Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

piątek, 23 stycznia 2015

248. DWIE MEDALU STRONY

AIDA AMER
OPOWIEŚCI SPOD OLIWNEGO DRZEWA”
POŁAWIACZE PEREŁ, WARSZAWA 2014
ILUSTROWAŁA NEŽKA ŠATKOV

Nie wiem, czy tak naprawdę Polskę od Palestyny dzieli dwanaście gór i dwanaście rzek, czy to tylko bajka, ale właśnie w Palestynie mieszka Mirjam. Jest stara - od stu lat opowiada dzieciom historie. A historie są niezrównane, są barwne, pachną zawsze tymiankiem i miętą, tak jak wzgórza w tym dalekim, dziwnym kraju. „Opowiadaj, opowiadaj, Mirjam!” - słychać ze wszystkich stron. Bo bajarka jest trochę jak czarodziejka. Opowiada zawsze tylko to, co powinno się powiedzieć, daje słowa, które nie tylko pobudzają wyobraźnię, ale leczą. Mirjam jest sprytna i ma doskonały zmysł obserwacji, jest bajkologiem, psychoopowiadaczką. Opowieścią rozwiązuje ludzkie problemy, jest zawsze dokładnie w tym miejscu, w którym powinien zasiąść ktoś do opowiadania. I w czasie, gdy ucho wychwyci podtekst, gdy zafascynowany opowieścią bajkosłuchacz pojmie sercem, że opowieść jest do niego, że to on ma sobie z niej wziąć wszystko co najlepsze.
Najchętniej słucha jej pięcioro dzieci. Podążają jej tropem, bo jest dla nich przyjaciółką, mentorem, nauczycielką. Zawsze ma dla nich czas, nigdy nie traktuje ich z góry, a ich problemy zamienia w baśnie i pozwala im rozwiązywać się wraz ze szczęśliwym zakończeniem. Nie wprost, bez oczywistości, ale jednak tak, żeby bajkę można było przełożyć na życie.
Mirjam jest drzewem, na którym Aida Amer zamieściła swoje opowieści. Powkładała jedne w drugie, zamknęła w pniu – ciele Mirjam. Ale nietrudno jest się do nich dostać, wystarczy przyjść pod oliwne drzewo i poprosić „Opowiadaj!”.
Pretekstem może być wszystko – puszka po coca-coli, źle, nie do taktu bijące serce jednego z chłopców, obrazek znaleziony w obcojęzycznej książce...
To kolejna, druga pozycja, która wyszła w serii ½+½=∞.
Napisała ją pół Arabka, pół Polka i w duchu założeń serii, która ma oswajać wielokulturowość, pokazała, co to znaczy być tyglem pochodzeń. Pokazała doskonale, pomysłowo, zaskakująco.
Dzieci, które przychodzą do Mirjam po opowieści, znajdują książkę z obrazkami, którą zgubił jakiś turysta. Nie wiedzą, w jakim języku jest napisana, pokazują ją bajarce w nadziei, że ona będzie wiedzieć o czym jest. I Mirjam wie, ale wie po swojemu. Z pana Twardowskiego robi złego czarownika, który wylądował na księżycu za karę, z krasnoludka dżina i nawet puszki po coca-coli służą tam jako skarbonki. To niesamowite, jak bardzo postrzeganie świata zależy od wychowania, od wartości, jakie mamy wpojone, od religii. To niesamowite, że interpretujemy świat poprzez kulturę i dziedzictwo, także narodowe, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Jestem zachwycona pomysłem autorki na pokazanie, jak jesteśmy różni od siebie i że czasem jeden człowiek musi te różnice łączyć w jednym ciele i w jednym umyśle. I że to wartość dodana, bo dzięki temu można patrzeć na świat raz tak, raz tak, widzieć go od dołu i od góry, konfrontować ze sobą wiele spojrzeń na jedne problem i wybierać to, które przyda się w życiu bardziej.
Kolejny raz tom zdobią ilustracje Nežki Šatkov – teraz jest jakby dojrzalsza, poważniejsza, bardziej wymagająca. Te ilustracje nie są tak łatwe, jak w przypadku „Zebry” Ifi Ude – ale też cała książka jest dla starszego czytelnika. Ważne jednak, że wciąż są dobre, podoba mi się, że są kompletnie różne od poprzednich.








[Bajarki słuchałyśmy dzięki wydawnictwu Poławiacze Pereł]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...