Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

piątek, 3 stycznia 2014

148.WIECZORYNKI WCZESNYM RANKIEM

ANNA ONICHIMOWSKA
WIECZORYNKI”
CZYTA JANUSZ ZADURA
BIBLIOTEKA AKUSTYCZNA, WARSZAWA 2013

[Im bardziej jesteś zajęty, tym więcej masz czasu na Bibliotekę Akustyczną]

Jest taka jedna rzecz, która nadchodzi codziennie – nieważne, czy był deszcz, czy słońce, nieważne, czy się uśmiechałeś, czy tylko łzy, nieważne, czy wakacje, czy akurat same egzaminy i zaliczenia, nieważne, czy tu czy tam. NOC. A przed tą nocą, przed oczyma zamkniętymi, przed kołdrą, nakrywającą nas po uszy, jest wieczór. Wieczór jest po to, żeby oswajać się z nocą, patrzeć na powoli zapadający zmierzch, popijać ostatnią tego dnia herbatę, wyciszać się, wieczornieć...
I tu wkracza Onichimowska.
Proponuje dzieciom na ten czas przygody trzech zwierzątek – kota Miśka, żółwia Antosia i wielką kaczkę. Kolejność jest nieprzypadkowa, bo wszystko zaczyna się od guzika, który „urwał się dziś po południu”. Wcześniej należał do kominiarza, więc jest poniekąd guzikiem szczęśliwym. Kot Misiek poznaje go na dachu i z dachu sobie obserwują świat. I gdy guzik zdradza Miśkowi, że może spełniać życzenia, to Misiek się cieszy ogromnie, bo właśnie ma jedno życzenie – poznać pewną kotkę, która przyśniła mu się nie dalej niż jedną drzemkę temu. Musi więc jechać do Pernambuko, bo okazuje się, że ruda kotka najprawdopodobniej właśnie tam przebywa. Potem jest żółw Antoś i jego żona Amelka, która ma fantastyczny pomysł – muszą razem zamieszkać! Są małżeństwem, a mieszkają osobno, każdy w swoim domku – do czego to podobne?! Zaczynają się więc poszukiwania idealnego lokum. A jednocześnie droga na ślub Miśka i Rejki – niby bliziutko i niby po sąsiedzku, ale droga ta długa i nie usłana różami. Na szczęście na końcu otworzą się jakieś drzwi. A po drodze poznamy też dziwną kaczkę, która wystąpi w ostatniej wieczorynce oraz domek na jednej nodze, który zakochał się w bocianie Kaziku, który ma problemy z pamięcią, a do tego problemy z własną tożsamością. Czy naprawdę jest bocianem? Był bowiem przekonany, że akurat kaczką...
Czego tu nie ma! Jakieś czarownice, które kiedyś były królowymi piękności, statki, podróże na drugi koniec świata, zapomnienia i pamiętania, śluby i ucieczki, kolorowe czarodziejskie cukierki i miłość, która tak naprawdę jest sprawczynią wszystkiego – bo gdyby Misiek nie zakochał się w kotce ze snu, to nie byłoby pewnie Antosia i nie byłoby kaczki i wszystkich innych zwierząt i ludzi, których spotykamy po drodze. Dzieje się szybko, dużo i mocno. Dlatego czytam z wielkim znakiem zapytania na końcu „Wieczorynki”? Jak bardzo nie pasują mi pazurki kota Miśka do zasypiania, jak bardzo buja na statku, którym podąża do Pernambuko... Jak szybkie są pościgi – dom czarownicy goniący bociana! - jak wiele zdarzeń i zwrotów akcji! Aż tchu brakuje i oczy stają się większe, coraz większe i wcale do snu nie opadają powieki.
Zadura czyta świetnie – moduluje głos, zmienia intonację, grzmi i furczy, pieje i nawołuje. To dodatkowy plus dla „Wieczorynek” i dodatkowy argument, że płyta w odtwarzaczu tuż przed zaśnięciem to nie jest dobry pomysł – skrzeczący głos czarownicy mógłby rozbudzić tulącego się do poduszki kandydata do snu.
Żądam więc „Wieczorynek” na dzień dobry! Zamiast kawy – wystarczą!





[Dziękujemy Bibliotece Akustycznej, za to, że popieściła nasze uszy]

2 komentarze:

  1. hej, hej, wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Dużo mam do nadrobienia :( niestety ostatnio nie daję rady z blogowaniem. Codzienność mnie lekko przytłacza... podziwiam Cię, że u Ciebie tyle nowości :) będę sukcesywnie czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie też samych dobrych, lepszych, najlepszych chwil!
      A u mnie teraz przerwa, bo miałam detoks komputerowy :-) Ale wracam, bo tyle do pokazania!!!!!

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...