Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 27 stycznia 2014

154. OSZCZĘDZANIE

KATARZYNA MINASOWICZ
„ZIMA, KTÓREJ NIE BYŁO”
WILGA, GRUPA WYDAWNICZA FOKSAL, WARSZAWA 2014
ILUSTROWAŁA KATARZYNA MINASOWICZ

Odkopujemy się ze śniegu. Zmarznięte stopy rozcieramy i zdejmujemy po jednej warstwie ubrań. Z -15 zostało -3. Nie chcemy więcej, bo tyle minusów jest do pokonania termoforem i gorącą herbatą z sokiem malinowym. I stosem książek. I niewychodzeniem z domu. Zima zawitała.
A u Małej nie ma zimy. A Mała na nią czeka. Bo chce wiedzieć, jak to jest. Bo chce poczuć zimno wspinające się po kręgosłupie. I to szczypanie w nos i uszy, o którym do tej pory tylko słyszała. Słyszała jeszcze wiele innych rzeczy – o gryzących rajstopach, o tym, że nie można jeździć zimą na deskorolce i o odśnieżaniu – codziennie. Wszyscy drżą przed zimą, schowaliby się w jakiejś dziurze, w której zima ich nie dopadnie, przespaliby białe miesiące, zatrwożeni jej majestatem i lodowatymi palcami, którymi chwyta każdego bez wyjątku. A Mała jest ciekawa. I nie może się doczekać. I jako jedyna wypatruje, wyczekuje, w oknie wystaje i zimę zaprasza. Bo jest dzieckiem ciekawskim. I jeszcze dlatego, że tata w wielkim pudle z napisem ZIMOWE przyniósł piękne czerwone śniegowce. A zimy nie ma i nie ma jak wypróbować śniegowców w śniegu. I w lodzie. I w zamieci. I w zamarzniętych kałużach. Trzeba więc sobie zimę stworzyć. Porzucać się śnieżkami ze zgniecionego papieru i utonąć w zadymce ze styropianowych kulek. Koniecznie w czerwonych śniegowcach, bo są najpiękniejsze na świecie! A potem w okno puka prawdziwa zima – ta z uszczypliwym charakterem i chłodnymi dłońmi. Ta, której nikt a nikt nie lubi...
To historia o tym, że lepiej być dzieckiem, nawet, gdy ma się zbyt wiele na to lat, że lepiej po dziecięcemu patrzeć a świat, znaleźć w sobie radość i zachwyt, że zimową porą najlepiej wskoczyć w śniegowce – koniecznie czerwone – i pójść na sanki. Albo urządzić bitwę na śnieżki.
To książka która oszczędza – oszczędza długich, wybujałych zdań, zakończonych zakrętasami i zawijasami, oszczędza zdań ciągnących się jak zimowy szalik, tak długich, że nie wiadomo gdzie się kończą i co było na ich początku. Oszczędza ilustracji przeładowanych szczegółami i kolorami. To książka – odpoczynek, bo siedzi się przy niej, patrzy na białe strony i można zobaczyć tę twarz zimy, która skrzy się uśmiechem. Jest subtelna – humorem, który goni za rajstopami, podgryzającymi w stopy; ilustracjami, na których Mała obserwuje świat – trochę z boku, z namysłem, ale i zachłannością dziecka, z tym wielkim pragnieniem, żeby zrozumieć wszystko, co pojęte i co do pojęcia się nie nadaje i tekstem, którego jest w sam raz na zimowe wieczorne czytanie. W sam raz na to, żeby zima dała się oswoić i zwinąć na kolanach jak biały kot.






[Dziękujemy Grupie Wydawniczej Foksal za egzemplarz, co ogrzał nas w zimowej zadymce] 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...