wiedziałam, o czym mówi. Że polską tradycją było przygotowywanie córki do wyjścia za mąż, że w takiej skrzyni składało się pościele, obrusy, ubrania, że przygotowywały je wszystkie kobiety w rodzinie, także sama zainteresowana, że trwało to latami i było nie tylko czymś praktycznym, ale też rodzajem sentymentalnego daru, zachowania pamięci o korzeniach. Przecież w każdym domu wyszywało się trochę inaczej, ciut inny kształt przyjmowała główka kwiatu, malowana na skrzyni…
Niedawno mieliśmy okazję być Parku Etnograficznym w Olsztynku. Serce biło mi mocniej, gdy wchodziłam do kolejnych nisko sklepionych chat, gdy oglądałam wysokie łóżka, z siennikami tak wypchanymi, że śpi się pod samym sufitem, drewniane komody, kołyski, koniki na biegunach, stoły, na których stała jedna miska i leżało kilka łyżek, kuchnie, ze związanymi w pęczek ptasimi piórami, leżącymi zawsze w pobliżu paleniska – to nimi rozniecało się ogień, podtrzymywało płomień, podsycając go powietrzem, spiżarnie z wielkimi pękami ziół, suszącymi się kwiatami w dół i skrzynie – dokładnie takie, jak moja wymarzona… Widziałam tam samo piękno, czułam, jak bardzo to wszystko jest moje, jak jest we mnie wrośnięte, jak siedzi w samym środku, nie-do-wykorzenienia.
Albo gdy poszłyśmy z Majką na koncert Daorientacji. To duet, który podróżuje po Polsce, zbiera pieśni przodków i ocala je od zapomnienia. Na sali dzieci w getrach, dresach, ze spinkami z bohaterami amerykańskich bajek we włosach i wizerunkami amerykańskich bohaterów na koszulkach. Na scenie pani w tradycyjnej koszuli i spódnicy, z czerwonymi koralami na szyi. Nikt z widowni nie zna słów. A wszyscy śpiewają. Od pierwszego kawałka ludzie wstają z miejsc, klaszczą, bujają się – ta muzyka w nich żyje, bo jest ich dziedzictwem. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, że to wszystko jest w nas!









I o tym właśnie jest książka/album/picturebook Marianny Oklejak. O wzorach koronek. O wzorach pisanek. O rodzajach drewnianych i ceramicznych naczyń. O instrumentach, na których grała jakaś nasza praprababcia. O tkaninach, o zabawkach, o potrawach, o wzorach, którymi ktoś ozdobił skrzynię swojej córki… I o czasie, który biegnie nieubłaganie, zmieniając świat, zmieniając człowieka. Pomiędzy stronami toczy się historia dwojga młodych, którzy się poznają, zakochują, biorą ślub, a później mają dziecko. Gdzieś tam jest też śmierć, jest rozstanie. Ale są też święta – Wielkanoc, Boże Narodzenie, kolędnicy, palmy i Nowe Latko… Marianna przejechała Polskę, wchłonęła w siebie tradycję, przetworzyła i podała ją w pięknej formie. W pierwszym momencie poczułam przytłoczenie ilością szczegółów, barw, książka zilustrowana jest brawurowo! Ale zaraz wciągnęła mnie w siebie, zaczarowała, opowiedziała wszystko to, z czego tak naprawdę zbudowane są moje ręce, nogi, brzuch i głowa – cały świat, który składa się na mnie. Zdawałoby się, że to tylko przeszłość, że nikt już teraz skrzyń dla córek nie zbija. Ale wystarczy wyściubić nos z wielkiego miasta (w którym owszem, tradycja zanika na rzecz kosmopolityzmu) i zobaczyć, że to wszystko wciąż żyje, że ludzie są do tego przywiązani, dumni. Oklejak genialnie to w swojej książce pokazała. Na weselu tańczy ubrana w tradycyjną suknię kobieta z panem w garniturze z galerii handlowej, ktoś ma tatuaż z tradycyjnym wzorem na ramieniu, czat w komunikatorze internetowym pomiędzy dwojga kochankami, to słowa ludowej pieśni… To smaczki, które mają za zadanie zwrócić uwagę na akcenty tradycyjne w naszym otoczeniu – to naprawdę nie tylko Cepelia! Z jakichś powodów nawet w tych wielkich miastach zakłada się zespoły ludowe i w nowoczesnych, klimatyzowanych salach ćwiczy się kujawiaki i oberki.
W tej książce jest mało słów – wiadomo, ilustratorka zachwycać ma nas obrazem, warstwą wizualną. Zmysłem wzroku odbiera świat, zachwyca się nim oczami, więc taką drogą głównie oddaje nam swój podziw. Jeśli tekst – to na końcu, w formie paru słów wyjaśnień, albo podpisów pod poszczególnymi wzorami tkanin, koronek czy potraw. I wkomponowane w obraz słowa ludowych przyśpiewek. A obraz to kolor, faktura, zapach, dźwięki, wszystko tu jest – w wielkiej obfitości. Dlatego niezwykła plastyczność tych obrazów, nagromadzenie szczegółów i kolorów, może w pierwszej chwili przerażać, ale zaraz okazuje się, że nie trzeba tej obrazkowej treści przetwarzać, że ona jest już w środku!

Piękna, niesamowita książka! Czuję zachwyt aż po koniuszki palców! Mam nadzieję, że Majka kiedyś też wymarzy sobie skrzynię, że będzie widziała ją oczyma wyobraźni, a potem doszuka się w tym marzeniu swojego pochodzenia.  














1 komentarz:

  1. Pamiętam skrzynię z okuciami, która stała w sieni, w domu Dziadków. Na dnie leżały nakrochmalone poszwy, a w kącie stał woreczek z mąką. Przynajmniej tak mi się wydaje. I pamiętam, że bardzo chciałem tę skrzynię mieć, ale niestety przestała istnieć wraz ze starym domem, którym nikt się nie zaopiekował i który po prostu zapadł się w sobie, prawdopodobnie grzebiąc babciną skrzynię.
    Pamiętam też łóżka ścielone słomą, pierzyny, jak piszesz, pod sufit i ciepło pieca, które docierało w każdy kąt tego jednoizbowego domku, w którym Dziadkowie wychowali czwórkę dzieci.
    No i "światówy" wykonywane na potańcówkach urządzanych na zdjętych z zawiasów wrotach od stodoły. Spontaniczne, radosne, z lokalnymi muzykami, którzy znosili: ten akordeon, ten baraban.
    Ech, kupię sobie chyba w końcu Cuda wianki :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...