Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 21 stycznia 2015

247.USZOPIESZCZENIE

JOANNA WACHOWIAK
„OPOWIASTKI DLA MAŁYCH USZU”
BIS, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁA ANITA GŁOWIŃSKA

Uszy Dziecka są delikatne. Trzeba zwracać uwagę, co się do nich wkłada. Nie może być za dużo hałasu. Nie może być niemądre. Nie może być wulgarne. Nie może być nieodpowiednie. Uszy Dziecka bardzo łatwo zranić, bo uszy Dziecka mimo że dopiero rosną, to są jak radary, wyłapujące każdy dźwięk. W tym uszach są całe tony dźwięków i dobrze serwować im tylko przyjemne.
Takie są „Opowiastki dla małych uszu”.
Naprawdę dla małych. Już samo to zdrobnienie „opowiastki”, jest dla uszu miłe – delikatne. I zapowiada dokładnie to, co w samym środku.
To historyjki – takie w sam raz, bo nie są długie, pozwalają małym uszom do końca wyławiać dźwięki, skupić się na treści, chłonąć. Ale też nie za krótkie, małe uszy nie mogą czuć się zlekceważone.
Te opowiastki to takie „z życia wzięte przełożone na zwierzęta”. Zwierzęta zawsze się w małych historyjkach sprawdzają. A jeśli są tak sympatyczne, jak zwierzątka Wachowiak i Głowińskiej, to po prostu musi być hit. I małe uszy będą chciały słuchać, będą chciały, by wciąż i wciąż wpadały do nich dźwięki, które niosą opowieść o myszce, co zazdrościła nietoperzom skrzydeł, o żabie na księżycu, o pająku, który złapał słońce w swoją sieć i zaburzył porządek świata i o króliku, który wyrusza w nocny las szukać „tego, co jest bardzo blisko”.
A oczy? Czy tylko uszom dać pieszczotę, zapominając o tej drugiej parze? Absolutnie. Oczy też mają miło i przyjemnie. Anita Głowińska stworzyła świat bliski dziecku. Jej ilustracje kojarzą mi się z pracami plastycznymi na kółku hobbystycznym – pełne uczucia, talentu, niedoskonałe, ale z miłością. Takie, w które wkłada się całe serce.
I cicho sza, nie można mówić tego głośno, żeby małych uszu nie przerazić tymi dźwiękami, ale te historyjki to są dydaktyczne, moralizatorskie i pouczające. Celowo używam takich chłodnych słów, które źle się kojarzą. Celowo, bo ktoś mógłby pomyśleć, że te opowiastki to sama słodycz, wata cukrowa i że nie można ich serwować przed snem, bo trzeba by było umyć drugi raz zęby.
Co to, to nie! Niosą za sobą ważne treści, jakkolwiek ważne brzmi w zestawieniu z „opowiastki”. W tym właśnie tkwi ich siła i tu widać kunszt autorski – bo jak w te małe uszy włożyć to „Ważne”? Na przykład taką, że najważniejsi są przyjaciele? Albo taką, że trzeba doceniać, co się ma? Albo tę, że warto spełniać swoje marzenia, nawet na przekór losowi? I że w siebie warto wierzyć? I że dzielenie się z kimś pomnaża naszą radość? Być może to czysta propaganda, być może haczy o banał, ale małe uszy jeszcze tego nie znają i dopiero uczą się odróżniać dobro od zła i dopiero budują wewnętrzny system motywacyjny i dopiero zaczęły sprawdzać, co w życiu jest tak naprawdę istotne. Warto powtarzać im to ciągle i wciąż, bo wiadomo – co włożysz, to wyjmiesz, a lepiej przecież mieć człowieka zadowolonego z siebie, wierzącego w swoje możliwości, szukającego „bright side of life” niż ponurą biedronkę, której nie podoba się ani deszcz ani słońce albo szarą sowę, która depcze cudze marzenia, bo jest sfrustrowana własnym po nie niesięganiem?







PS. A już w lutym druga część uszopieszczenia.


[Uszy nasze pieści wydawnictwo BIS]

2 komentarze:

  1. I juz wiem, ze mojej małej Mimi przypadlyby te opowiastki do gustu. Kolejna książeczka do zdobycia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są ciepłe, mądre, przyjemne, nic tylko brać :-)

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...