Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 24 lipca 2013

56.MATKA JEŻY


DOROTA SUMIŃSKA
„WIERZĘ W JEŻE”
WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011
ILUSTROWAŁ JANUSZ WRZESIŃSKI

DOROTA SUMIŃSKA
„JAK JEŻ JERZY ZOSTAŁ TATĄ”
WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2013
ILUSTROWAŁ JANUSZ WRZESIŃSKI

[Jedno z najbardziej prestiżowych wydawnictw w Polsce pochyla się też czasem nad Dziećmi]

Jeśli słyszysz w nocy charakterystyczne tupanie to może być jeż. Bo jeże się nocą budzą, a gdy słońce wstaje, to kładą się spać. A ludzie – zupełnie odwrotnie – cichną, gdy gaśnie słońce i wtedy jeże mogą dojść do głosu. Ich tupanie niesie się echem. Dlatego według Jerzego, duża część jeży na imię ma Tuptuś. Druga duża część nazywa się Jerzy – też wiadomo dlaczego – to taki odwieczny żart człowieka.
Jerzy zamieszkuje dom pewnej dobrej Pani. Ta Pani wyrwała go z rozczapierzonych palców śmierci. Jego mama zginęła pod kołami samochodu, a rodzeństwo umarło z głodu. On był silniejszy i doczekał troskliwych dłoni ludzkiej mamy. Jerzy jest jeżem nietypowym, bo mieszka w jednym domku z myszką i wężem, a ja nie zdziwiłabym się wcale, gdyby to nieprawdopodobieństwo było jak najbardziej prawdziwe. Bo Dorota Sumińska to mama wielu stworzeń – nie tylko ludzkich. To weterynarz i psycholog zwierzęcy, najbardziej chyba oddana zwierzakom kobieta w Polsce. Taka, która oprócz tego, że kocha je mądrze, to wie o nich tak dużo, że nie mieści się w niej ta wiedza i pisze o nich, mówi, opowiada. A mówi pięknie, zajmująco, tak, że słucha się jej jak wytrawnej bajarki, czyta się ją, jak najlepsze powieści przygodowe.
A wszystko przeważnie jest z życia wzięte.
I pewnie jeż Jerzy faktycznie mieszkał kiedyś u pani Doroty i pewnie był najbardziej ciekawskim jeżem w naszym kraju.
Bo to nie jest zwykły jeż także z innego powodu – to jeż, który przyrzekł nie jeść nikogo żywego, starcza mu jedzenie przygotowane przez ludzką mamę – zamiast tego woli posłuchać potencjalnych żywicieli, otworzyć się na ich historie, zaprzyjaźnić z nimi i dzięki temu powiedzieć o wszystkim nam.
„Wierzę w jeże” to właściwe katalog zwierząt, których człowiek nie lubi, których się boi, które mu się nie podobają, które tępi, bo nie są piękne i przymilne. To katalog mitów na temat tych żyjątek, które wzięły się pewnie ze strachu, bo z niewiedzy to już na pewno. Bo kto wymyślił, że nietoperze wplątują się we włosy, skoro mają w swoich uszach najdoskonalszą nawigację świata? Skąd przypuszczenie, że polskie pająki polują na człowieka? I dlaczego ludzie, gdy widzą padalca krzyczą „żmija!”, mimo że padalec to jaszczurka? Do przyjaciół Jerzego należy też kret, ropucha i komar, znajdzie się też szerszeń i gołąb. I nawet pies, który pojawia się na kartach tej opowieści, to niezbyt piękny pekińczyk, a kot nie ma oka, bo skrzywdził go człowiek/nie-człowiek. A każdy skarży się na ludzi, na to, jak zrzucają na nich winę za swoje niedbalstwo i swoje bałaganiarstwo. Nazywają te „niepiękne” zwierzęta szkodnikami, a „w przyrodzie nie ma szkodników. Szkodnik to taka istota, która szkodzi ludziom, a nie Matce Naturze.” [s.75]
Piękna to książka, o tym, że można pokochać nawet osę, jeśli spojrzy się na nią jak na „człowieka”, że jeśli usłyszysz, jak troszczy się o własne dzieci, zobaczysz „człowieka” nawet w karaluchu, a do muchy nabierze się szacunku, gdy ukradkiem podejrzy się jej ciężką pracę.
W drugiej części Jerzy zostaje tatą i wstrząśnięty tym faktem, rozpoczyna krótki kurs ze znajomości cudu, jakim są narodziny. Jego przyjaciele – nowi i starzy, odwiedzają go z ustami pełnymi „zarodków”, „zapłodnień” i „komórek jajowych”. To zdecydowanie trudniejsza pozycja, niż pierwsza część – Jerzy jest starszy, jest głową rodziny i starsi powinni być jego słuchacze. Ale mimo wszystkich „mejoz”, „DNA” i „dziedziczenia” , którymi upstrzony jest tekst, nadal najpiękniejsze jest w niej poszanowanie dla każdego, najmniejszego nawet organizmu. To po raz drugi (i jak zapowiada Jerzy nie ostatni) hołd złożony wszelkim zwierzętom świata.
Piękny, mądry, zabawny tekst, który genialnie się czyta na głos. Piękne nastrojowe ilustracje (bardziej klimatyczne w drugiej części – ze zdumieniem odkryłam, że malował je te sam autor). Piękna ludzka mama jeża Jerzego, że uratowała mu życie, a on teraz może oswajać nasze lęki.









[Dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu, że dzieli się z Nami swoimi cennymi perełkami – książki wszak najwartościowszymi klejnotami]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...